niedziela, 29 listopada 2015

Nowe Opowiadanie!! O_O

Heloł moje ciumciaki XD Jak tam się powodzi? Mam nadzieję, że dobrze :D Jestem, by poinformować was o nowym blogu i niespodzianka! Nie prowadzę go sama. Razem ze mną piszę Rose Black! Ogólnie na blogu mamy już wstęp i prolog, mam nadzieję, że zostaniecie tam na dłużej :) Opowiadanie jest o Masterczułku i pewnej Patrycji, która wcale nie jest mną. Ale nie martwcie się, Czułek i Pati to nie jedyne postacie na tym blogu. Pojawią się inni youtuberzy. Ten nowy blog jest troszkę połączony z blogiem Rose Black,  jest on świetny i bardzo zachęcam go przeczytać XD A więc to chyba tyle...Wiem, strasznie chaotycznie, ale musicie mi to wybaczyć. Oto link do bloga:
KLIK

piątek, 27 listopada 2015

(część 2) Rozdział 4 Mam dość!

Czułam pustkę...Nie wiedziałam gdzie idę, ważne, że trzymam się na nogach. Zmęczenie coraz bardziej bierze nade mną kontrolę, ale nie poddam się! Nagle się o coś potknęłam. W stercie liści ujrzałam szyny...Tory!! Poszłam wzdłuż nich. Może dotrę do stacji. Zapadła noc. Było strasznie. Wiatr wiał mocno wydobywając dziwny, upiorny szum, poza tym był zimny i przeszywał moje ciało nawet przez ciepłą kurtkę. Mam dość! Dość wszystkiego...Ale nie! Nie popełnię samobójstwa. To, że moje życie jest skomplikowane i popierdolone to tylko i wyłącznie moja wina. Cały czas stawiam przed sobą coraz to nowsze i trudniejsze przeszkody, ale boję się. Nie chcę o nim pamiętać...Dlatego uciekam. Myśl o tym, że Adam mnie nienawidzi była do zniesienia, ale jeśli on powiedziałby mi to z pustą, poważną twarzą załamałabym się, a nie chcę jeszcze bardziej cierpieć. Dotarłam do stacji kolejowej. Sprawdziłam rozkład jazdy i wsiadłam do pierwszego lepszego pociągu. Był on prawie pusty, jedynie kilka osób siedziało czytając gazetę, rozmawiając lub siedząc z głową skierowaną ku dołowi. Ja siedziałam jeszcze inaczej. Przytulona byłam do szyby patrząc na gwiazdy i marząc o tym, by wszystko wreszcie się ułożyło. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że jeszcze nie dawno przeprowadzałam się do Elbląga. Pamiętam, że pomimo tego, że opuszczam moje rodzinne miasto byłam dosyć optymistycznie nastawiona. Pamiętam jaka byłam ciekawa, jak bardzo chciałam poznać ludzi i wszystko co nowe. W zaledwie kilka miesięcy wszystko się zmieniło. Czemu życie można spieprzyć z dnia na dzień, a naprawia się je bardzo długo, a czasami nawet robi sie to do końca życia? Życie zgasiło moją ciekawość i optymizm pokazując mi jak jest na prawdę na tym świecie. Powoli mnie niszczyło zabierając to co dla mnie ważne. Czasami myślę, że Bóg wystawia mnie na próbę. Wyjęłam telefon. Miałam jakieś 50 nieodebranych połączeń od taty. Tak bardzo chciałam mu napisać, że jestem bezpieczna, żeby się o mnie nie martwił i zajął sie moim bratem, ale nie mogłam. Pociąg zatrzymał się. Nadal panowała noc. Wyszłam wdychając chłodne powietrze. Co teraz? Nie pozostaje mi nic innego jak iść dalej nie wiadomo gdzie.
Jesteś nic nie warta! Jesteś niczym! Jesteś pieprzoną egoistką i tchórzem!
Odezwało się moje dawne ja, które zostało zastąpione nowym. Rzeczywiście gdy byłam pozytywna i tak dalej i gdybym spotkała taką osobę jaką jestem teraz to rzeczywiście bym tak pomyślała...Lampy oświetlające chodnik zniknęły, weszłam na nie oświetlone okolice, ale nie bardzo się tym przejęłam. Nagle ktoś złapał mnie w pasie, a drugą ręką zatkał mi buzię. Ogarnął mnie strach i panika. Chciałam krzyczeć, wyrwać się, ale byłam zbyt zmęczona. Mężczyzna popchnął mnie przez co upadłam na ziemię. Zorientowałam się, że byłam w lesie kiedy ujrzałam korony drzew. Już chciałam wstać i uciekać, ale próba ucieczki się nie udała. Facet zaczął zdzierać ze mnie ubrania. Nie! Nie!! Boże....Halo!! Ja nie chcę tak stracić dziewictwa! Błagam....Wyrywałam się, krzyczałam, ale to na nic się nie zdało, lecz i tak to robiłam mając nadzieję, że mi sie uda. Poczułam chłód na moim ciele. Zaczęłam się trząść. Nagle przestałam się szarpać i dosłownie mnie zatkało...Moje ciało przeszył ogromny ból...Nie krzyczałam, ale szlochałam. Nie mogłam nic zrobić...Bezradność...Kolejne ruchy mężczyzny były coraz głębsze i coraz bardziej bolały. Nie miałam już siły na nic...Moge zginąć? Zrobię wszystko, by nie czuć tego bólu!! Facet nie przestawał, wręcz przeciwnie! On dopiero się rozkręcał...Potem zaczęło się piekło! Płakałam, krzyczałam, błagałam...A on nic...Robił to coraz mocniej jakby to dawało mu satysfakcję. Kiedy skończył byłam zdezorientowana i roztrzęsiona. Płakałam i krzyczałam.
- Pójdziesz ze mną suko. - powiedział biorąc mnie za ramiona. Boję się...Nie chcę!! Ja już mam dość!! Wszystko mnie boli i jestem bardzo zmęczona. Czuję się tak jakbym miała zemdleć.
- Proszę zostaw mnie. - poprosiłam łamiącym i drżącym głosem. On spojrzał na mnie i zaśmiał się.
- Pobawimy się jeszcze trochę, a potem cię zostawię. - Nie! Mam dość! Pomocy...Pomocy!!! Mój płacz był tak duży, że nie mogłam nic powiedzieć. Nie wiedziałam co myśleć co zrobić...Nie mogłam uwierzyć w to co sie dzieje...To jakiś koszmar...Właśnie przeżyłam gwałt...Już wiem co czują zgwałcone dziewczyny i dlaczego potem tak się wszystkiego boją...Z tego co wiem szybko mnie ten oblech nie puści...Nie chcę przeżywać tego kolejny raz!! Mam dość! Po co uciekałam z domu!? Teraz jestem tylko pieprzoną i tanią dziwką. Czy mężczyzna to powtórzy!? Szłam na pół przytomna. Ręce faceta ściskały mnie tak bardzo, że jego paznokcie wbijały mi się w skórę, po mojej twarzy nadal płynęły łzy, ale już nie szlochałam, byłam cicho, bojąc się, że powiem coś nie tak i on znów mnie skrzywdzi...Po raz pierwszy od wieków chcę ujrzeć Adama, przytulić go i powiedzieć jak bardzo go kocham. Nawet mnie nie obchodzi czy on to odwzajemnia czy nie...Adam gdzie jesteś? Potrzebuję cię...
Adam:
Jak to!? Ona nie mogła tak po prostu uciec! Nie rozumiem!
- Adam spokojnie, znajdziemy ją. - zapewniał Karol, ale ja i tak chodziłem w te i z powrotem mrucząc coś pod nosem. Boję się...Co jeśli stracę ją na zawsze!? Nie! Ona wróci, znajdziemy ją! Co jeśli ktoś jej coś zrobił!? Jeśli spadnie jej chodź włos z głowy to uduszę gnoja, powieszę na linie, zadźgam nożem...Wszystko jedno, byleby go to bolało! Mam dość! Siedzimy nic nie robiąc w domu i czekając aż policja ją znajdzie...Oni chuj się tym przejmują!! Przecież Paulina to głupia dziewczyna, nic nie ważna, po co więc mają szukać jednej osóbki!?
- Idziemy! - powiedziałem biorąc kurtkę.
- Ale Adam!? Gdzie? - na jego twarzy widziałem zaskoczenie...No tak...Teraz jestem bardzo impulsywny, ale może dzięki temu ją znajdę! Nie mogę siedzieć bezczynnie, kiedy moja ukochana błąka się gdzieś po Polsce. Niech mi ktoś pomoże, bo ja przez nią zaraz zwariuję!
- Jesteś ze mną czy nie!? - spytałem wprost. Nie będę się cackał. Sytuacja wymaga natychmiastowego działania i koniec!!
- Zawsze będę z tobą stary, ale nie uważasz, że za szybko działamy? - być może i za szybko, ale tak trzeba!
- Pierdolisz! Idziemy! - zarządziłem i wyszedłem z hotelu. Teraz kurwa gdzie ona mogła pójść!?
- Naruciak zwolnijmy. Wróćmy do domu i uzgodnijmy gdzie mogłaby pójść. - Karol miał rację, ale nie mogę! Serce drze sie bym poszedł!
- To idź! Może wróci, wtedy do mnie zadzwonisz okey? - spytałem. Byłem pełen nadziei, że ją znajdę, że wrócimy do siebie, przez ten dzień przypomniałem sobie większość chwil związanych z Pauliną...Ja ją kochałem , kocham i kochać będę. Nawet jej zasrana ucieczka tego nie zmieni.
- Adam...No chodź do domu, nie powinieneś tak sam jeździć i szukać jej bo nie dasz rady. - chuj wiesz!!
- Zadzwonisz okey!? - spytałem głośniej.
- Ale... - żadnych "ale" nie chcę słyszeć!!
- Okey!? - spytałem po raz kolejny. Karol z zrezygnowaniem obiecał, że zadzwoni. Pokierowałem się tam, gdzie mnie serce prowadziło. Nie mam pojęcia czy idę dobrze czy źle...To się okaże później.

sobota, 21 listopada 2015

(część 2) Rozdział 3 Pauliny nie ma...

Do domu wróciłam kiedy przeźroczyste krople wody przestały kapać z nieba. Szare chmury zastąpiło słońce. Zapach deszczu i widok kolorowej tęczy poprawił mi troszkę humor. Idę szybkim tempem, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Teraz gdy się rozpogodziło bardzo dużo osób powychodziło z domów. Tłum przytłacza mnie. Czuję się jakbym była nic nieznaczącą kropeczką za którą nikt by nie płakał. Mieszające się ze sobą głosy przypadkowych przechodniów i urwane wątki nie wiadomo skąd wzięte przyprawiały mnie o ból głowy, a może ja to wszystko za bardzo wyolbrzymiam? Nieważne...Chcę być w domu, sama. Tak, by nikt ani nic nie przeszkodziło mi w myśleniu, jednak z drugiej strony pragnę by ktoś mnie wyrwał z tej rutyny, by mógł wywołać na mej twarzy szczery uśmiech. Zmarznięte ręce trzymam w kieszeni, a twarz skierowaną mam ku dołowi, by nie wiał w nią zimny wiatr. Kałuże zmieniają formę gdy po nich przechodzę by potem znów wrócić do swojego pierwotnego kształtu. Widzę w nich swoje odbicie. Nadal wyglądam marnie, ale nie tak bardzo jak wcześniej. Nagle czuję jak coś mnie odpycha. Jak zwykle musiałam na kogoś wpaść.
- Przepraszam. - powiedziałam cichutko i wyminęłam go.
- Zaczekaj! - krzyknął, jednak ja szłam przed siebie. Rozpoznałabym ten głos wszędzie. Głos pewnego youtubera, za którym szaleje moja przyjaciółka. Nagle ktoś łapie mnie za ramię. Przez moje ciało przechodzi dreszcz. Unikam jakiegokolwiek dotyku chłopaków, ale nie protestuje i nie zrzucam mu dłoni z mojego ramienia. Odwracam się lekko unosząc głowę. Tak jak myślałam to był ten sławny youtuber o nazwie Kaiko.
- Odczepiło się kiedy na mnie wpadłaś. - powiedział z uśmiechem dając mi srebrny łańcuszek mojej mamy. O boże...Mogłam go zgubić!
- Dziękuję bardzo. - odpowiadam i idę w swoją stronę.
- Jak masz na imię!? - słyszę jeszcze krzyk chłopaka. Odwracam wzrok i tylko się uśmiecham kiedy widzę go jako sierotka nie umiejąca przejść przez tłum ludzi chcących autograf lub zdjęcie. Weszłam do domu. Temperatura w domu ogrzała mnie. Poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie. Nie mogę cały czas myśleć o tym co się stało, muszę iść dalej, a ja stanęłam w miejscu. Czas zapisać się na jakieś zajęcia...Może na gitarę się zapiszę. Ale to jeszcze się pomyśli. Nagle do mojego pokoju wszedł tata i usiadł na moim łóżku. Obserwowałam go uważnie próbując wyczytać coś z jego twarzy.
- Paula, może nie powinienem ci tego mówić, ale nie mogę ciebie też okłamywać. - o co chodzi? Boję się...Moje życie powoli się układa, ale ciągle zdarza się coś co psuje moje życie. To jakby układanka. Dużo puzzli już się poukładało i znają swoje miejsce, jednak zdarza się coś co niszczy te puzzle. 
- Tak tato? - spytałam po dłuższej chwili. Chcę mieć tą wiadomość za sobą, olać ją i zapomnieć.
- Kiedy nie było ciebie w domu przyszedł...Adam. Nie wpuściłem go, po prostu udawałem, że nikogo nie ma w domu. Nie mam pojęcia co zdecydujesz, ale pamiętaj, że zawsze jestem z tobą. - powiedział szybko i wyszedł. Adam...On tu był. Po co!? Ja chcę zapomnieć, ale jak mam to zrobić kiedy on tu przyszedł!? Kolejne puzzle się psują, odpadają od układanki. Co jeśli on przyjdzie drugi raz i spyta czy będziemy przyjaciółmi!? Ja powinnam być twarda i wreszcie rozwiązać ten problem, ale ja jestem tchórzem. Będę uciekać ciągle, przez całe życie dopóki Adam nie odpuści. Strach sparaliżował mi ciało, a łzy zastygły w oczach. Ja nie mogę go widzieć! Nie po tym wszystkim! Wzięłam torbę, spakowałam ubrania, pieniądze oraz jakieś kanapki, które zrobiłam w kuchni i wyszłam z domu. Kiedyś tu wrócę, ale na razie muszę stąd odejść. Ja muszę zapomnieć o nim, a on o mnie. Nie mam pojęcia gdzie będę spać, ale nie obchodzi mnie to. Muszę zniknąć, by potem powrócić jako ta stara uśmiechnięta Paulina. Idę przed siebie. Nieważne gdzie, nieważne ile będę iść, ważne by nikt mnie nie znalazł. Tym dalej idę tym mniej domów widać. Skręcam na jakąś dróżkę prowadzącą przez pola. Liście szeleszczą mi pod nogami, delikatnie kropiący deszczyk uspokaja mnie, a wiatr śpiewa swoją piosenkę i pcha mnie do przodu. Droga przez pola doprowadziła mnie do jakiejś ulicy, na której żadne auto nie jechało, było cicho i spokojnie, ani jednej żywej duszy. Przeszłam na pas rowerowy i szłam nim. Czerwony samochód przejechał obok mnie, co znaczyło, że można tędy jeździć. Życie jest tak okrutne, że zmusiło mnie do ucieczki, a może życie dało mi wybór: Zostać i zmierzyć się z strachem, uciekać już zawsze...Moja ucieczka będzie miało duże konsekwencje i to nich się najbardziej obawiam. Słońce powoli zachodziło, a ja nie miałam miejsca na spanie, cóż trzeba będzie cały czas iść dopóki czegoś się nie znajdzie. 
Adam:
Nikogo nie było w domu kiedy przyszedłem do Pauliny. Mówi się trudno...Przyjdę jutro. Wreszcie ją zobaczę...Jej oczy, usta, ciało. Brakuje mi jej i to bardzo. Koniec przemyśleń! Trzeba się wyspać! Wstałem rano pełny strachu i obawy, że ona mnie odrzuci, ale spróbować muszę! Wyszedłem z hotelu i szybko poszedłem w stronę domu Pauli nie zwracając na nic uwagi. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi tata dziewczyny. Wyglądał na zmartwionego.
- Pauliny nie ma, uciekła. - powiedział i zamknął drzwi.

niedziela, 15 listopada 2015

(część druga) Rozdział 2

Adam:
Jestem głupi!! Po co ją okłamałem!? Idiota ze mnie. Mam dość. Muszę ją znaleźć. Przeprosić i szczerze powiedzieć jej, że znów ją kocham...Nie wiem czy gdy jeszcze ją pamiętałem również ją kochałem, ale wiem jedno, kiedy zobaczyłem ją w szpitalu moje serce zadrżało, a gdy mnie przytuliła po mym ciele rozlało się przyjemne ciepło. Czy ona nadal mnie kocha? Jasne, że nie. Ona mnie nienawidzi, ale ja muszę jej powiedzieć. Muszę. Szkoda tylko, że nie wiem gdzie mieszka i jaki ma numer telefonu. Jestem jebanym, nawet nie dokończę. Przypomniałem sobie oprócz jej i mam przez to wyrzuty sumienia. Nie pamiętam jak się poznaliśmy, co robiliśmy, jak się pocałowaliśmy...Nie pamiętam!! Jej oczy, usta...Pragnę jej praktycznie jej nie znając, ale czuje, jakbym był z nią może dwa lata. Jej twarz wydaje mi się znajoma, a kiedy mnie dotyka przez me ciało przechodzą przyjemne prądy.
- Ty wiesz gdzie ona mieszka. - powiedziałem spokojnie patrząc na Karola. Męczyłem go tym od początku dnia kiedy tylko do mnie przyjechał.
- Adam ona nie wyraziła zgody bym ci powiedział. Przykro mi stary, ale szanuję jej tajemnicę i nie mogę ci powiedzieć. - tą odpowiedź słyszałem już pięć razy. Usiadłem na kanapie i się załamałem...Tak płakałem! W końcu jestem jeszcze dzieckiem, mam do tego prawo, ale zaraz! Jestem chłopakiem, chłopcy nie powinni płakać, pieprzyć ten głupi stereotyp o ile można to tak nazwać.
- Adam! ty taki nie jesteś! Jesteś silny, zawsze uśmiechnięty i pojebany psychicznie! Co się z tobą stało? - spytał mój przyjaciel. Co się stało!? Być może straciłem najważniejszą osobę w życiu. Czuję pustkę. Paulina zrobiłam mi ogromną dziurę w sercu i nic nie może jej zapełnić.
- Nic się nie stało...Uśmiechnięty i pojebany psychicznie jest Naruciak, ale nie Adam...Adam ciągle pakuje się w kłopoty, jest słaby i zawsze przez wszystkich wyśmiewany. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Naruciakiem staję się przy swoich widzach i przy kumplach, Adamem jestem zawsze gdy tylko zostaję sam.
- A więc...Przestań być Adamem i pomyśl co zrobiłby Naruciak!! Co byś zrobił gdyby ktoś z twoich widzów zachorował i był w szpitalu i ty byś chciał pojechać, ale nie wiesz gdzie mieszka?! - otarłem łzy i zacząłem myśleć o dziwnych rzeczach, o takich o których myślę na nagraniach, czyli o rzeczach zjebanych. Co by zrobił Naruciak? Pewnie cały rozchachany jeździł by z miasta do miasta szukając Pauliny. Ech...
- A co gdybyś przypadkiem rozmawiał z moją mamą i powiedziałbyś gdzie mieszka Paulina i ja bym to usłyszał? - spytałem. To było bez sensu, ale Karuś musi mi w końcu powiedzieć!
- Stary...Być może Paulina mieszka.... - zaczął, a podając mi jej adres zrobił to szeptem.
- Dzięki!! To ja idę kupić bilet na pociąg! - zbiegłem po schodach i zacząłem zakładać buty.
- Adam gdzie się wybierasz? - spytała moja mama stojąc w progu.
- Do Krakowa. - odpowiedziałam. Mama znów chciała coś powiedzieć, ale przerwałem jej.
- Spokojnie będę uważał, mam pieniądze na pociąg i na hotel nic mi nie będzie. - obiecałem.
- Chciałam tylko powiedzieć, żebyś wziął jakieś ubrania. - zaśmiała się kiedy szybko popędziłem na górę. Cały się zmachałem i ledwo oddychałem, ale nie obchodziło mnie to.
- Masz, wiedziałem, że czegoś zapomnisz. - powiedział Karol podając mi plecak z ubraniami.
- Dzięki! - i znów zbiegłem na dół. Wyszedłem na zewnątrz. Deszcz obijający się o dachy domów jakby mnie uspokajał, a wiatr wiejący w plecy pospieszał mnie. Kałuże przede mną zwiastowały bolesny upadek lub mokry but, na szczęście byłem ostrożny. Cały mokry wbiegłem do budynku i kupiłem bilet...Super muszę czekać pół godziny...Ech...
Paulina:
Siedzę na łóżku naciągając na moje nogi rajstopy. Kiedy to zrobiłam zdjęłam z wieszaka czarną sukienkę i założyłam ją. Brakowało jeszcze czegoś. Wzięłam z mojej szkatułki naszyjnik od mamy. Nosiłam go tylko na wyjątkowe okazję, to w prawdzie był tylko dzień nauczyciela, ale z tą ozdobą czułam się lepiej. Szybko zapięłam łańcuszek na szyi, włosy spięte do góry ułatwiły mi to. Przejrzałam się w lustrze. Chyba może być...Bardzo podobała mi się ta sukienka ze względu na jej prostotę. Była czarna z długim rękawkiem, u góry idealnie przylegała do ciała, a u dołu mocno rozkloszowana. Taka zwykła sukienka. Zeszłam na dół i założyłam kurtkę. Miałam dylemat. jakie buty założyć? Postawiłam na zwykłe czarne pantofelki. Do szkoły dotarłam szybko. Akurat gdy weszłam na salę zaczęła się część artystyczna. Na środek wyszły dwie dziewczyny robiąc straszny stukot swoimi dwumetrowymi butami. Ja bym tak nie umiała. Gdybym wychodziła, wszystkie oczy skierowane byłyby na mnie patrząc z zaciekawieniem co lub kto robi tak duży hałas. Nie lubię zwracać na siebie uwagi. Zaczęły śpiewać swoimi niebiańskimi głosami. Znałam tą piosenkę...No bo kto by nie znał We are the champion? Piosenka była przerobiona. Wiadomo, że tekst był o tym jacy to nauczyciele są wspaniali. Ja często szukałam drugiego dna, ciekawa jestem co tak na prawdę te dwie dziewczyny myślą o piosence i o nauczycielach...Zaczęłam myśleć o niebieskich migdałach, czyli o Adamie...To przeszłość! Z mojego oka wydostało się kilka łez, którym nie było dane spaść na ziemię rozbijając się na tysiąc kawałków, po prostu wytarłam je ręką. Nie widziałam nigdzie Ani, pewnie przygotowuje się do występu. Ostatnio ma jakiś konkurs z śpiewania i nie ma na nic czasu, bo ciągle ćwiczy, na święto szkoły widocznie też nie miała czasu. Nagle wszyscy zaczęli się zbierać co oznaczało koniec. Każdy pchał się do wyjścia jak ćma do światła...Ludzie są głupi, gdyby na spokojnie i powoli szli pewnie wyszli by wcześniej, a tak to każdy na wzajem się popycha, przewraca, każdy się śpieszy żeby pójść do domu i cieszyć się wolnym dniem od szkoły. Szłam ostatnia, nie miałam zamiaru pchać się przez ten tłum ludzi, którzy pewnie by mnie staranowali. W końcu wyszłam. Nabrałam w płuca świeżego powietrza, przyznam, że w sali ledwo wytrzymywałam przez ten zapach pomieszanych perfum. Zmieniłam się. Zrobiłam się strasznie cicha, ale nie przeszkadza mi to, a nawet nie wiem czy to nie lepiej, przynajmniej nie rzucam słów na wiatr. Moje myśli znów były wokół Adama, a oczy szczypały coraz bardziej od powstrzymywania płaczu. Postanowiłam na razie nie wracać do domu. Usiadłam na przystanku autobusowym, ponieważ to było jedyne miejsce na zewnątrz nie przepuszczające zimnych kropel wody, które i tak zdążyły mnie już zmoczyć. Popatrzyłam w niebo. Szare chmury zdawały się patrzeć srogo wcale nie oszczędzając moknących przechodniów, słońce gdzieś znikło.
--------------------------------------
Być może jest troszkę chaotycznie, ale cieszcie się, że już teraz jest next haha! Dobra nadal nie wiem jakich dwóch youtuberów wziąć. A więc możecie oddać dwa głosy na którychś z tych youtuberów:
-Marcin Dubiel               -Rezi              -Czułek            -Kaiko
I pamiętajcie, że ci youtuberzy nie muszą się znać jakoś bardzo z Adamem, bo to akurat nie jest jakoś ważne, więc głosujcie na tych, których np: lubicie :)

sobota, 14 listopada 2015

(część druga) Rozdział 1

Minął już tydzień od mojej wyprowadzki. Jest ze mną coraz lepiej mimo to że nadal bardzo tęsknie. Gdzie podziała sie smutna Paulina która myślała o samobójstwie? Siedzi gdzieś we mnie czekając na odpowiedni moment by zniszczyć mnie raz na zawsze. Mam nadzieje że nie nastąpi to szybko. Jestem dobrej myśli chociaż nie powiem żyletki narkotyki a w szczególności papierosy bardzo kusiły. Na szczęście wytrzymałam. Obiecałam sobie że nie poddam sie...Ania też bardzo mi pomaga za co wprost ją kocham...Lepszej przyjaciółki nigdy nie znajdę...Adam...Ech ten jeden człowiek jednym czynem zmienił wszystko. To on trzymał w rękach mój los. Niestety trochę go uszkodził, ale nie zniszczył go. Ja nadal potrafię kochać, nadal potrafię żałować, nadal mam uczucia mimo to, że dla niektórych jestem zimną suką, to przez to, że nabrałam do wszystkiego dystansu. Nie wiem czemu ale zebrało mi się na wspominki....

- Chodźcie. - powiedział Karol i poszliśmy za nim do pokoju chłopaka...Cóż miał tu dosyć zwyczajnie gdyby nie jakieś zielone prześcieradło zawieszone na czymś, lampy takie chyba do nagrywania, kamera i cała ściana w rysunkach przypominających Adama. Co najdziwniejsze w pokoju nikogo nie było...Musiał gdzieś wyjść. Podeszłam do ściany z rysunkami. Oglądałam je z podziwem i uśmiechem na ustach. Nawet nie zauważyłam kiedy wszedł Adam.
- Podobają ci się ? - spytał. Ja się wystraszyłam i odskoczyłam na bok przewracając lampy, które spadły na zielone prześcieradło zrzucając je na podłogę.
- Ups przepraszam! - powiedziałam rumieniąc się strasznie. Cofnęłam się o krok do tyłu, zahaczyłam o coś i przewróciłam się na obolały tyłek. Już miałam wstać, ale statyw z kamerą zachwiał się i spadł na mnie waląc mnie w nos...

Tak tego nigdy nie zapomnę...hahaha...Szkoda, że Adam zapomniał...Ech...Chciałabym cofnąć czas tak jak Max z Life is strange....Chciałabym to cofnąć i jeszcze raz to wszystko przeżyć tylko po to by Adam pamiętał...By nie doszło do tej bójki.
----------------------------------------------------
Wiem, że krótki, ale nie miałam już co dać do tego rozdziału...W ogóle od dzisiaj rozdział pojawiać się będzie w każdy weekend...W niedzielę lub sobotę, a jeśli mi się uda to i w sobotę i w niedzielę...Przykro mi, ale nauka mnie przygniata...mam również inne blogi...Cóż bardzo was przepraszam. Postaram się przynajmniej by rozdziały były o wiele dłuższe...


wtorek, 10 listopada 2015

(druga część) Prolog

Dzisiaj się przeprowadzam...Zacznę nowy rozdział w życiu dzięki któremu zapomnę o Adamie...Raz na zawsze! Co z tego, że z każdym dniem kocham mocniej, z każdym dniem coraz bardziej pragnę i cierpię? W końcu sie odkocham, a jeśli nie to nauczę się żyć z krwawiącym sercem...Adam to przeszłość. Teraz jest tylko teraźniejszość i przyszłość. Teraz każdy mój krok będzie ostrożny. Moje usta będą wypowiadać słowa, które będą przemyślane. Moje oczy będą patrzyły na świat uważniej, a serce już raz skrzywdzone nie da sobą pomiatać. Czas się zmienić...Przez całe to zamieszanie nabrałam dystansu...Dystansu do całego świata, teraz nie będę ufać komuś kogo dopiero poznałam...Jeśli ten ktoś zrezygnuję z poznania mnie to widocznie nie jest wart mojej znajomości...Wiem, że strasznie to poplątane, ale da się to zrozumiesz, jeśli nie zrozumiałaś wróć parę linijek do góry i przeczytaj jeszcze raz uważniej... Mimo to, że nienawidzę to jednak kocham.
- Paula zbieramy się! - usłyszałam głos taty. Wzięłam walizkę,a w drugą rękę misia, którego już nigdy nie oddam...Andrzej stał sie moim najlepszym przyjacielem. Umie wysłuchać, a kiedy jestem zdenerwowana wystarczy, że go przytulę i się uspokajam, poza tym on mnie nigdy nie zrani bo nie umie...Wyszłam z domu nawet nie przyglądając się uważnie...Chciałam zapomnieć, a nie wspominać. Wsiadłam do auta i samochód ruszył. Muzyka w radiu przygnębiała mnie strasznie tym bardziej, że po szybach spływały strużki wody. Przytuliłam mocniej Andrzeja i siedziałam tak przez całą drogę nie mogąc oderwać się od niego. Pachniał nim...Najgorsze jest to, że teraz patrzę na świat przez szybę i czuję pustkę...Przerażającą i zżerającą mnie od środka bezradność. Dojechaliśmy. Wstałam i ruszyłam do domu. Zbytnio się nie rozglądając zajęłam pierwszy lepszy pokój, który idealnie oddawał mój nastrój. Czarne ściany, ciemny dywan...Wszystko ciemne, jedynie okno z ogromnym parapetem było jasne. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać o tym co tak na prawdę do niego czuję...Po dłuższych przemyśleniach stwierdziłam, że ani trochę nie jestem na Adama zła, a nawet mu wybaczyłam, ale to bez sensu...On mnie nie pamięta, on nie pamięta naszej miłości, ani niczego co związane ze mną. On zapomniał, ja też muszę. Trzeba się z tym pogodzić, że już nigdy z nim nie będę. Nagle ktoś zapukał do pokoju. Po chwili wszedł ktoś komu mogłabym od razu rozjebać głowę.
- Cześć. - powiedział Robert...Po co tu przyszedł?! Nie wystarczy mu to, że spieprzył mi życie!?
- Cześć?! Po tym wszystkim co się stało mówisz cześć!? Ja pierdole wynoś sie! Rozpierdoliłeś mi życie! Wypierdalaj zanim ja tobie coś rozpierdolę!!! - krzyknęłam.
- Ja przepraszam, ja nie chciałem by to się tak potoczyło. - ciota jedna jeszcze mi się tłumaczy!!
- Trzeba było kurwa pomyśleć a nie od razu robić nie myśląc o konsekwencjach!! Powinieneś siedzieć w więzieniu!! - wstałam z łóżka i podeszłam do niego chcąc go walnąć. On mi nie pozwolił. Zatrzymał moją rękę. Jego uścisk nie bolał mnie. Popatrzył mi prosto w oczy i wpił się w usta. Jestem idiotką!! Nie protestowałam, a jeszcze bardziej pogłębiłam pocałunek. Robert znów był delikatny i czuły w tym co robił...Ale ja go nie kocham! Nie po tym wszystkim co się stało! Oderwałam się od niego siadając na łóżku i płacząc. Nie wiem czemu, ale nie chciałam go ranić. Chłopak rzeczywiście żałował, a ja mu wybaczyłam...Nie wiem jakim cudem, ale moje serce go rozumiało...
- Paula ja cię rozumiem jeśli mnie już nie kochasz. - jakby czytał mi w myślach.
- Robert wybaczam ci, ale nasza miłość się skończyła...Ja ci wierzę...Wierzę, że żałujesz i wiem, że z miłości robi się głupie rzeczy...Ech bądźmy przyjaciółmi okey? - spytałam. Nie wiedziałam czemu to robię...Nie rozumiałam jak mogłam mu wybaczyć, ale zrobiłam to. Wybaczyłam...Czuję się lepiej...
- Zgadzam się...Dobra to siema, może wpadnę niedługo, tutaj masz mój numer. - odpowiedział z uśmiechem dając mi karteczkę z cyframi. Przyjęłam to i schowałam do jakiejś pierwszej lepszej szuflady. Robert znów był normalny jak wcześniej. Może przez to, że się wyprowadziłam załamał się i to dlatego tak źle postąpił? Nie wiem...No cóż...Wybaczanie to jest ciężka umiejętność, dlatego byłam z siebie w pewnym sensie dumna. Adam...ciekawe co u niego...Czy patrząc w gwiazdy też myśli o mnie? Czy przypomniał sobie coś? A może jego stan się pogorszył i leży w szpitalu przez moje darcie mordy na niego...Nie Paula nie myśl tak! Z nim wszystko dobrze, pewnie siedzi wesoły przy biurku montując film i już dawno o mnie zapomniał. Tak na pewno tak jest. Adam jest zdrowy, wesoły i głupi jak wcześniej...Pomyślałam i zaśmiałam się do siebie. Ze mną jest o wiele lepiej. Przeprowadzka była bardzo dobrym pomysłem...Czuję, że znów wracam do życia. Nadal tęsknię za wszystkim co dotyczy jego, ale już trochę się do tego przyzwyczaiłam. W końcu będę tęsknić zawsze, muszę nauczyć się z tym żyć i myślę, że jestem na dobrej drodze.
-------------------------------------
Jak się podoba? :D Nadal youtuberzy są nieuzgodnieni...Wypiszę wam tutaj niektórych, a wy w komach piszcie którego chcecie :)
-Weza                         -Blowek                        -Marcin Dubiel                            -Wielmożny Igor
-Rezi                           -Czułek                         -Kaiko
Oto kandydaci :) Każdy z was może zagłosować na dwóch...

niedziela, 8 listopada 2015

Sprawy organizacyjne :D Nowy wygląd bloga...

Podoba wam się taki wygląd bloga? Mi nawet pasuje :D Niestety wybierając nowy szablon playlista mi się usunęła, a nigdzie jej nie zapisałam...A więc kto mi chce pomóc niech pisze tytuły piosenek w komach jakie chciałby tu usłyszeć i oczywiście jakieś takie smutniejsze bym wolała XD I jeszcze jedno zadanie dla was :) Do opowiadania dodaję jakiegoś youtubera ewentualnie dwóch. Piszcie jakich byście chcieli bo mi to obojętne, tylko muszę oczywiście tego youtubera znać XD Z spraw organizacyjnych to chyba tyle...Jakby ktoś się pytał jak zrobiłam ten nagłówek to nie jest to nic trudnego...Znalazłam wczoraj stronę, gdzie wszystko ogarnęłam i nie jest ona jakoś bardzo skomplikowana...Powiedziałabym nawet, że jest lepsza niż piZap, to jest PicMonkeys...Żegnam was :) Czekajcie cierpliwie na prolog drugiej części...

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 34 Wyjdź!!

Zamknęłam oczy...Czułam się słabo, wkrótce straciłam przytomność i kompletnie nie wiem co się ze mną działo...W ciemnościach zobaczyłam światełko...Światełko, które wydawało mi się piękniejsze od wszystkiego...Zaczęłam iść do niego, a raczej płynąć w powietrzu.Nie miałam rąk, ani nóg...Czułam się lekka i piękna. Byłam szczęśliwa i zapomniałam o bólu jaki mi towarzyszył. To, że Adam nie żyje nie wydawało mi się straszne jak kiedyś...Nagle światełko znikło. Ból powrócił. Poczułam zagubienie, jakbym była zabłąkaną duszą wśród tłumu. Bałam się...Nagle coś mną wstrząsnęło i otworzyłam oczy. Nabrałam powietrza i dosłownie się nim zachłysnęłam. Nade mną pochylali się lekarze, nie mam pojęcia co oni robili. Nie miałam jeszcze do końca świadomości co się tak właściwie stało.
- Słyszy nas pani? - spytał lekarz, jednak ja nie reagowałam, nie rozumiałam tego co mówi, nie docierało to do mnie. Dopiero po paru chwilach analizowania tego co powiedział zrozumiałam i pokiwałam głową, że słyszę. Powiedzieli bym wypoczywała i poszli. Oddychałam płytko i było mi niewygodnie. Każda część ciała sprawiała uczucie jakbym miała niepotrzebną kulę u nogi. Nagle drzwi od mojego pomieszczenia wydały dźwięk, który przerwał moje rozmyślania na temat tego, że nie udało mi się zabić. Patrzyłam na okno. Słyszałam jak ktoś wszedł i usiadł blisko mnie. Wciągnęłam powietrze nosem i poczułam piękny zapach, ten zapach wszędzie bym rozpoznała. Nagle poczułam czyjś dotyk na mojej dłoni. Przeszedł mnie dreszcz, a w moim sercu zrodziła się nadzieja, jednak nadal patrzyłam na okno, wiedziałam, że to niemożliwe i moje serce znów się zawiedzie, kiedy na stołku obok mnie zobaczy np: Anię.
- Przepraszam. - słyszałam męski głos. Jego ton był tak smutny, że mi też robiło się w smutniej niż wcześniej. Moje serce zabiło szybciej, odwróciłam wzrok od szyby...Zobaczyłam jego! Żywego i prawdziwego! Ja umarłam? Spojrzałam na kardiogram z lewej strony, nadal pikał co znaczyło, że ze mną jest w porządku i że żyję.
- Adam. - w moich oczach pojawiły się łzy. On tu jest! Żyje! Przytuliłam go mocno płacząc w jego bluzkę. Co chwila mocno wdychałam powietrze by czuć jego zapach...Co chwilę przez moje ciało przechodziły prądy. Nie mogę uwierzyć on żyje! Ale jak? No właśnie JAK!!?? Nadal byłam szczęśliwa, ale już mniej jak przed chwilą.
- Jak ty żyjesz? - spytałam odrywając się od niego. Domagałam się wyjaśnień.
- Po tym jak się obudziłem straciłem pamięć, postanowiłem powiedzieć ci, że nie żyję, bo nie chciałem sprawiać ci bólu, bo ja cie nie pamiętam i stwierdziłem, że będzie lepiej. - wszystko we mnie zaczęło buzować.
- Mogłeś chociaż powiedzieć, że żyjesz!! Wiesz jak ja cierpiałam!! Próbowałam się zabić chyba z 20 razy, a ty mi mówisz, że nagle żyjesz!?! Co z tego, że nie pamiętałeś!! Wiesz co ja przeżywałam!? - krzyczałam jak najgłośniej się dało. Jak on mógł mi to zrobić!?
- Ja wiem, ja ci pomagałem potajemnie bo się o ciebie bałem, ale zrozum dla mnie też jest to ciężkie, ja nic nie pamiętam... - gówno mnie to obchodzi!!! Egoista, szmata!!
- Masz mnie gdzieś!! Ja ciebie już też!! - krzyknęłam. Czemu kurwa nie jest mi on obojętny!? Chciałam się teraz do niego przytulić, pocałować, ale nie mogę!! Muszę to przetrwać!! Przetrwałam jego udawaną śmierć! Życie bez niego też jakoś przetrwam!! Wynajmę se chatę i kupię mnóstwo kotów!!
- Ale... - nie mam zamiaru go słuchać! Z moich oczu leciały łzy. Bolało mnie to, że mnie oszukał, okłamał, wmówił mi coś, co było dla mnie jak nóż w plecy!!
- Chuj ci w dupę!! Nienawidzę cię!! Wal się na ryj skurwysynu jeden!! Wyjdź i nigdy nie wracaj!! Nie zasługujesz na to, by nawet na mnie patrzyć! - krzyknęłam z łzami w oczach. To koniec!!! Nie ma już nas! On wszystko zniszczył! Być może i mnie nie pamiętał, ale jakoś bym przeżyła gdyby już mnie nie kochał, gdybyśmy nie byli razem...Wystarczyłoby mi tylko to że żyje.
- Pauluś. - jak on mnie nazwał!?
- Dla ciebie jestem nieznajoma, nie istnieje dla ciebie! Rozumiesz!? Wypierdalaj! - wzięłam wazon z półki i rzuciłam nim o podłogę. Rozbił się.
- Ale.... - nie wkurwiaj mnie!!
- Nie ma żadnego ale kurwa!! Wyjdź! - krzyknęłam. Chłopak poddał się i wyszedł. Zaczęłam ryczeć jak głupia...Zależy mi na nim, ale nie jestem w stanie mu wybaczyć. Wcale nie mam go gdzieś. Nadal będzie w moim sercu, ale nie mogę z nim być...Nie wyobrażam sobie tego...Jeszcze dziś wypisałam się z szpitala, a raczej zrobił to mój tata. Byłam już w domu i płakałam jak małe dziecko. Świat jest kurwa głupi!!!
- Córeczko przykro mi to mówić... - do mojego pokoju wszedł tata... Co znów się stało!?
- Co chcesz!? - krzyknęłam płacząc w poduszkę.
- Jutro przeprowadzamy się do Krakowa ze względu na ciebie. Będziesz chodzić do szkoły gdzie również zapisała się twoja przyjaciółka Ania. Wiem co przeżywasz, jak wyjedziemy nigdy już go nie zobaczysz obiecuję.- to była bardzo dobra i bardzo zła wiadomość...Adama kocham nadal, ale z nim nie będę...Zaczynam nowe życie! Kto wie? Być może odnajdę się tam lepiej niż tu? Być może zapomnę, odkocham się...Tata wyszedł. Teraz musi już być tylko lepiej prawda? Chyba nie da się gorzej niż jest.
-----------------------------------------------------------------
To jest koniec...koniec 1 części!! Będzie 2 część!! I teraz pytanie do was: Drugą część zrobić na tym blogu czy założyć następnego? Jeżeli chcecie na tym to od razu mówię, że zmienię jego wygląd, playlistę i w ogóle :D 

środa, 4 listopada 2015

Rozdział 33 List

Myślisz, że strata bliskiej osoby to coś zwykłego? Że dałabyś radę przeżyć ten ból i cierpienie? Że pokochałabyś kogoś innego? Wiem, że nie doświadczyłaś takiego bólu jak ja i go nie rozumiesz...Empatia jest trudna i mało ludzi posiada tą cechę, ale spróbujcie sobie wyobrazić, że twój ukochany już nigdy cię nie dotknie, nie pocałuje, nie popatrzy tymi swoimi pięknymi oczami...Włóż moje buty i przejdź nimi tę ścieżkę co ja...Przeżyj to samo...Upadnij na tym samym momencie co ja, a potem wstań i idź dalej tak jak ja...Jeszcze się nie poddałaś? A, więc w mojej drodze ogromna jest przepaść, w której rządzą ból, cierpienie i smutek, to właśnie ja się teraz tam znajduje....Jesteś gotowa na ból? Wskocz tam...Wytrzymałaś? Nadal jesteś pewna tego, że dałabyś radę? I tak dałam z siebie wszystko, więcej nie umiem...Niedługo moja droga się urwie, tak nagle...Wytrzymasz dłużej niż ja? Dokończysz moją drogę? Wytrzymasz ten stres i cierpienie jakie ci towarzyszą? Zamknij oczy i jeszcze raz to wszystko przemyśl...Czy teraz widzisz te nie docenione przez ciebie rzeczy? Czy teraz widzisz, że inni mają ciężej, a ty jesteś zdrowa, masz zdrowego chłopaka, kochającą rodzinę? Ciesz się póki możesz, bo wszystko się kiedyś kończy...Co mogliśmy jeszcze razem odkryć? Cóż nie mam pojęcia, to pozostanie na zawsze niewidoczne. Za każdym razem kiedy wdycham powietrze czuję w nim gorzki smak...Smak bólu, który będzie mi towarzyszył do końca...Jestem w dole, z którego nie mogę wyjść...I jeszcze ta cholerna depresja...
Głupia suka, która nic nie potrafi!
Niepotrzebna, nieudolna, słaba, bezwartościowa,
Brzydka zamknięta w sobie.
Jesteś idiotką, nie masz mózgu.
Zawalasz na każdym kroku.
Po co się starasz o cokolwiek, skoro i tak to spieprzysz?
 Jesteś tylko ciężarem dla wszystkich.
Jedyne co potrafisz to użalanie się nad sobą i płakanie.
JESTEŚ SŁABA!
Tak właśnie o sobie myślę...Miałam zapomnieć, być twardą, a ja co? Płaczę cichutko siedząc w koncie pokoju z pogniecionym zdjęciem Adama. Ania już pojechała. Mogę zabić się w każdej chwili...Śmierć wydaje mi się teraz najlepszym rozwiązaniem...Podniosłam się z ziemi i i zaczęłam pisać liścik pożegnalny...Kiedy już skończyłam na papierze pojawiło się kilka łez...

Jeśli to czytacie to pewnie już nie żyję...
Bardzo was kocham, ale proszę nie wincie siebie za to, ani nie smućcie się...
To był mój wybór...
Dlaczego?
Stałam sie ofiarą okropnej choroby zwaną życiem...
Jest ona bezlitosna i bez skrupułów wyniszczyła mnie od środka.
Tak, więc żegnam was...
Żegnam cię tato, braciszku, Aniu i wszystkich innych, którzy mnie znali...
Nawet mojego byłego poinformować możecie...
Z nim również się żegnam...
Na zawsze wasza Paulinka...

Schowałam kartkę w kopertę i wyszłam na zewnątrz, poszłam na pocztę i oddałam ten list...Inaczej mogliby np: znaleźć to w moim pokoju i zdążyć mnie uratować...Właśnie...Mój anioł stróż niech się nie wtrąca! W kieszeni miałam jakieś cztery opakowania tabletek usypiających...Tyle chyba wystarczy. Kiedy byłam już głęboko w lesie usiadłam na mokrym podłożu opierając się o pień drzewa. Wyjęłam leki i połknęłam dużą ilość. Czułam się normalnie do czasu...
------------------------------------------------
Dziękuję wam za 288 wyświetleń i to w jeden dzień!!! Oto rozdział...Jak sie podoba? Starałam się by był smutny i dołujący. Udało mi sie?

poniedziałek, 2 listopada 2015

Uwielbiam was moje gumciaczki!!!

Tak jak jest w tytule UWIELBIAM WAS!! Muszę wam chociaż podziękować, bo komentarzy jest nawet sporo nie mówiąc już o wyświetleniach :D Do pisarza jeszcze dużo mi brakuje, mimo to czytacie moje opowiadanie, bardzo wam dziękuję! Na prawdę nie wiecie jak dużo dla mnie to znaczy i pamiętajcie nie bójcie się szczerze napisać co sądzicie o rozdziale, co wam się podoba, a co nie...Ja jestem człowiekiem, popełniam błędy, dzięki waszym opiniom, radom i krytyce poprawiam błędy i uczę się :) Wcale nie będę zła jeśli napiszecie, że ten blog to gówno, prosiłabym tylko, by uzasadnić swoją opinię, bym mogła polepszyć to co robię :D Po prostu chciałam wam przekazać, że nie bójcie się wyrazić własnej opinii zanim sama nie zaczęłam prowadzić bloga bałam się napisać o innych coś źle i wiem jak to jest, ale nie bójcie się, mi to nie sprawia przykrości, tylko jeszcze bardziej motywuje. Bardzo wam dziękuję, że jeszcze ze mną jesteście XD Bez was to opowiadanie by nie istniało...To prawda ja piszę to opowiadanie, ale wy piszecie w komach swoje teorie pomysły i wskazówki, bardzo często dzięki wam wpadam na jakiś fajny pomysł...
Mam takie pytanko...Chcielibyście konkurs?
Jeśli tak to jaki i jakie chcecie nagrody? Oczywiście takie możliwe do wykonanie, nwm np: pomóc komuś w blogowaniu, albo zrobić dla kogoś kolaż, fanart....Piszcie w komach!! Uwielbiam was jesteście świetni gumciaczki :D Co do rozdziału to być może pojawi się w ciągu dwóch dni :D

Rozdział 32 Jestem pewna...

Mówiłam Ani, żeby wróciła, żeby skończyła szkołę, a ona co!? Siedzi tu ze mną...Dzięki niej czuję się lepiej, ale tylko trochę...Obiecałam sobie, że wytrzymam, że będę walczyć, ale kogo ja oszukuję!? Obietnicę złamię prędzej czy później, rudowłosa powiedziała, że jutro musi wracać do domu, ale przyjedzie do mnie za kilka dni, wtedy mam okazję, by skończyć ze sobą tak by nikt nigdy tak na prawdę nie dowiedział się co się stało. Tym razem jestem tego pewna...Nie mam już szansy na szczęście...Jeszcze nie dawno powiedziałabym, że samobójcy nie wiedzą co tracą, że przesadzają, ale teraz wiem, że wcale tak nie jest...Wiem jak się czują, kiedy psychika rozwala im łeb i czekają już tylko na śmierć...Umrę...Tak będzie lepiej, mój tata nie będzie sie o mnie zamartwiał, mój braciszek nie będzie miał siostry, która nie umie zadbać nawet o własną dupę, Ania nie będzie sie smucić z mojego powodu, po prostu tak będzie lepiej.
- Paula o czym myślisz? - spytała mnie rudowłosa przyjaciółka siedząca obok mnie.
- O niczym. - odpowiedziałam cichutko. Wiedziałam o tym, że Ania wie, że kłamię, ale nie miałam zamiaru powiedzieć prawdy. Rudowłosa zaczęło mówić o jakiś nieistotnych rzeczach, więc znów pozwoliłam sobie odpłynąć. Jeśli ktoś zobaczył by moją głowę od środka załamałby się...Nikt nie potrafiłby opisać co tam widział, oprócz mnie...Mój umysł w środku to ciemne, zniszczone przez Cierpienie pomieszczenie...Była tam komoda, cała w pajęczynach, była stara...To tam chowane były moje wspomnienia, które nigdy nie wrócą...W koncie pomieszczenia siedziały dwie postacie...Jedna była nieokreślanego kształtu, to był Strach, a druga była przygnębiona, to był Smutek i Cierpienie... Gdzie uśmiechająca się Radość o jaskrawej, promieniejącej cerze? W pomieszczeniu były jeszcze dwie postacie, Gniew i Ból...W pokoju na ścianie wisiała również dźwignia, to ona decydowała o moim nastroju i wyglądzie tego pomieszczenia, teraz ustawiona była na najniższy poziom, czyli na ten najbardziej smutny, ponury i straszny, oznaczało to zagrożenie dla mojego życia i nie dało się tego w żaden sposób wyleczyć. Teraz pójdźmy do mojego Serca...Siedzi na nim brat Bólu, który zajmował sie tym samym...Wbijał igły w serce raniąc je coraz bardziej...Z oczu Serca leciały łzy. To właśnie działo się wewnątrz mnie...
- Halo!! - krzyknęła Ania machając mi ręką przed oczyma, czy aż tak bardzo się zamyśliłam, że aż nie kontaktowałam ze światem i byłam nieobecna? Patrzyłam się tylko w jeden punkt i szczerze muszę przyznać, że był tak interesujący, że nie mogłam przestać na niego patrzeć. Z moich oczu poleciały łzy...Kolejne łzy mojego biednego Serca. Gdy byłam młodsza zawsze planowałam sobie przyszłość tak: Znajdę faceta, będę miała dwójkę wspaniałych dzieci, czyli Anastazje i Sebastiana, odchowam je z miłością, każdego dnia budząc się, mój mąż będzie mnie witał, a później zostanę szczęśliwą babcią z cukierkami, widocznie to nie było moim przeznaczeniem. Widocznie moja droga skończy się dość szybko, nie zrobiłam jeszcze wielu rzeczy, które chciałam zrobić...Skoczyć ze spadochronu, wyjechać na wakacje za granicę...Ach...Teraz nie ma sensu robić tego wszystkiego skoro nie ma jego...Chciałabym by żył, nawet jeśli miał by mnie nie pamiętał...Przynajmniej miałabym pewność, że jemu nic nie jest, że jest szczęśliwy i nadal nagrywa zjebane filmy dla swoich klopsów, ciuraków...Ciekawe jak Karol i Asia sobie z tym radzą...Może by ich odwiedzić? Nie! To zły pomysł, tylko bym się do nich przywiązała i w końcu mój plan zabicia się na nic!!
------------------------------------------
Kolejny rozdział!! Piszcie na dole swoje teorie, być może któraś będzie dobra, ale chyba niektórzy już domyślili się jak to będzie z tym opowiadaniem :)