czwartek, 31 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 9 Adam....

Rozdział zawiera scenę +18, więc proszę was o zamknięcie pokoju, by rodzice nie widzieli tego co czytacie, bo wam dadzą szlaban na mojego bloga i nie będzie za fajnie XD
Postanowiliśmy pojechać do Adama. Dzisiaj już miałam dość i nie miałam siły na rozmowę z moim tatą. Weszliśmy do mieszkania trzymając się za rękę. Było to bardzo małe mieszkanie, ale za to przytulne. Pierwsze to zrobiliśmy to walnęliśmy się na kanapę i włączyliśmy pierwszy lepszy film. Nie obchodził mnie od zbytnio. Patrzyłam w sufit i odpoczywałam. Spokój, cisza oraz bliskość Adama liczyły się teraz najbardziej. Wszystko było popsute, ale na szczęście udało nam się to naprawić. Wróciliśmy do siebie już doświadczeni.
- Nudzi mi sie. - powiedział chłopak jednocześnie przerywając harmonię...Ugh...Chyba muszę sie przyzwyczaić. W końcu to nie tylko romantyczny Adam, ale też pojebany Naruciak.
- Właśnie przerwałeś piękną harmonię i przez ciebie też mi się nudzi. - powiedziałam uśmiechając się. Przekręciłam się na brzuch i podparłam głowę na rękach. Adam leżał obok mnie patrząc mi w oczy, które po chwili zamknął przybliżając do mnie swoją twarz. Zrobiłam to samo i złączyłam nasze usta w pocałunku. Nasze języki tańczyły swój własny taniec. Całowaliśmy się coraz namiętniej, a ja by zmniejszyć nieco odległość pomiędzy nami położyłam się na chłopaku. Moje włosy tworzyły jakby zasłonę. Zachłanny pocałunek przerodził się w coś poważniejszego. Jego ręce zaczęły badać moje plecy pod bluzką, a usta wędrowały po mojej szyi. Zalała mnie fala ciepła i rozkoszy. Nagle mój chłopak zrzucił mnie z siebie i teraz to on górował nade mną. Uległam mu całkowicie. Nawet nie zauważyłam kiedy moja koszulka wylądowała obok łóżka. Poczułam na brzuchu jego pocałunki, po których zostawały mokre ślady. Wygięłam się w łuk z przyjemności. Wzdychałam ciężko wydając z siebie ciche jęki. Postanowiłam jednak nie być dłużna Adamowi. Podniosłam się lekko i pozbyłam jego koszulki. Dreszcze przebiegły moje ciało gdy zobaczyłam jego goły tors. Chłopak był na początku delikatny, ale z czasem zrobił się odważniejszy. Poczułam jak zassał mi skórę na brzuchu. Westchnęłam z rozkoszy. Po chwili Adaś wrócił do mojej twarzy i zaczął mnie zachłannie całować. Przez moje ciało przeszły pozytywne ciarki kiedy jego palce zawędrowały do zapięcia stanika. Nie męczył się długo z zdjęciem go. Teraz czułam się piękna gdy pożerał mnie wzrokiem. Znów zaczął całować moją szyję, ale co chwilę zjeżdżał niżej. W końcu dotarł do piersi. Myślałam, że zaraz się roztopię z nadmiaru słodyczy i przyjemności. Wydawałam coraz głośniejsze dźwięki. Oplotłam jego talię nogami, a rękoma targałam mu włosy. Nagle poczułam jego ręce na swojej talii tuż przy gumce spodni. Kolejna fala ciepła przeszła przez moje ciało. Chyba nie muszę mówić, że skończyło się na tym, że byliśmy bez ubrań. Po chwili Adam wyciągnął prezerwatywę i włożył na swojego członka. Następnie wrócił do mnie. Pocałował mnie namiętnie i delikatnie we mnie wszedł. Wygięłam się w łuk kiedy poczułam ból, ale z każdym następnym pchnięciem czułam już tylko przyjemność i rozkosz. Myślałam, że się rozpłynę. Miałam ochotę krzyczeć. Wbijałam w jego plecy paznokcie. Robił to coraz mocniej. W końcu oboje doszliśmy. Dyszałam ciężko gdy już skończyliśmy. Chłopak założył bokserki i walnął się obok mnie równie zmęczony jak ja.
- Zamieszkajmy razem. - powiedział, a ja się zaśmiałam. Wstałam z łóżka i założyłam bieliznę. Wróciłam do Adama i wtuliłam się w niego. Czułam się idealnie. Zasnęłam po paru sekundach.

- Paulina. - usłyszałam szept koło mojego ucha i poczułam ciepły oddech na mojej szyi. Otworzyłam oczy i odwróciłam w stronę mojego chłopaka. Uśmiechał się do mnie promiennie.
- Tak? - mruknęłam ziewając. Patrzyłam w jego cudne oczy niecierpliwiąc się. Co chce mi powiedzieć?
- Jestem głodny... - ugh...Nie tego się spodziewałam. Zaśmiałam się w duchu.
- No i? - spytałam zawiedzionym głosem. Adam i Naruciak to jednak jedna osoba i nic tego nie zmieni.
- No i zrób mi śniadanie. - wywróciłam oczami robiąc nieco wkurzoną minę.
- A spadaj na drzewo banany prostować! - powiedziałam ze śmiechem odwracając się do niego tyłem.
- Mój banan jest prosty... - Ugh....Zarumieniłam się, ale równocześnie wkurzyłam.
- Adam... - powiedziałam błagalnym głosem, a ten cham się zaczął ze mnie śmiać! Głupek...
----------------------
Ja nie umiem pisać takich rozdziałów, więc mi wybaczcie, a tak w ogóle mówiłam, że będzie w czwartek hahaha! Tak poza tym szczęśliwego Nowego Roku!!

niedziela, 27 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 8

Jadę z Adamem do domu. Czy możemy być wreszcie szczęśliwi? Żyć długo i szczęśliwie? Czy teraz wszystko będzie już dobrze? Straciłam go już jeden raz co jeśli stracę go znów? Co jeśli nasz związek nie ma przyszłości? Mam dość tego ciągłego strachu i obaw! Słyszę stukot, który jest wywoływany przez koła pociągu. Przysunęłam się do Adama. Jego ciepło, jego oczy, jego dotyk...Człowiek człowiekowi jest potrzebny do szczęścia, nie jakaś tam lalka, czy samochodzik, nie ciuchy, czy kino domowe, nic nie zastąpi człowieka. Kocham go, ale jestem zawiedziona sobą. Jestem zawiedziona tym, że musiałam go stracić, by dowiedzieć się jak bardzo go potrzebuję. Byłam egoistką i myślałam tylko o tym jak on bardzo mnie zranił, ale każdy popełnia błędy. Poczułam jego gorące usta na mojej szyi. Poczułam jak przez moje ciało przechodzi ciepły prąd. Poczułam jak serce roztapia się z lodu i pokrywa je warstwa słodkiego miodu. Poczułam jak świat znów się budzi, jak daje mi szczęście. Moja droga miała wiele drzwi, a ja wybrałam te czarne, brzydkie i smutne. Otworzyłam je i wypuściłam moje obawy, wątpliwości, strach i ból...Musiałam to naprawić. Musiałam zamknąć te drzwi choćby nie wiem co i udało mi się. Czuję się silna, ale kiedy jestem w jego ramionach mięknę, czuję się jakbym była głupim płatkiem śniegu, który lecąc z wiatrem szuka swojego promyka słońca, by chodź raz poczuć ciepło.
- Kocham cię. - powiedziałam z uśmiechem. On popatrzył na mnie. Zarumieniłam się kiedy jego oczy wierciły dziurę w moich. Ja jestem płatkiem śniegu, a on moim promykiem. Splótł nasze ręce, który idealnie do siebie pasowały. Opuszkami palców masował moją dłoń. Niby taki drobiazg, a dawał mi ukojenie.
- Teraz wszystko będzie dobrze. - powiedział i miał rację. Popatrzył na nasze ręce. W jego oczach dostrzegłam zdziwienie, strach? O co chodzi? Coś nie tak? Spojrzałam na nasze ręce, a raczej na swoją. Na nadgarstkach miałam jeszcze siny ślad po łapach tego oprawcy...
- Paulina powiedz mi co się stało? - mówił. Widziałam w jego oczach zawziętość. Jago zaciśnięta szczęka i ściągnięte brwi nie dały mi wyboru. Ta mina mówiła sama za siebie. Jeśli nie powiem teraz, będę musiała to zrobić kiedy indziej. Boję się, ale to mój chłopak, mój promyk światła i źródło szczęścia, moja czterolistna koniczyna, albo spadająca gwiazda.
- To się stało kiedy uciekłam... - zaczęłam. Łzy poleciały mi już z oczu. Zaczęłam się trząść. To okropne co on mi zrobił! Co jeśli Adam będzie się mnie brzydził?
- Spokojnie, jestem przy tobie. - mówił chłopak przytulając mnie. Może o tym nie wiedział, ale tym gestem dodał mi otuchy. Cieszyłam się, że nikogo nie było w przedziale.
- Uciekłam i wtedy ten facet... - nie mogłam wydusić z siebie tego słowa. Usta jak na złość zaczęły drżeć przez co moje wyrazy się łamały i trudno było je zrozumieć. Poczułam jak Adam mocniej mnie ściska. Z moich oczu nadal leciały łzy jak z jakiegoś wiadra. Wzięłam wdech i jakoś mi się udało...
- Zostałam...Zgwałcona... - rozpłakałam się jeszcze bardziej.
- No powiedz coś! - krzyknęłam kiedy jedynym dźwiękiem był jadący pociąg i świszczący wiatr za oknem. Jego milczenie było gorsze od krzyku i od złości w głosie.
- Boże Paulina...Kim on jest!? Zabiję skurwysyna!! - popatrzyłam na niego. Jego oczy aż błyszczały nienawiścią, a wargi zacisnął bardzo mocno, a brwi ściągnięte miał w dół. Obserwował mnie uważnie czekając na odpowiedź.
- Nie wiem, ale już jest dobrze! Nic mi nie jest! Jesteśmy razem! - mówiłam szybko dławiącym się głosem. Nadal płakałam. Sama nie wiem czy ze szczęścia czy z bólu, który wyrządził mi wtedy ten mężczyzna.
- Masz rację, nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić, Obiecuję. - jego słowa były tak delikatne i ciche, tak uspokajające, że miałam ochotę je nagrać i przewijać.
- A w ogóle to załatwiłem dla nas wyjazd do wesołego miasteczka. - powiedział po kilku bardzo długich chwilach. Cały Adam...Adam, którego tak mocno kocham.
- To super!! - powiedziałam uśmiechając się szczerze. Byłam tak zmęczona, że wtuliłam się w niego i zasnęłam.
-------------
WAŻNA NOTKA:
Kolejny rozdział jest XD Ja wiem, że dużo osób chce, żebym przedłużyła tego bloga hahah, ale cóż nie mam już za bardzo pomysłów...Ale nie martwcie się, jak będzie koniec to ja was poinformuje, na razie powiedziałam tylko, że powoli zbliżamy się do endu :D No cóż nowy blog o naruciaku ma już 4 rozdziały i jak na razie nasza główna bohaterka nawet nie zamieniła z Adamem słowa hahaha, ale taki był zamiar, Adam ma się stopniowo pojawiać, a nie tak hop siup XD Czemu o tym piszę? Ponieważ na początku jest tylko Czułek i trochę Kaika, a ja bardzo wiem, że chcecie Naruciaka i nie chcę żebyście się zniechęcili :D To tyle i wiem, mówiłam, że osoba, która odgadnie piosenkę zostanie wynagrodzona, tak więc niech ta osoba pomyśli nad tym co by chciała :D W ogóle zastanawiam się czy nie założyć konta na fb tylko dla was, każdy kto chce mógłby mnie zaprosić i ze mną pogadać i to bez wyjątku, po prostu każdy :D Ja o tych rozmowach nikomu nie będę mówić, ani nigdzie opublikowywać, więc sie nie martwcie, bo ja wiem jak niektórzy potrafią być nieśmiali, wiec jakbyście chcieli coś takiego to dajcie znać w komach. I jeszcze takie podziękowania dla was, bo w jeden dzień wbiliście mi 702 wyświetlenia!!! Nawet nie wiecie jakiego kopa w dupe mi to dało hahaha XD Dzięki wam chce mi się to pisać :D Do następnego!!

wtorek, 22 grudnia 2015

Post informacyjny odnośnie następnego bloga :D

A więc ta historia powolutku do końca zmierza...Ale będzie nowa!! I mam dwa pomysły, których za bardzo nie zdradzę, ale muszę się was o coś spytać, a więc które z tych dwóch pomysłów mam zrealizować? Oto dwa pomysły:

1.Główna bohaterka no i drugi główny bohater Naruciak (będzie również bardzo dużo Dezego i być może Kaiko)
2. Albo główna bohaterka i główny bohater SKKF (Będzie bardzo dużo Naruciaka)
Ciekawa jestem którą opcję wybierzecie bo przyznam szczerze, że z obu tych opowiadań jestem dumna (napisałam już z trzy rozdziały do każdego z tych opowiadań XD ) Wiem, że chaotycznie, ale nie wiem który wybrać, dlatego pytam was :D

czwartek, 17 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 7

Paulina:
Adam miał się za chwilkę pojawić, a po mojej głowie chodziło milion myśli. Co jeśli podjęłam zły wybór?! Co jeśli nie powinnam sie z nim spotykać? Nie mam pojęcia czy jestem gotowa na spotkanie z nim. Nadal nie mogę uwierzyć, że w ciągu kilku miesięcy stało się więcej niż przez całe moje życie. Na prawdę tego nie rozumiem. Boję się. Cała drżę. Ale czego mam się bać!? Czego ja się tak bardzo kurwa boję!? Czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. Nagle drzwi się otworzyły, a w nich we własnej osobie stał Adam. Wszystkie moje wątpliwości rozwiały się tak jakby ich w ogóle nie było. Oczy chłopaka wyrażały wszystko...Smutek, radość, tęsknotę, miłość, złość, nienawiść, ból...Z jego oczu poleciały łzy. Nawet nie zorientowałam się kiedy chłopak przylgnął do mnie. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. On tu jest, stoi i mnie przytula. Tak pragnęłam, że w końcu dostałam. Adam płakał w moje ramię. Oddałam uścisk. Brakowało mi tego. Jego zapach, jego głos, jego ciepło, a nawet sama obecność sprawiały, że miałam ochotę skakać ze szczęścia i żałować, że tak się obawiałam tego spotkania...Staliśmy tak przez co najmniej 10 minut. Już nigdy nie chciałam go puszczać. Chcę być tylko z nim na zawsze i przenigdy tego nie zmieniać. Chcę go mieć przy sobie i nigdzie nie puszczać. Chcę żeby mnie kochał tak jak kiedyś. Chcę...Chcę Adama. Miłości się nie szuka, miłość sama przychodzi, a ty możesz jej po prostu nie dostrzec. Teraz gwiazdy już nie muszę spadać, czterolistne koniczynki mogą zwiędnąć, konie zachować swoje podkowy, a porcelanowe słoniki opuścić trąby...Teraz te wszystkie rzeczy są niepotrzebne, to Adam jest źródłem mojego szczęścia i już zawsze nim będzie, szkoda, że dopiero kiedy go straciłam zdałam sobie z tego sprawę, ale każdy popełnia błędy i one tak na prawdę się nie liczę, liczy sie to czy umiesz za nie przeprosić. Żadne wzory matematyczne, ani żadna szkoła cię tego nie nauczy, oni tylko mówią jak powinniśmy się zachować, a tak na prawdę trzeba się samemu tego nauczyć i nie jest to wcale takie łatwe.
- Kocham cię. - usłyszałam. Z moich oczu leciały łzy. To piękne...Wreszcie z nim jestem...Wszystko się ułoży, będzie dobrze i różowo...Przez chwilę było niebezpiecznie... Upadłam to nie było śmieszne. Nadal wiem, że w upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada, rozstania, powroty czasem bez chęci powrotu...Jak się jebie to wszystko  i gdzie jest wtedy zdrowy rozum ( kto odgadnie co to za piosenka)?
- Ja ciebie też. - wyszeptałam łamiącym się głosem. On nagle się ode mnie oderwał i popatrzył mi w oczy. Nie przeszkadzało mi jego spojrzenie, które pożerało mnie wzrokiem. Stanęłam na palcach i złączyłam nasze usta. On położył ręce na mojej szyi zmniejszając odległość między nami. Nie dzieliło już nas nic. Teraz były rzeczy, które nas łączyły i nigdy nas nie odłączą. Czy nie było zbyt pięknie?
Naruciak:
- Kocham cię. - wreszcie wszystko jest dobrze! Wreszcie mogę ją trzymać w swoich ramionach. Trzymać cały swój świat i już nigdy go nie zostawiać.
- Ja ciebie też. - ona nadal mnie kocha! Pocałowała mnie namiętnie po chwili. Czy może być tak już zawsze? Kocham ją ponad życie. Nie zrobiłbym jej krzywdy nigdy, chociaż trochę błędów wobec niej popełniłem...
--------------------------------------
Wiem, wiem, że krótko hahahaha...Tak jak widzieliście w rozdziale jest fragment z pewnej piosenki :D Ten kto pierwszy odgadnie tytuł piosenki dostanie coś. Nwm na przykład zareklamuje czyjegoś bloga jak ma, a jeżeli nie to mogę jakieś zdjęcie dla tej osoby przerobić, jeśli macie inne pomysły na to to piszcie w komach, w ogóle ten post będzie również postem szczerości, chodzi o to, że w komentarzach możecie zapytać mnie o to co chcecie, nie ma ograniczeń co do pytań. Każdy może zadać ile tylko chce...Wiecie chcę zmniejszyć tą odległość między nami. Nie lubię, jeśli ktoś uważa mnie za nie wiadomo kogo. Jestem zwykła tak jak wy :)

piątek, 11 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 6 Ona tam jest!

Tydzień później:
Paulina:
Nadal jestem u Marcina. Obiecał mi on że nikomu nie powie że tu jestem, za co bardzo jestem mu wdzięczna. Znów jestem żywym trupem. Codziennie tylko ryczę jak głupia. Nadal się boje nadal nie ufam...Siedziałam na kanapie patrząc w telewizję. Po chwili przyszedł Dubiel z talerzem w ręku.
- Hej mała jesteś głodna? - spytał mnie siadając nie zbyt blisko. Wiedział, że boję się jakiegokolwiek dotyku. Sięgnęłam po kanapkę nie odzywając się. 
- Dzisiaj ma przyjechać Naruciak. - powiedział na co się wzdrygnęłam. 
- Znasz go? - spytał się zauważając mój odruch.
- Tak. - powiedziałam  z trudem. Z oczu leciały mi łzy.
- Zrobił ci krzywdę? Skąd go znasz? Powiesz mi? - spytał.
- Nie zrobił mi krzywdy i nie chcę o tym mówić. - odpowiedziałam wstając z kanapy.
- Zaczekaj, nie musisz się bać, możesz mi powiedzieć. - nie...Ja nie byłam na to gotowa. Zamknęłam się w łazience i płacząc robiłam sobie kreski na ręku. 
- Proszę cię otwórz! - mówił, jednak ja go nie słuchałam Bałam się. Przypomniało mi sie jak złapał mnie ten mężczyzna. Mam dość...Mam dość uciekania! Koniec tego! Muszę się zmierzyć z własnym strachem i koniec! Muszę! Poza tym muszę się komuś wygadać. Wstałam z podłogi, otworzyłam drzwi i widząc Marcina przytuliłam go. To nie było to samo...Naruciak był sto razy cieplejszy.
- Już spokojnie. Nie płacz. - uspokajał mnie głaszcząc po włosach. 
- Adam...Chcę widzieć Adama. - wyszeptałam. Chcę go widzieć i koniec! Gówno mnie obchodzi to czy on mnie kocha czy nie!
- Dobrze, już do niego dzwonię. - powiedział i sięgnął po komórkę nadal mnie obejmując.
- Naruciak jest sprawa... - usłyszałam i nie wiem co działo się potem, bo zasłabłam. Być może przez to, że straciłam dużo krwi, bo się cięłam...
Adam:
Tydzień jej szukałem i nic!! Ale w końcu ją znajdę! Na pewno mi się uda, nie mogę się poddać. Ona gdzieś jest. Musi gdzieś być. Prawda? Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłonie. Gdzie mam jej jeszcze szukać!? Powiedzcie mi tylko gdzie...To jest jak szukanie igły w stoku siana. Ale znalezienie igły w sianie jest możliwa, więc odnalezienie Pauliny też jest. 
- Adam musisz przestać o niej myśleć! Nie masz dla nikogo czasu. Cały czas jej szukasz... - powiedział Kaiko siadając obok mnie. Ostatnio tylko z nim łażę. Karolek nie może przecież ciągle do mnie przyjeżdżać, a Poznański mieszka niedaleko...
- Nie mogę. - odpowiedziałem. To nie jest takie proste.
- Oj ty debilu w co ty sie wpakowałeś. - powiedział wychodząc z pokoju. I co ja mam zrobić kuźwa! Do cholery jasnej my musimy być razem! Nie ma innej opcji! Tylko kurwa gdzie ona jest!? Ja się chyba potnę mydłem...Mam dość...Chcę ją znaleźć i mieć przy sobie czy to tak dużo?! Czy ja na prawdę chcę dużo!? Kurwa powiedzcie mi!! Nagle zadzwonił telefon. Odebrałem go nawet nie patrząc kto dzwoni.
- Halo? - miałem zdenerwowany głos.
- Naruciak? Tu Dubiel... - powiedział znajomy głos. Marcin...Czego on chce? Przecież przyjeżdżam jutro, nie może wtedy mi przekazać czegoś co chce przekazać teraz?
- Stary nie mam czasu jutro do ciebie przyjadę to mi powiesz. - powiedziałem i miałem się rozłączyć, jednak postanowiłem wysłuchać tego co powie.
- Ta sprawa nie może czekać...Jeśli wiesz o co chodzi to Paulina czeka tutaj na ciebie i cię potrzebuje. - co!? Wypuściłem telefon z rąk. Nawet już po niego nie sięgałem. Niech se leży nic mu się nie stanie...
- To niemożliwe... - mówiłem do siebie. Tyle jej szukałem i nagle odnalazła się! Nie mogę w to uwierzyć. Z mojego oka popłynęła łza...Jedna samotna...Tak jak ja kiedyś, ale nie teraz. Ona tam jest i czeka na mnie. Potrzebuje mnie!!! Musze jechać...Natychmiast! Nie moge w to uwierzyć!! Moja ukochana ona tam jest! Wsiadłem do pociągu. Patrzyłem za szybę. Czy to nie cudownie że wreszcie ją zobaczę? Przytulę?
--------------------------
Czytać!! Bardzo dziękuję za miłe komy :D Pozdrawiam ludzi którzy spotakali mnie w komach na yt xd I jeszcze chciałam was bardzo przeprosić za to że ostatnio w weekend nie było nexta ale mam swoje powody... To ff powoli tak powolutku dobiega końca więc pytam sie czy chcielibyście jeszcze jakieś ff o naruciaku lub może o kimś innym... 

środa, 2 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 5 Nie umiałam mu zaufać.

Nie mogę już iść...Brakuje mi tchu, a nogi strasznie bolą. Boję się. Nie mogę stracić przytomności. Nie mogę! Co jeśli teraz zasnę i już się nie obudzę!? Łzy ciekły mi ciurkiem po policzku. Strach towarzyszy mi cały czas. Próbuję krzyczeć, ale mam zdarte gardło. Chcę uciec, ale wiem, że jestem za słaba i nie dam rady. Nie czuję już ramion, które ciągle przytrzymywane są przez sprawcę. On może zrobić wszystko, może mnie nawet zabić, a najgorsze jest to, że ja mam tego świadomość i się boję. Weszliśmy w bardziej zaludnioną część miasta. Facet pewnie pomyślał, że jestem tak słaba, że nie stanowię żadnego zagrożenia i szczerze to ja też tak myślałam, ale musiałam zaryzykować. Być może mnie zabije, pobije...Nie chcę wiedzieć co jeszcze może mi zrobić...
- Pomocy!!! - moje zdarte gardło zaczęło strasznie szczypać, ale udało się...Jest szansa, że ktoś mnie usłyszy, ale jeśli nie? Jeśli mnie nikt nie usłyszy!?
- Zamknij się szmato! - powiedział ostro. Nagle mężczyzna mnie puścił. Nie mogąc złapać równowagi upadłam. Chciałam wstać, ale nie mogłam. Zobaczyłam jak koło mnie leży gwałciciel.
- Już dobrze...Jesteś bezpieczna. - powiedział ktoś o męskim, łagodnym głosie. Zadrżałam. Co jeśli on też chce mi coś zrobić!? Zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. - powiedział szeptem. Nadal się bałam. On mnie skrzywdzi...On mi coś zrobi... Nagle chłopak wziął mnie na ręce.
- Puść mnie! Zostaw! - krzyczałam. Jego dotyk sprawiał, że przypominało mi się to co stało się przed chwilą.
- Ciiii. Wszystko jest już dobrze. Nikt cię nie skrzywdzi rozumiesz? - jego głos nadal był bardzo spokojny, ale ja nie. Szarpałam się i wyrywałam, ale to nic nie dało. Byłam zbyt zmęczona i słaba. Wykończona tym wszystkim zasnęłam. Co jeśli się już nie obudzę? Obudził mnie zapach naleśników. Otworzyłam oczy. Leżałam w obcym mi łóżku. Byłam przykryta kołdrą. Nagle wszedł do mnie chłopak. Wyglądał znajomo...
- Wyjdź!! Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam. Czułam znów ten sam strach i ból.
- Słuchaj. Ja ci nic nie zrobię...Wychodzę z domu na godzinę, zamknę dom i nikt tutaj nie wejdzie. Okey? A i w kuchni są naleśniki, dom nie jest za duży, więc raczej trafisz. - nadal się bałam, ale już mniej. Chłopak wyszedł. Nie byłam pewna czy wychodzić z łóżka, ale w końcu to zrobiłam. Rozejrzałam się nieco po domu. Był mały, ale bardzo przytulny. Było sporo fajnych nowoczesnych dodatków. Trafiłam do kuchni i zaczęłam jeść naleśniki. Były wyśmienite. Gdy zjadłam zaczęłam chodzić po domu z ciekawością oglądając różne zdjęcia stojące na półkach. Zauważyłam zdjęcie z Naruciakiem...Oni się znają? Wysiliłam swój umysł i przypomniałam sobie, że ten chłopak, który mnie uratował to Marcin Dubiel...O boże...Muszę mu powiedzieć, żeby nie mówił Adamowi o mnie i to jak najszybciej. Od razu jak wróci! W końcu usiadłam na kanapie. Znów zaczęłam się bać. Co z tego, że to yourtuber? Ja go nie znam...Jestem zamknięta w jego domu, on tu przyjdzie i będziemy sami! Nagle drzwi otworzyły się. Z oczu zaczęły mi lecieć łzy. Marcin wszedł do salonu i od razu zobaczył mnie. Podszedł do mnie i chciał mnie dotknąć.
- Nie dotykaj! Zostaw mnie! - nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem.
- Spokojnie. Nic ci nie zrobię. - mówił przekonująco, ale ja nie umiałam mu zaufać...
---------------------------------
Krótki, ale ważny rozdział...Macie mi dziękować!! Wrzuciłam to w tygodniu i w dodatku przez was mam mało czasu na naukę, a jutro piszę poprawę z biologi i prawdopodobnie będę odpowiadać ustnie na histori XD Jeśli będę mieć jedynki to przez was hahahaha.

niedziela, 29 listopada 2015

Nowe Opowiadanie!! O_O

Heloł moje ciumciaki XD Jak tam się powodzi? Mam nadzieję, że dobrze :D Jestem, by poinformować was o nowym blogu i niespodzianka! Nie prowadzę go sama. Razem ze mną piszę Rose Black! Ogólnie na blogu mamy już wstęp i prolog, mam nadzieję, że zostaniecie tam na dłużej :) Opowiadanie jest o Masterczułku i pewnej Patrycji, która wcale nie jest mną. Ale nie martwcie się, Czułek i Pati to nie jedyne postacie na tym blogu. Pojawią się inni youtuberzy. Ten nowy blog jest troszkę połączony z blogiem Rose Black,  jest on świetny i bardzo zachęcam go przeczytać XD A więc to chyba tyle...Wiem, strasznie chaotycznie, ale musicie mi to wybaczyć. Oto link do bloga:
KLIK

piątek, 27 listopada 2015

(część 2) Rozdział 4 Mam dość!

Czułam pustkę...Nie wiedziałam gdzie idę, ważne, że trzymam się na nogach. Zmęczenie coraz bardziej bierze nade mną kontrolę, ale nie poddam się! Nagle się o coś potknęłam. W stercie liści ujrzałam szyny...Tory!! Poszłam wzdłuż nich. Może dotrę do stacji. Zapadła noc. Było strasznie. Wiatr wiał mocno wydobywając dziwny, upiorny szum, poza tym był zimny i przeszywał moje ciało nawet przez ciepłą kurtkę. Mam dość! Dość wszystkiego...Ale nie! Nie popełnię samobójstwa. To, że moje życie jest skomplikowane i popierdolone to tylko i wyłącznie moja wina. Cały czas stawiam przed sobą coraz to nowsze i trudniejsze przeszkody, ale boję się. Nie chcę o nim pamiętać...Dlatego uciekam. Myśl o tym, że Adam mnie nienawidzi była do zniesienia, ale jeśli on powiedziałby mi to z pustą, poważną twarzą załamałabym się, a nie chcę jeszcze bardziej cierpieć. Dotarłam do stacji kolejowej. Sprawdziłam rozkład jazdy i wsiadłam do pierwszego lepszego pociągu. Był on prawie pusty, jedynie kilka osób siedziało czytając gazetę, rozmawiając lub siedząc z głową skierowaną ku dołowi. Ja siedziałam jeszcze inaczej. Przytulona byłam do szyby patrząc na gwiazdy i marząc o tym, by wszystko wreszcie się ułożyło. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że jeszcze nie dawno przeprowadzałam się do Elbląga. Pamiętam, że pomimo tego, że opuszczam moje rodzinne miasto byłam dosyć optymistycznie nastawiona. Pamiętam jaka byłam ciekawa, jak bardzo chciałam poznać ludzi i wszystko co nowe. W zaledwie kilka miesięcy wszystko się zmieniło. Czemu życie można spieprzyć z dnia na dzień, a naprawia się je bardzo długo, a czasami nawet robi sie to do końca życia? Życie zgasiło moją ciekawość i optymizm pokazując mi jak jest na prawdę na tym świecie. Powoli mnie niszczyło zabierając to co dla mnie ważne. Czasami myślę, że Bóg wystawia mnie na próbę. Wyjęłam telefon. Miałam jakieś 50 nieodebranych połączeń od taty. Tak bardzo chciałam mu napisać, że jestem bezpieczna, żeby się o mnie nie martwił i zajął sie moim bratem, ale nie mogłam. Pociąg zatrzymał się. Nadal panowała noc. Wyszłam wdychając chłodne powietrze. Co teraz? Nie pozostaje mi nic innego jak iść dalej nie wiadomo gdzie.
Jesteś nic nie warta! Jesteś niczym! Jesteś pieprzoną egoistką i tchórzem!
Odezwało się moje dawne ja, które zostało zastąpione nowym. Rzeczywiście gdy byłam pozytywna i tak dalej i gdybym spotkała taką osobę jaką jestem teraz to rzeczywiście bym tak pomyślała...Lampy oświetlające chodnik zniknęły, weszłam na nie oświetlone okolice, ale nie bardzo się tym przejęłam. Nagle ktoś złapał mnie w pasie, a drugą ręką zatkał mi buzię. Ogarnął mnie strach i panika. Chciałam krzyczeć, wyrwać się, ale byłam zbyt zmęczona. Mężczyzna popchnął mnie przez co upadłam na ziemię. Zorientowałam się, że byłam w lesie kiedy ujrzałam korony drzew. Już chciałam wstać i uciekać, ale próba ucieczki się nie udała. Facet zaczął zdzierać ze mnie ubrania. Nie! Nie!! Boże....Halo!! Ja nie chcę tak stracić dziewictwa! Błagam....Wyrywałam się, krzyczałam, ale to na nic się nie zdało, lecz i tak to robiłam mając nadzieję, że mi sie uda. Poczułam chłód na moim ciele. Zaczęłam się trząść. Nagle przestałam się szarpać i dosłownie mnie zatkało...Moje ciało przeszył ogromny ból...Nie krzyczałam, ale szlochałam. Nie mogłam nic zrobić...Bezradność...Kolejne ruchy mężczyzny były coraz głębsze i coraz bardziej bolały. Nie miałam już siły na nic...Moge zginąć? Zrobię wszystko, by nie czuć tego bólu!! Facet nie przestawał, wręcz przeciwnie! On dopiero się rozkręcał...Potem zaczęło się piekło! Płakałam, krzyczałam, błagałam...A on nic...Robił to coraz mocniej jakby to dawało mu satysfakcję. Kiedy skończył byłam zdezorientowana i roztrzęsiona. Płakałam i krzyczałam.
- Pójdziesz ze mną suko. - powiedział biorąc mnie za ramiona. Boję się...Nie chcę!! Ja już mam dość!! Wszystko mnie boli i jestem bardzo zmęczona. Czuję się tak jakbym miała zemdleć.
- Proszę zostaw mnie. - poprosiłam łamiącym i drżącym głosem. On spojrzał na mnie i zaśmiał się.
- Pobawimy się jeszcze trochę, a potem cię zostawię. - Nie! Mam dość! Pomocy...Pomocy!!! Mój płacz był tak duży, że nie mogłam nic powiedzieć. Nie wiedziałam co myśleć co zrobić...Nie mogłam uwierzyć w to co sie dzieje...To jakiś koszmar...Właśnie przeżyłam gwałt...Już wiem co czują zgwałcone dziewczyny i dlaczego potem tak się wszystkiego boją...Z tego co wiem szybko mnie ten oblech nie puści...Nie chcę przeżywać tego kolejny raz!! Mam dość! Po co uciekałam z domu!? Teraz jestem tylko pieprzoną i tanią dziwką. Czy mężczyzna to powtórzy!? Szłam na pół przytomna. Ręce faceta ściskały mnie tak bardzo, że jego paznokcie wbijały mi się w skórę, po mojej twarzy nadal płynęły łzy, ale już nie szlochałam, byłam cicho, bojąc się, że powiem coś nie tak i on znów mnie skrzywdzi...Po raz pierwszy od wieków chcę ujrzeć Adama, przytulić go i powiedzieć jak bardzo go kocham. Nawet mnie nie obchodzi czy on to odwzajemnia czy nie...Adam gdzie jesteś? Potrzebuję cię...
Adam:
Jak to!? Ona nie mogła tak po prostu uciec! Nie rozumiem!
- Adam spokojnie, znajdziemy ją. - zapewniał Karol, ale ja i tak chodziłem w te i z powrotem mrucząc coś pod nosem. Boję się...Co jeśli stracę ją na zawsze!? Nie! Ona wróci, znajdziemy ją! Co jeśli ktoś jej coś zrobił!? Jeśli spadnie jej chodź włos z głowy to uduszę gnoja, powieszę na linie, zadźgam nożem...Wszystko jedno, byleby go to bolało! Mam dość! Siedzimy nic nie robiąc w domu i czekając aż policja ją znajdzie...Oni chuj się tym przejmują!! Przecież Paulina to głupia dziewczyna, nic nie ważna, po co więc mają szukać jednej osóbki!?
- Idziemy! - powiedziałem biorąc kurtkę.
- Ale Adam!? Gdzie? - na jego twarzy widziałem zaskoczenie...No tak...Teraz jestem bardzo impulsywny, ale może dzięki temu ją znajdę! Nie mogę siedzieć bezczynnie, kiedy moja ukochana błąka się gdzieś po Polsce. Niech mi ktoś pomoże, bo ja przez nią zaraz zwariuję!
- Jesteś ze mną czy nie!? - spytałem wprost. Nie będę się cackał. Sytuacja wymaga natychmiastowego działania i koniec!!
- Zawsze będę z tobą stary, ale nie uważasz, że za szybko działamy? - być może i za szybko, ale tak trzeba!
- Pierdolisz! Idziemy! - zarządziłem i wyszedłem z hotelu. Teraz kurwa gdzie ona mogła pójść!?
- Naruciak zwolnijmy. Wróćmy do domu i uzgodnijmy gdzie mogłaby pójść. - Karol miał rację, ale nie mogę! Serce drze sie bym poszedł!
- To idź! Może wróci, wtedy do mnie zadzwonisz okey? - spytałem. Byłem pełen nadziei, że ją znajdę, że wrócimy do siebie, przez ten dzień przypomniałem sobie większość chwil związanych z Pauliną...Ja ją kochałem , kocham i kochać będę. Nawet jej zasrana ucieczka tego nie zmieni.
- Adam...No chodź do domu, nie powinieneś tak sam jeździć i szukać jej bo nie dasz rady. - chuj wiesz!!
- Zadzwonisz okey!? - spytałem głośniej.
- Ale... - żadnych "ale" nie chcę słyszeć!!
- Okey!? - spytałem po raz kolejny. Karol z zrezygnowaniem obiecał, że zadzwoni. Pokierowałem się tam, gdzie mnie serce prowadziło. Nie mam pojęcia czy idę dobrze czy źle...To się okaże później.

sobota, 21 listopada 2015

(część 2) Rozdział 3 Pauliny nie ma...

Do domu wróciłam kiedy przeźroczyste krople wody przestały kapać z nieba. Szare chmury zastąpiło słońce. Zapach deszczu i widok kolorowej tęczy poprawił mi troszkę humor. Idę szybkim tempem, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Teraz gdy się rozpogodziło bardzo dużo osób powychodziło z domów. Tłum przytłacza mnie. Czuję się jakbym była nic nieznaczącą kropeczką za którą nikt by nie płakał. Mieszające się ze sobą głosy przypadkowych przechodniów i urwane wątki nie wiadomo skąd wzięte przyprawiały mnie o ból głowy, a może ja to wszystko za bardzo wyolbrzymiam? Nieważne...Chcę być w domu, sama. Tak, by nikt ani nic nie przeszkodziło mi w myśleniu, jednak z drugiej strony pragnę by ktoś mnie wyrwał z tej rutyny, by mógł wywołać na mej twarzy szczery uśmiech. Zmarznięte ręce trzymam w kieszeni, a twarz skierowaną mam ku dołowi, by nie wiał w nią zimny wiatr. Kałuże zmieniają formę gdy po nich przechodzę by potem znów wrócić do swojego pierwotnego kształtu. Widzę w nich swoje odbicie. Nadal wyglądam marnie, ale nie tak bardzo jak wcześniej. Nagle czuję jak coś mnie odpycha. Jak zwykle musiałam na kogoś wpaść.
- Przepraszam. - powiedziałam cichutko i wyminęłam go.
- Zaczekaj! - krzyknął, jednak ja szłam przed siebie. Rozpoznałabym ten głos wszędzie. Głos pewnego youtubera, za którym szaleje moja przyjaciółka. Nagle ktoś łapie mnie za ramię. Przez moje ciało przechodzi dreszcz. Unikam jakiegokolwiek dotyku chłopaków, ale nie protestuje i nie zrzucam mu dłoni z mojego ramienia. Odwracam się lekko unosząc głowę. Tak jak myślałam to był ten sławny youtuber o nazwie Kaiko.
- Odczepiło się kiedy na mnie wpadłaś. - powiedział z uśmiechem dając mi srebrny łańcuszek mojej mamy. O boże...Mogłam go zgubić!
- Dziękuję bardzo. - odpowiadam i idę w swoją stronę.
- Jak masz na imię!? - słyszę jeszcze krzyk chłopaka. Odwracam wzrok i tylko się uśmiecham kiedy widzę go jako sierotka nie umiejąca przejść przez tłum ludzi chcących autograf lub zdjęcie. Weszłam do domu. Temperatura w domu ogrzała mnie. Poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie. Nie mogę cały czas myśleć o tym co się stało, muszę iść dalej, a ja stanęłam w miejscu. Czas zapisać się na jakieś zajęcia...Może na gitarę się zapiszę. Ale to jeszcze się pomyśli. Nagle do mojego pokoju wszedł tata i usiadł na moim łóżku. Obserwowałam go uważnie próbując wyczytać coś z jego twarzy.
- Paula, może nie powinienem ci tego mówić, ale nie mogę ciebie też okłamywać. - o co chodzi? Boję się...Moje życie powoli się układa, ale ciągle zdarza się coś co psuje moje życie. To jakby układanka. Dużo puzzli już się poukładało i znają swoje miejsce, jednak zdarza się coś co niszczy te puzzle. 
- Tak tato? - spytałam po dłuższej chwili. Chcę mieć tą wiadomość za sobą, olać ją i zapomnieć.
- Kiedy nie było ciebie w domu przyszedł...Adam. Nie wpuściłem go, po prostu udawałem, że nikogo nie ma w domu. Nie mam pojęcia co zdecydujesz, ale pamiętaj, że zawsze jestem z tobą. - powiedział szybko i wyszedł. Adam...On tu był. Po co!? Ja chcę zapomnieć, ale jak mam to zrobić kiedy on tu przyszedł!? Kolejne puzzle się psują, odpadają od układanki. Co jeśli on przyjdzie drugi raz i spyta czy będziemy przyjaciółmi!? Ja powinnam być twarda i wreszcie rozwiązać ten problem, ale ja jestem tchórzem. Będę uciekać ciągle, przez całe życie dopóki Adam nie odpuści. Strach sparaliżował mi ciało, a łzy zastygły w oczach. Ja nie mogę go widzieć! Nie po tym wszystkim! Wzięłam torbę, spakowałam ubrania, pieniądze oraz jakieś kanapki, które zrobiłam w kuchni i wyszłam z domu. Kiedyś tu wrócę, ale na razie muszę stąd odejść. Ja muszę zapomnieć o nim, a on o mnie. Nie mam pojęcia gdzie będę spać, ale nie obchodzi mnie to. Muszę zniknąć, by potem powrócić jako ta stara uśmiechnięta Paulina. Idę przed siebie. Nieważne gdzie, nieważne ile będę iść, ważne by nikt mnie nie znalazł. Tym dalej idę tym mniej domów widać. Skręcam na jakąś dróżkę prowadzącą przez pola. Liście szeleszczą mi pod nogami, delikatnie kropiący deszczyk uspokaja mnie, a wiatr śpiewa swoją piosenkę i pcha mnie do przodu. Droga przez pola doprowadziła mnie do jakiejś ulicy, na której żadne auto nie jechało, było cicho i spokojnie, ani jednej żywej duszy. Przeszłam na pas rowerowy i szłam nim. Czerwony samochód przejechał obok mnie, co znaczyło, że można tędy jeździć. Życie jest tak okrutne, że zmusiło mnie do ucieczki, a może życie dało mi wybór: Zostać i zmierzyć się z strachem, uciekać już zawsze...Moja ucieczka będzie miało duże konsekwencje i to nich się najbardziej obawiam. Słońce powoli zachodziło, a ja nie miałam miejsca na spanie, cóż trzeba będzie cały czas iść dopóki czegoś się nie znajdzie. 
Adam:
Nikogo nie było w domu kiedy przyszedłem do Pauliny. Mówi się trudno...Przyjdę jutro. Wreszcie ją zobaczę...Jej oczy, usta, ciało. Brakuje mi jej i to bardzo. Koniec przemyśleń! Trzeba się wyspać! Wstałem rano pełny strachu i obawy, że ona mnie odrzuci, ale spróbować muszę! Wyszedłem z hotelu i szybko poszedłem w stronę domu Pauli nie zwracając na nic uwagi. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi tata dziewczyny. Wyglądał na zmartwionego.
- Pauliny nie ma, uciekła. - powiedział i zamknął drzwi.

niedziela, 15 listopada 2015

(część druga) Rozdział 2

Adam:
Jestem głupi!! Po co ją okłamałem!? Idiota ze mnie. Mam dość. Muszę ją znaleźć. Przeprosić i szczerze powiedzieć jej, że znów ją kocham...Nie wiem czy gdy jeszcze ją pamiętałem również ją kochałem, ale wiem jedno, kiedy zobaczyłem ją w szpitalu moje serce zadrżało, a gdy mnie przytuliła po mym ciele rozlało się przyjemne ciepło. Czy ona nadal mnie kocha? Jasne, że nie. Ona mnie nienawidzi, ale ja muszę jej powiedzieć. Muszę. Szkoda tylko, że nie wiem gdzie mieszka i jaki ma numer telefonu. Jestem jebanym, nawet nie dokończę. Przypomniałem sobie oprócz jej i mam przez to wyrzuty sumienia. Nie pamiętam jak się poznaliśmy, co robiliśmy, jak się pocałowaliśmy...Nie pamiętam!! Jej oczy, usta...Pragnę jej praktycznie jej nie znając, ale czuje, jakbym był z nią może dwa lata. Jej twarz wydaje mi się znajoma, a kiedy mnie dotyka przez me ciało przechodzą przyjemne prądy.
- Ty wiesz gdzie ona mieszka. - powiedziałem spokojnie patrząc na Karola. Męczyłem go tym od początku dnia kiedy tylko do mnie przyjechał.
- Adam ona nie wyraziła zgody bym ci powiedział. Przykro mi stary, ale szanuję jej tajemnicę i nie mogę ci powiedzieć. - tą odpowiedź słyszałem już pięć razy. Usiadłem na kanapie i się załamałem...Tak płakałem! W końcu jestem jeszcze dzieckiem, mam do tego prawo, ale zaraz! Jestem chłopakiem, chłopcy nie powinni płakać, pieprzyć ten głupi stereotyp o ile można to tak nazwać.
- Adam! ty taki nie jesteś! Jesteś silny, zawsze uśmiechnięty i pojebany psychicznie! Co się z tobą stało? - spytał mój przyjaciel. Co się stało!? Być może straciłem najważniejszą osobę w życiu. Czuję pustkę. Paulina zrobiłam mi ogromną dziurę w sercu i nic nie może jej zapełnić.
- Nic się nie stało...Uśmiechnięty i pojebany psychicznie jest Naruciak, ale nie Adam...Adam ciągle pakuje się w kłopoty, jest słaby i zawsze przez wszystkich wyśmiewany. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Naruciakiem staję się przy swoich widzach i przy kumplach, Adamem jestem zawsze gdy tylko zostaję sam.
- A więc...Przestań być Adamem i pomyśl co zrobiłby Naruciak!! Co byś zrobił gdyby ktoś z twoich widzów zachorował i był w szpitalu i ty byś chciał pojechać, ale nie wiesz gdzie mieszka?! - otarłem łzy i zacząłem myśleć o dziwnych rzeczach, o takich o których myślę na nagraniach, czyli o rzeczach zjebanych. Co by zrobił Naruciak? Pewnie cały rozchachany jeździł by z miasta do miasta szukając Pauliny. Ech...
- A co gdybyś przypadkiem rozmawiał z moją mamą i powiedziałbyś gdzie mieszka Paulina i ja bym to usłyszał? - spytałem. To było bez sensu, ale Karuś musi mi w końcu powiedzieć!
- Stary...Być może Paulina mieszka.... - zaczął, a podając mi jej adres zrobił to szeptem.
- Dzięki!! To ja idę kupić bilet na pociąg! - zbiegłem po schodach i zacząłem zakładać buty.
- Adam gdzie się wybierasz? - spytała moja mama stojąc w progu.
- Do Krakowa. - odpowiedziałam. Mama znów chciała coś powiedzieć, ale przerwałem jej.
- Spokojnie będę uważał, mam pieniądze na pociąg i na hotel nic mi nie będzie. - obiecałem.
- Chciałam tylko powiedzieć, żebyś wziął jakieś ubrania. - zaśmiała się kiedy szybko popędziłem na górę. Cały się zmachałem i ledwo oddychałem, ale nie obchodziło mnie to.
- Masz, wiedziałem, że czegoś zapomnisz. - powiedział Karol podając mi plecak z ubraniami.
- Dzięki! - i znów zbiegłem na dół. Wyszedłem na zewnątrz. Deszcz obijający się o dachy domów jakby mnie uspokajał, a wiatr wiejący w plecy pospieszał mnie. Kałuże przede mną zwiastowały bolesny upadek lub mokry but, na szczęście byłem ostrożny. Cały mokry wbiegłem do budynku i kupiłem bilet...Super muszę czekać pół godziny...Ech...
Paulina:
Siedzę na łóżku naciągając na moje nogi rajstopy. Kiedy to zrobiłam zdjęłam z wieszaka czarną sukienkę i założyłam ją. Brakowało jeszcze czegoś. Wzięłam z mojej szkatułki naszyjnik od mamy. Nosiłam go tylko na wyjątkowe okazję, to w prawdzie był tylko dzień nauczyciela, ale z tą ozdobą czułam się lepiej. Szybko zapięłam łańcuszek na szyi, włosy spięte do góry ułatwiły mi to. Przejrzałam się w lustrze. Chyba może być...Bardzo podobała mi się ta sukienka ze względu na jej prostotę. Była czarna z długim rękawkiem, u góry idealnie przylegała do ciała, a u dołu mocno rozkloszowana. Taka zwykła sukienka. Zeszłam na dół i założyłam kurtkę. Miałam dylemat. jakie buty założyć? Postawiłam na zwykłe czarne pantofelki. Do szkoły dotarłam szybko. Akurat gdy weszłam na salę zaczęła się część artystyczna. Na środek wyszły dwie dziewczyny robiąc straszny stukot swoimi dwumetrowymi butami. Ja bym tak nie umiała. Gdybym wychodziła, wszystkie oczy skierowane byłyby na mnie patrząc z zaciekawieniem co lub kto robi tak duży hałas. Nie lubię zwracać na siebie uwagi. Zaczęły śpiewać swoimi niebiańskimi głosami. Znałam tą piosenkę...No bo kto by nie znał We are the champion? Piosenka była przerobiona. Wiadomo, że tekst był o tym jacy to nauczyciele są wspaniali. Ja często szukałam drugiego dna, ciekawa jestem co tak na prawdę te dwie dziewczyny myślą o piosence i o nauczycielach...Zaczęłam myśleć o niebieskich migdałach, czyli o Adamie...To przeszłość! Z mojego oka wydostało się kilka łez, którym nie było dane spaść na ziemię rozbijając się na tysiąc kawałków, po prostu wytarłam je ręką. Nie widziałam nigdzie Ani, pewnie przygotowuje się do występu. Ostatnio ma jakiś konkurs z śpiewania i nie ma na nic czasu, bo ciągle ćwiczy, na święto szkoły widocznie też nie miała czasu. Nagle wszyscy zaczęli się zbierać co oznaczało koniec. Każdy pchał się do wyjścia jak ćma do światła...Ludzie są głupi, gdyby na spokojnie i powoli szli pewnie wyszli by wcześniej, a tak to każdy na wzajem się popycha, przewraca, każdy się śpieszy żeby pójść do domu i cieszyć się wolnym dniem od szkoły. Szłam ostatnia, nie miałam zamiaru pchać się przez ten tłum ludzi, którzy pewnie by mnie staranowali. W końcu wyszłam. Nabrałam w płuca świeżego powietrza, przyznam, że w sali ledwo wytrzymywałam przez ten zapach pomieszanych perfum. Zmieniłam się. Zrobiłam się strasznie cicha, ale nie przeszkadza mi to, a nawet nie wiem czy to nie lepiej, przynajmniej nie rzucam słów na wiatr. Moje myśli znów były wokół Adama, a oczy szczypały coraz bardziej od powstrzymywania płaczu. Postanowiłam na razie nie wracać do domu. Usiadłam na przystanku autobusowym, ponieważ to było jedyne miejsce na zewnątrz nie przepuszczające zimnych kropel wody, które i tak zdążyły mnie już zmoczyć. Popatrzyłam w niebo. Szare chmury zdawały się patrzeć srogo wcale nie oszczędzając moknących przechodniów, słońce gdzieś znikło.
--------------------------------------
Być może jest troszkę chaotycznie, ale cieszcie się, że już teraz jest next haha! Dobra nadal nie wiem jakich dwóch youtuberów wziąć. A więc możecie oddać dwa głosy na którychś z tych youtuberów:
-Marcin Dubiel               -Rezi              -Czułek            -Kaiko
I pamiętajcie, że ci youtuberzy nie muszą się znać jakoś bardzo z Adamem, bo to akurat nie jest jakoś ważne, więc głosujcie na tych, których np: lubicie :)

sobota, 14 listopada 2015

(część druga) Rozdział 1

Minął już tydzień od mojej wyprowadzki. Jest ze mną coraz lepiej mimo to że nadal bardzo tęsknie. Gdzie podziała sie smutna Paulina która myślała o samobójstwie? Siedzi gdzieś we mnie czekając na odpowiedni moment by zniszczyć mnie raz na zawsze. Mam nadzieje że nie nastąpi to szybko. Jestem dobrej myśli chociaż nie powiem żyletki narkotyki a w szczególności papierosy bardzo kusiły. Na szczęście wytrzymałam. Obiecałam sobie że nie poddam sie...Ania też bardzo mi pomaga za co wprost ją kocham...Lepszej przyjaciółki nigdy nie znajdę...Adam...Ech ten jeden człowiek jednym czynem zmienił wszystko. To on trzymał w rękach mój los. Niestety trochę go uszkodził, ale nie zniszczył go. Ja nadal potrafię kochać, nadal potrafię żałować, nadal mam uczucia mimo to, że dla niektórych jestem zimną suką, to przez to, że nabrałam do wszystkiego dystansu. Nie wiem czemu ale zebrało mi się na wspominki....

- Chodźcie. - powiedział Karol i poszliśmy za nim do pokoju chłopaka...Cóż miał tu dosyć zwyczajnie gdyby nie jakieś zielone prześcieradło zawieszone na czymś, lampy takie chyba do nagrywania, kamera i cała ściana w rysunkach przypominających Adama. Co najdziwniejsze w pokoju nikogo nie było...Musiał gdzieś wyjść. Podeszłam do ściany z rysunkami. Oglądałam je z podziwem i uśmiechem na ustach. Nawet nie zauważyłam kiedy wszedł Adam.
- Podobają ci się ? - spytał. Ja się wystraszyłam i odskoczyłam na bok przewracając lampy, które spadły na zielone prześcieradło zrzucając je na podłogę.
- Ups przepraszam! - powiedziałam rumieniąc się strasznie. Cofnęłam się o krok do tyłu, zahaczyłam o coś i przewróciłam się na obolały tyłek. Już miałam wstać, ale statyw z kamerą zachwiał się i spadł na mnie waląc mnie w nos...

Tak tego nigdy nie zapomnę...hahaha...Szkoda, że Adam zapomniał...Ech...Chciałabym cofnąć czas tak jak Max z Life is strange....Chciałabym to cofnąć i jeszcze raz to wszystko przeżyć tylko po to by Adam pamiętał...By nie doszło do tej bójki.
----------------------------------------------------
Wiem, że krótki, ale nie miałam już co dać do tego rozdziału...W ogóle od dzisiaj rozdział pojawiać się będzie w każdy weekend...W niedzielę lub sobotę, a jeśli mi się uda to i w sobotę i w niedzielę...Przykro mi, ale nauka mnie przygniata...mam również inne blogi...Cóż bardzo was przepraszam. Postaram się przynajmniej by rozdziały były o wiele dłuższe...


wtorek, 10 listopada 2015

(druga część) Prolog

Dzisiaj się przeprowadzam...Zacznę nowy rozdział w życiu dzięki któremu zapomnę o Adamie...Raz na zawsze! Co z tego, że z każdym dniem kocham mocniej, z każdym dniem coraz bardziej pragnę i cierpię? W końcu sie odkocham, a jeśli nie to nauczę się żyć z krwawiącym sercem...Adam to przeszłość. Teraz jest tylko teraźniejszość i przyszłość. Teraz każdy mój krok będzie ostrożny. Moje usta będą wypowiadać słowa, które będą przemyślane. Moje oczy będą patrzyły na świat uważniej, a serce już raz skrzywdzone nie da sobą pomiatać. Czas się zmienić...Przez całe to zamieszanie nabrałam dystansu...Dystansu do całego świata, teraz nie będę ufać komuś kogo dopiero poznałam...Jeśli ten ktoś zrezygnuję z poznania mnie to widocznie nie jest wart mojej znajomości...Wiem, że strasznie to poplątane, ale da się to zrozumiesz, jeśli nie zrozumiałaś wróć parę linijek do góry i przeczytaj jeszcze raz uważniej... Mimo to, że nienawidzę to jednak kocham.
- Paula zbieramy się! - usłyszałam głos taty. Wzięłam walizkę,a w drugą rękę misia, którego już nigdy nie oddam...Andrzej stał sie moim najlepszym przyjacielem. Umie wysłuchać, a kiedy jestem zdenerwowana wystarczy, że go przytulę i się uspokajam, poza tym on mnie nigdy nie zrani bo nie umie...Wyszłam z domu nawet nie przyglądając się uważnie...Chciałam zapomnieć, a nie wspominać. Wsiadłam do auta i samochód ruszył. Muzyka w radiu przygnębiała mnie strasznie tym bardziej, że po szybach spływały strużki wody. Przytuliłam mocniej Andrzeja i siedziałam tak przez całą drogę nie mogąc oderwać się od niego. Pachniał nim...Najgorsze jest to, że teraz patrzę na świat przez szybę i czuję pustkę...Przerażającą i zżerającą mnie od środka bezradność. Dojechaliśmy. Wstałam i ruszyłam do domu. Zbytnio się nie rozglądając zajęłam pierwszy lepszy pokój, który idealnie oddawał mój nastrój. Czarne ściany, ciemny dywan...Wszystko ciemne, jedynie okno z ogromnym parapetem było jasne. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać o tym co tak na prawdę do niego czuję...Po dłuższych przemyśleniach stwierdziłam, że ani trochę nie jestem na Adama zła, a nawet mu wybaczyłam, ale to bez sensu...On mnie nie pamięta, on nie pamięta naszej miłości, ani niczego co związane ze mną. On zapomniał, ja też muszę. Trzeba się z tym pogodzić, że już nigdy z nim nie będę. Nagle ktoś zapukał do pokoju. Po chwili wszedł ktoś komu mogłabym od razu rozjebać głowę.
- Cześć. - powiedział Robert...Po co tu przyszedł?! Nie wystarczy mu to, że spieprzył mi życie!?
- Cześć?! Po tym wszystkim co się stało mówisz cześć!? Ja pierdole wynoś sie! Rozpierdoliłeś mi życie! Wypierdalaj zanim ja tobie coś rozpierdolę!!! - krzyknęłam.
- Ja przepraszam, ja nie chciałem by to się tak potoczyło. - ciota jedna jeszcze mi się tłumaczy!!
- Trzeba było kurwa pomyśleć a nie od razu robić nie myśląc o konsekwencjach!! Powinieneś siedzieć w więzieniu!! - wstałam z łóżka i podeszłam do niego chcąc go walnąć. On mi nie pozwolił. Zatrzymał moją rękę. Jego uścisk nie bolał mnie. Popatrzył mi prosto w oczy i wpił się w usta. Jestem idiotką!! Nie protestowałam, a jeszcze bardziej pogłębiłam pocałunek. Robert znów był delikatny i czuły w tym co robił...Ale ja go nie kocham! Nie po tym wszystkim co się stało! Oderwałam się od niego siadając na łóżku i płacząc. Nie wiem czemu, ale nie chciałam go ranić. Chłopak rzeczywiście żałował, a ja mu wybaczyłam...Nie wiem jakim cudem, ale moje serce go rozumiało...
- Paula ja cię rozumiem jeśli mnie już nie kochasz. - jakby czytał mi w myślach.
- Robert wybaczam ci, ale nasza miłość się skończyła...Ja ci wierzę...Wierzę, że żałujesz i wiem, że z miłości robi się głupie rzeczy...Ech bądźmy przyjaciółmi okey? - spytałam. Nie wiedziałam czemu to robię...Nie rozumiałam jak mogłam mu wybaczyć, ale zrobiłam to. Wybaczyłam...Czuję się lepiej...
- Zgadzam się...Dobra to siema, może wpadnę niedługo, tutaj masz mój numer. - odpowiedział z uśmiechem dając mi karteczkę z cyframi. Przyjęłam to i schowałam do jakiejś pierwszej lepszej szuflady. Robert znów był normalny jak wcześniej. Może przez to, że się wyprowadziłam załamał się i to dlatego tak źle postąpił? Nie wiem...No cóż...Wybaczanie to jest ciężka umiejętność, dlatego byłam z siebie w pewnym sensie dumna. Adam...ciekawe co u niego...Czy patrząc w gwiazdy też myśli o mnie? Czy przypomniał sobie coś? A może jego stan się pogorszył i leży w szpitalu przez moje darcie mordy na niego...Nie Paula nie myśl tak! Z nim wszystko dobrze, pewnie siedzi wesoły przy biurku montując film i już dawno o mnie zapomniał. Tak na pewno tak jest. Adam jest zdrowy, wesoły i głupi jak wcześniej...Pomyślałam i zaśmiałam się do siebie. Ze mną jest o wiele lepiej. Przeprowadzka była bardzo dobrym pomysłem...Czuję, że znów wracam do życia. Nadal tęsknię za wszystkim co dotyczy jego, ale już trochę się do tego przyzwyczaiłam. W końcu będę tęsknić zawsze, muszę nauczyć się z tym żyć i myślę, że jestem na dobrej drodze.
-------------------------------------
Jak się podoba? :D Nadal youtuberzy są nieuzgodnieni...Wypiszę wam tutaj niektórych, a wy w komach piszcie którego chcecie :)
-Weza                         -Blowek                        -Marcin Dubiel                            -Wielmożny Igor
-Rezi                           -Czułek                         -Kaiko
Oto kandydaci :) Każdy z was może zagłosować na dwóch...

niedziela, 8 listopada 2015

Sprawy organizacyjne :D Nowy wygląd bloga...

Podoba wam się taki wygląd bloga? Mi nawet pasuje :D Niestety wybierając nowy szablon playlista mi się usunęła, a nigdzie jej nie zapisałam...A więc kto mi chce pomóc niech pisze tytuły piosenek w komach jakie chciałby tu usłyszeć i oczywiście jakieś takie smutniejsze bym wolała XD I jeszcze jedno zadanie dla was :) Do opowiadania dodaję jakiegoś youtubera ewentualnie dwóch. Piszcie jakich byście chcieli bo mi to obojętne, tylko muszę oczywiście tego youtubera znać XD Z spraw organizacyjnych to chyba tyle...Jakby ktoś się pytał jak zrobiłam ten nagłówek to nie jest to nic trudnego...Znalazłam wczoraj stronę, gdzie wszystko ogarnęłam i nie jest ona jakoś bardzo skomplikowana...Powiedziałabym nawet, że jest lepsza niż piZap, to jest PicMonkeys...Żegnam was :) Czekajcie cierpliwie na prolog drugiej części...

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 34 Wyjdź!!

Zamknęłam oczy...Czułam się słabo, wkrótce straciłam przytomność i kompletnie nie wiem co się ze mną działo...W ciemnościach zobaczyłam światełko...Światełko, które wydawało mi się piękniejsze od wszystkiego...Zaczęłam iść do niego, a raczej płynąć w powietrzu.Nie miałam rąk, ani nóg...Czułam się lekka i piękna. Byłam szczęśliwa i zapomniałam o bólu jaki mi towarzyszył. To, że Adam nie żyje nie wydawało mi się straszne jak kiedyś...Nagle światełko znikło. Ból powrócił. Poczułam zagubienie, jakbym była zabłąkaną duszą wśród tłumu. Bałam się...Nagle coś mną wstrząsnęło i otworzyłam oczy. Nabrałam powietrza i dosłownie się nim zachłysnęłam. Nade mną pochylali się lekarze, nie mam pojęcia co oni robili. Nie miałam jeszcze do końca świadomości co się tak właściwie stało.
- Słyszy nas pani? - spytał lekarz, jednak ja nie reagowałam, nie rozumiałam tego co mówi, nie docierało to do mnie. Dopiero po paru chwilach analizowania tego co powiedział zrozumiałam i pokiwałam głową, że słyszę. Powiedzieli bym wypoczywała i poszli. Oddychałam płytko i było mi niewygodnie. Każda część ciała sprawiała uczucie jakbym miała niepotrzebną kulę u nogi. Nagle drzwi od mojego pomieszczenia wydały dźwięk, który przerwał moje rozmyślania na temat tego, że nie udało mi się zabić. Patrzyłam na okno. Słyszałam jak ktoś wszedł i usiadł blisko mnie. Wciągnęłam powietrze nosem i poczułam piękny zapach, ten zapach wszędzie bym rozpoznała. Nagle poczułam czyjś dotyk na mojej dłoni. Przeszedł mnie dreszcz, a w moim sercu zrodziła się nadzieja, jednak nadal patrzyłam na okno, wiedziałam, że to niemożliwe i moje serce znów się zawiedzie, kiedy na stołku obok mnie zobaczy np: Anię.
- Przepraszam. - słyszałam męski głos. Jego ton był tak smutny, że mi też robiło się w smutniej niż wcześniej. Moje serce zabiło szybciej, odwróciłam wzrok od szyby...Zobaczyłam jego! Żywego i prawdziwego! Ja umarłam? Spojrzałam na kardiogram z lewej strony, nadal pikał co znaczyło, że ze mną jest w porządku i że żyję.
- Adam. - w moich oczach pojawiły się łzy. On tu jest! Żyje! Przytuliłam go mocno płacząc w jego bluzkę. Co chwila mocno wdychałam powietrze by czuć jego zapach...Co chwilę przez moje ciało przechodziły prądy. Nie mogę uwierzyć on żyje! Ale jak? No właśnie JAK!!?? Nadal byłam szczęśliwa, ale już mniej jak przed chwilą.
- Jak ty żyjesz? - spytałam odrywając się od niego. Domagałam się wyjaśnień.
- Po tym jak się obudziłem straciłem pamięć, postanowiłem powiedzieć ci, że nie żyję, bo nie chciałem sprawiać ci bólu, bo ja cie nie pamiętam i stwierdziłem, że będzie lepiej. - wszystko we mnie zaczęło buzować.
- Mogłeś chociaż powiedzieć, że żyjesz!! Wiesz jak ja cierpiałam!! Próbowałam się zabić chyba z 20 razy, a ty mi mówisz, że nagle żyjesz!?! Co z tego, że nie pamiętałeś!! Wiesz co ja przeżywałam!? - krzyczałam jak najgłośniej się dało. Jak on mógł mi to zrobić!?
- Ja wiem, ja ci pomagałem potajemnie bo się o ciebie bałem, ale zrozum dla mnie też jest to ciężkie, ja nic nie pamiętam... - gówno mnie to obchodzi!!! Egoista, szmata!!
- Masz mnie gdzieś!! Ja ciebie już też!! - krzyknęłam. Czemu kurwa nie jest mi on obojętny!? Chciałam się teraz do niego przytulić, pocałować, ale nie mogę!! Muszę to przetrwać!! Przetrwałam jego udawaną śmierć! Życie bez niego też jakoś przetrwam!! Wynajmę se chatę i kupię mnóstwo kotów!!
- Ale... - nie mam zamiaru go słuchać! Z moich oczu leciały łzy. Bolało mnie to, że mnie oszukał, okłamał, wmówił mi coś, co było dla mnie jak nóż w plecy!!
- Chuj ci w dupę!! Nienawidzę cię!! Wal się na ryj skurwysynu jeden!! Wyjdź i nigdy nie wracaj!! Nie zasługujesz na to, by nawet na mnie patrzyć! - krzyknęłam z łzami w oczach. To koniec!!! Nie ma już nas! On wszystko zniszczył! Być może i mnie nie pamiętał, ale jakoś bym przeżyła gdyby już mnie nie kochał, gdybyśmy nie byli razem...Wystarczyłoby mi tylko to że żyje.
- Pauluś. - jak on mnie nazwał!?
- Dla ciebie jestem nieznajoma, nie istnieje dla ciebie! Rozumiesz!? Wypierdalaj! - wzięłam wazon z półki i rzuciłam nim o podłogę. Rozbił się.
- Ale.... - nie wkurwiaj mnie!!
- Nie ma żadnego ale kurwa!! Wyjdź! - krzyknęłam. Chłopak poddał się i wyszedł. Zaczęłam ryczeć jak głupia...Zależy mi na nim, ale nie jestem w stanie mu wybaczyć. Wcale nie mam go gdzieś. Nadal będzie w moim sercu, ale nie mogę z nim być...Nie wyobrażam sobie tego...Jeszcze dziś wypisałam się z szpitala, a raczej zrobił to mój tata. Byłam już w domu i płakałam jak małe dziecko. Świat jest kurwa głupi!!!
- Córeczko przykro mi to mówić... - do mojego pokoju wszedł tata... Co znów się stało!?
- Co chcesz!? - krzyknęłam płacząc w poduszkę.
- Jutro przeprowadzamy się do Krakowa ze względu na ciebie. Będziesz chodzić do szkoły gdzie również zapisała się twoja przyjaciółka Ania. Wiem co przeżywasz, jak wyjedziemy nigdy już go nie zobaczysz obiecuję.- to była bardzo dobra i bardzo zła wiadomość...Adama kocham nadal, ale z nim nie będę...Zaczynam nowe życie! Kto wie? Być może odnajdę się tam lepiej niż tu? Być może zapomnę, odkocham się...Tata wyszedł. Teraz musi już być tylko lepiej prawda? Chyba nie da się gorzej niż jest.
-----------------------------------------------------------------
To jest koniec...koniec 1 części!! Będzie 2 część!! I teraz pytanie do was: Drugą część zrobić na tym blogu czy założyć następnego? Jeżeli chcecie na tym to od razu mówię, że zmienię jego wygląd, playlistę i w ogóle :D 

środa, 4 listopada 2015

Rozdział 33 List

Myślisz, że strata bliskiej osoby to coś zwykłego? Że dałabyś radę przeżyć ten ból i cierpienie? Że pokochałabyś kogoś innego? Wiem, że nie doświadczyłaś takiego bólu jak ja i go nie rozumiesz...Empatia jest trudna i mało ludzi posiada tą cechę, ale spróbujcie sobie wyobrazić, że twój ukochany już nigdy cię nie dotknie, nie pocałuje, nie popatrzy tymi swoimi pięknymi oczami...Włóż moje buty i przejdź nimi tę ścieżkę co ja...Przeżyj to samo...Upadnij na tym samym momencie co ja, a potem wstań i idź dalej tak jak ja...Jeszcze się nie poddałaś? A, więc w mojej drodze ogromna jest przepaść, w której rządzą ból, cierpienie i smutek, to właśnie ja się teraz tam znajduje....Jesteś gotowa na ból? Wskocz tam...Wytrzymałaś? Nadal jesteś pewna tego, że dałabyś radę? I tak dałam z siebie wszystko, więcej nie umiem...Niedługo moja droga się urwie, tak nagle...Wytrzymasz dłużej niż ja? Dokończysz moją drogę? Wytrzymasz ten stres i cierpienie jakie ci towarzyszą? Zamknij oczy i jeszcze raz to wszystko przemyśl...Czy teraz widzisz te nie docenione przez ciebie rzeczy? Czy teraz widzisz, że inni mają ciężej, a ty jesteś zdrowa, masz zdrowego chłopaka, kochającą rodzinę? Ciesz się póki możesz, bo wszystko się kiedyś kończy...Co mogliśmy jeszcze razem odkryć? Cóż nie mam pojęcia, to pozostanie na zawsze niewidoczne. Za każdym razem kiedy wdycham powietrze czuję w nim gorzki smak...Smak bólu, który będzie mi towarzyszył do końca...Jestem w dole, z którego nie mogę wyjść...I jeszcze ta cholerna depresja...
Głupia suka, która nic nie potrafi!
Niepotrzebna, nieudolna, słaba, bezwartościowa,
Brzydka zamknięta w sobie.
Jesteś idiotką, nie masz mózgu.
Zawalasz na każdym kroku.
Po co się starasz o cokolwiek, skoro i tak to spieprzysz?
 Jesteś tylko ciężarem dla wszystkich.
Jedyne co potrafisz to użalanie się nad sobą i płakanie.
JESTEŚ SŁABA!
Tak właśnie o sobie myślę...Miałam zapomnieć, być twardą, a ja co? Płaczę cichutko siedząc w koncie pokoju z pogniecionym zdjęciem Adama. Ania już pojechała. Mogę zabić się w każdej chwili...Śmierć wydaje mi się teraz najlepszym rozwiązaniem...Podniosłam się z ziemi i i zaczęłam pisać liścik pożegnalny...Kiedy już skończyłam na papierze pojawiło się kilka łez...

Jeśli to czytacie to pewnie już nie żyję...
Bardzo was kocham, ale proszę nie wincie siebie za to, ani nie smućcie się...
To był mój wybór...
Dlaczego?
Stałam sie ofiarą okropnej choroby zwaną życiem...
Jest ona bezlitosna i bez skrupułów wyniszczyła mnie od środka.
Tak, więc żegnam was...
Żegnam cię tato, braciszku, Aniu i wszystkich innych, którzy mnie znali...
Nawet mojego byłego poinformować możecie...
Z nim również się żegnam...
Na zawsze wasza Paulinka...

Schowałam kartkę w kopertę i wyszłam na zewnątrz, poszłam na pocztę i oddałam ten list...Inaczej mogliby np: znaleźć to w moim pokoju i zdążyć mnie uratować...Właśnie...Mój anioł stróż niech się nie wtrąca! W kieszeni miałam jakieś cztery opakowania tabletek usypiających...Tyle chyba wystarczy. Kiedy byłam już głęboko w lesie usiadłam na mokrym podłożu opierając się o pień drzewa. Wyjęłam leki i połknęłam dużą ilość. Czułam się normalnie do czasu...
------------------------------------------------
Dziękuję wam za 288 wyświetleń i to w jeden dzień!!! Oto rozdział...Jak sie podoba? Starałam się by był smutny i dołujący. Udało mi sie?

poniedziałek, 2 listopada 2015

Uwielbiam was moje gumciaczki!!!

Tak jak jest w tytule UWIELBIAM WAS!! Muszę wam chociaż podziękować, bo komentarzy jest nawet sporo nie mówiąc już o wyświetleniach :D Do pisarza jeszcze dużo mi brakuje, mimo to czytacie moje opowiadanie, bardzo wam dziękuję! Na prawdę nie wiecie jak dużo dla mnie to znaczy i pamiętajcie nie bójcie się szczerze napisać co sądzicie o rozdziale, co wam się podoba, a co nie...Ja jestem człowiekiem, popełniam błędy, dzięki waszym opiniom, radom i krytyce poprawiam błędy i uczę się :) Wcale nie będę zła jeśli napiszecie, że ten blog to gówno, prosiłabym tylko, by uzasadnić swoją opinię, bym mogła polepszyć to co robię :D Po prostu chciałam wam przekazać, że nie bójcie się wyrazić własnej opinii zanim sama nie zaczęłam prowadzić bloga bałam się napisać o innych coś źle i wiem jak to jest, ale nie bójcie się, mi to nie sprawia przykrości, tylko jeszcze bardziej motywuje. Bardzo wam dziękuję, że jeszcze ze mną jesteście XD Bez was to opowiadanie by nie istniało...To prawda ja piszę to opowiadanie, ale wy piszecie w komach swoje teorie pomysły i wskazówki, bardzo często dzięki wam wpadam na jakiś fajny pomysł...
Mam takie pytanko...Chcielibyście konkurs?
Jeśli tak to jaki i jakie chcecie nagrody? Oczywiście takie możliwe do wykonanie, nwm np: pomóc komuś w blogowaniu, albo zrobić dla kogoś kolaż, fanart....Piszcie w komach!! Uwielbiam was jesteście świetni gumciaczki :D Co do rozdziału to być może pojawi się w ciągu dwóch dni :D

Rozdział 32 Jestem pewna...

Mówiłam Ani, żeby wróciła, żeby skończyła szkołę, a ona co!? Siedzi tu ze mną...Dzięki niej czuję się lepiej, ale tylko trochę...Obiecałam sobie, że wytrzymam, że będę walczyć, ale kogo ja oszukuję!? Obietnicę złamię prędzej czy później, rudowłosa powiedziała, że jutro musi wracać do domu, ale przyjedzie do mnie za kilka dni, wtedy mam okazję, by skończyć ze sobą tak by nikt nigdy tak na prawdę nie dowiedział się co się stało. Tym razem jestem tego pewna...Nie mam już szansy na szczęście...Jeszcze nie dawno powiedziałabym, że samobójcy nie wiedzą co tracą, że przesadzają, ale teraz wiem, że wcale tak nie jest...Wiem jak się czują, kiedy psychika rozwala im łeb i czekają już tylko na śmierć...Umrę...Tak będzie lepiej, mój tata nie będzie sie o mnie zamartwiał, mój braciszek nie będzie miał siostry, która nie umie zadbać nawet o własną dupę, Ania nie będzie sie smucić z mojego powodu, po prostu tak będzie lepiej.
- Paula o czym myślisz? - spytała mnie rudowłosa przyjaciółka siedząca obok mnie.
- O niczym. - odpowiedziałam cichutko. Wiedziałam o tym, że Ania wie, że kłamię, ale nie miałam zamiaru powiedzieć prawdy. Rudowłosa zaczęło mówić o jakiś nieistotnych rzeczach, więc znów pozwoliłam sobie odpłynąć. Jeśli ktoś zobaczył by moją głowę od środka załamałby się...Nikt nie potrafiłby opisać co tam widział, oprócz mnie...Mój umysł w środku to ciemne, zniszczone przez Cierpienie pomieszczenie...Była tam komoda, cała w pajęczynach, była stara...To tam chowane były moje wspomnienia, które nigdy nie wrócą...W koncie pomieszczenia siedziały dwie postacie...Jedna była nieokreślanego kształtu, to był Strach, a druga była przygnębiona, to był Smutek i Cierpienie... Gdzie uśmiechająca się Radość o jaskrawej, promieniejącej cerze? W pomieszczeniu były jeszcze dwie postacie, Gniew i Ból...W pokoju na ścianie wisiała również dźwignia, to ona decydowała o moim nastroju i wyglądzie tego pomieszczenia, teraz ustawiona była na najniższy poziom, czyli na ten najbardziej smutny, ponury i straszny, oznaczało to zagrożenie dla mojego życia i nie dało się tego w żaden sposób wyleczyć. Teraz pójdźmy do mojego Serca...Siedzi na nim brat Bólu, który zajmował sie tym samym...Wbijał igły w serce raniąc je coraz bardziej...Z oczu Serca leciały łzy. To właśnie działo się wewnątrz mnie...
- Halo!! - krzyknęła Ania machając mi ręką przed oczyma, czy aż tak bardzo się zamyśliłam, że aż nie kontaktowałam ze światem i byłam nieobecna? Patrzyłam się tylko w jeden punkt i szczerze muszę przyznać, że był tak interesujący, że nie mogłam przestać na niego patrzeć. Z moich oczu poleciały łzy...Kolejne łzy mojego biednego Serca. Gdy byłam młodsza zawsze planowałam sobie przyszłość tak: Znajdę faceta, będę miała dwójkę wspaniałych dzieci, czyli Anastazje i Sebastiana, odchowam je z miłością, każdego dnia budząc się, mój mąż będzie mnie witał, a później zostanę szczęśliwą babcią z cukierkami, widocznie to nie było moim przeznaczeniem. Widocznie moja droga skończy się dość szybko, nie zrobiłam jeszcze wielu rzeczy, które chciałam zrobić...Skoczyć ze spadochronu, wyjechać na wakacje za granicę...Ach...Teraz nie ma sensu robić tego wszystkiego skoro nie ma jego...Chciałabym by żył, nawet jeśli miał by mnie nie pamiętał...Przynajmniej miałabym pewność, że jemu nic nie jest, że jest szczęśliwy i nadal nagrywa zjebane filmy dla swoich klopsów, ciuraków...Ciekawe jak Karol i Asia sobie z tym radzą...Może by ich odwiedzić? Nie! To zły pomysł, tylko bym się do nich przywiązała i w końcu mój plan zabicia się na nic!!
------------------------------------------
Kolejny rozdział!! Piszcie na dole swoje teorie, być może któraś będzie dobra, ale chyba niektórzy już domyślili się jak to będzie z tym opowiadaniem :)

sobota, 31 października 2015

Rozdział 666 Halloween...

Ten rozdział nie jest związany z innymi. Jest to jakby One - Shot

(czytajcie w nocy)


Paulina:
Dzisiaj wszystko było idealne. Wstałam wyspana obudzona przez jesienne słońce. Leżąc na łóżku myślałam nad tym co mnie dzisiaj czeka...Jest Halloween! Poderwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Może trochę za wcześnie na straszny makijaż, ale nie mogłam doczekać się miny mojego chłopaka gdy mnie zobaczy. Na początek pomalowałam całą twarz na biało. Na dłoni też coś narysowałam. Może nie było to jakieś bardzo straszne, ale mi się podobało. 
Włosy podkręciłam lokówką i przerzuciłam na prawą stronę. Dodatkiem był wianek, który kupili mi Adam i Ania. Wyglądało super! Wyszłam z pokoju. Wzięłam z kuchni kanapkę z dżemem, którą naszykował mi tata i zanim ktokolwiek zdążył się zapytać co robię wyszłam z domu. Chciałam uniknąć zbędnych pytań, bo bardzo chciałam już być u mojego chłopaka. Cóż ludzie nie zwracali na mnie uwagi, widocznie skapnęli sie, że ja nie mogę się doczekać. Po drodze widziałam Roberta, na szczęście nie rozpoznał mnie menda jedna! Zapukałam do domu Adama, nie chciałam  być chamska. Otworzyła mi jego mama, która lekko się wystraszyła tego jak wyglądam. 
- Jest Adam? - spytałam od razu . Pokiwała głową mówiąc, że śpi w swoim pokoju. Idealnie! Tak szybko biegłam na górę, że nie obyło się bez potknięć. Na górze napotkałam jeszcze jego siostrę, która chyba przewidziała moje zamiary i pobiegła do pokoju, wróciła z kamerą i mrugnęła do mnie porozumiewawczo...Po cichu uchyliłam drzwi Adama, nie mógłby ich ktoś kiedyś naoliwić! Nachyliłam sie nad chłopakiem, uśmiechając się szeroko i robiąc wielkie oczy co wyglądało co najmniej straszne w tym makijażu. Jego siostra zaczęła łaskotać go w stopy. Otworzył oczy, od razu usiadł patrząc na mnie z przerażeniem i drąc się. Adam schował się pod kołdrą, ale kiedy usłyszał jak walamy się po podłodze ze śmiechu szybko wstał. 
- Nie można tak! - krzyknął udając obrażonego. Wzięłam kamerę i puściłam mu nagrany filmik. Sam zaczął się śmiać! 
- Jak ubierasz się na Halloween? - spytałam.
- Nigdy się nie przebierałem, zawsze spędzałem to święto w domu. - cóż w moim dawnym miejscu zamieszkania dosyć hucznie obchodziło się Halloween, ale tutaj raczej nie...Ale i tak go umaluję!! 
- Siadaj. - powiedziałam podsuwając mu krzesło. Usiadł posłusznie. W między czasie kazałam jego siostrze przynieść wszystkie kosmetyki. 
- A teraz się nie ruszaj. - powiedziałam sięgając po biały podkład. 
- Nie! Nie chcę się malować! - powiedział odsuwając się. 
- No weź! Psujesz zabawę! - krzyknęłam i po na prawdę dłuuuugich namawianiach się zgodził. Makijaż nawet go trochę odchudził...Gdy skończyłam wyjęłam z jego szafy bluzę i kazałam mu ją założyć. Zrobił to. Dałam mu również czapkę, mi bardzo sie podobało. 
Postanowiliśmy nagrać odcinek na jego kanał, wiecie taki Halloweenowy! było na prawdę śmiesznie, bardzo dobrze się bawiłam. 
"Baw się baw, bo już niedługo twój koniec" usłyszałam w myślach...Co do cholery!? Wystraszyłam się nie na żarty...
- Co jest kotek? - spytał Adam. Postanowiłam mu o tym nie mówić. 
- Nic, zamyśliłam się. To co idziemy na miasto? - spytałam. Fajnie byłoby pozbierać trochę cukierków...Nagrywanie filmiku zajęło nam dużo czasu i był już wieczór...
- Nie sądzę, ludzie niezbyt obchodzą to święto. - stwierdził, a ja zrezygnowana z powrotem klapnęłam na łóżko.
- Ale znam opuszczony dom, jak chcesz możemy tam przenocować. - zaproponował z uśmiechem. Zgodziłam się! W końcu to Halloween, w ten dzień pozwalam sobie na to, by się bać. Poszłam więc do domu, zmyłam makijaż bo by tylko przeszkadzał, wzięłam śpiwór, latarkę i jakieś cukierki. Zanim wszystko to spakowałam poszłam jeszcze związać włosy. Patrząc w lustro zaczęłam robić kucyka...Zaraz!! Przyjrzałam się lustrze i dostrzegłam, że za mną stoi postać nieokreślonego kształtu...Nie umiałam określić koloru ani wyglądu, ale była przerażająca. Z drżącym sercem, przyśpieszonym oddechem i nogami jak z waty odwróciłam się i wybiegłam z łazienki. 
- Ja pierdole co to było... - mówiłam prawie płacząc. Coś sie dzieje i to nie jest głupi żart!! Nagle moje całe ciało zaczęło mnie piec, upadłam na podłogę...Próbowałam wstać, ale nie mogłam....Jak bym była sparaliżowana. Mówiłam, krzyczałam, błagałam o pomoc, ale mój głos zanikał. Po chwili wstałam z podłogi, ale to nie byłam ja!! Ja nie miałam kontroli nad własnym ciałem!! Strach pożerał mnie od środka. 
- Ratujcie!! - krzyknęłam, ale mój głos znów zaniknął. Nagle usłyszałam szepty, to nie były szepty z tego świata,to wszystko odbywało się w mojej głowie...Boże proszę!! Byłam tylko obserwatorem, nie miałam kontroli nad tym co robię...Wiele razy próbowałam jakoś przejąć moje ciało, ale kończyło to się ogromnym bólem. Nie próbowałam tego więcej, obserwowałam co robię i z minuty na minutę strach coraz bardziej rósł....Wchodzę do łazienki, przeglądam się w lustrze...Wyglądam!!! To nie jestem ja!!! Cerę miałam tak jasną, że prawie białą, mimo to, że dawno zmyłam makijaż. Oczy były jak czarna otchłań, widziałam w nich jedynie nienawiść i zabawę, nic więcej...Powieki były zaczerwienione, a usta pokryte rubinem krwi, tak samo jak ręce, moje ręce!! Żyły ohydnie z nich wystawały, tak jakby któraś z nich miała się nie zmieścić i pęknąć...To na pewno jakiś chory, pojebany sen, który nic nie znaczy i jest tylko chorym pojebanym snem!!! Powiedzcie, że to prawda, że to sen i się obudzę!!!!! Moje ciało wyszło na zewnątrz, panowała już noc, nagle pod mój dom przyjechał samochód, wysiadła z niego Anka..Nie!!
- Ania nie podchodź proszę!! - krzyczałam najgłośniej jak tylko mogłam, ale zanim mój głos dosięgnął jej uszu zanikał...Nie mogłam się poruszyć, odwrócić wzroku od tego widowiska, czy nawet czegoś powiedzieć....Na moich oczach ona...Jej poszarpane ciało leżało na ulicy, całe w rubinowym kolorze krwi, poharatane przez nóż w moim ręku...Powieki miała uchylone, jednak nie mogła niczego zobaczyć, nie miała gałek ocznych, z ust krew leciała, którą sie dusiłam, przez chwilę jeszcze się ruszała, krzyczała, po chwili nie słyszałam żadnego dźwięku, nie widziałam żadnego ruchu, zero oznak życia...
- Nie! - krzyknęłam. Mój głos wrócił...Teraz było mnie słychać...Kiedy odzyskałam kontrolę nad swoim ciałem upadłam na ziemię...Poczołgałam się do jej ciała..Do jej zimnego, bladego martwego ciała....
- Boże nie! Ania nie ty, tylko nie ty! Nie umieraj! - krzyczałam zawodząco...Szlochałam i błagałam by ona żyła...To się nie może tak skończyć!! Nagle jakieś ptaki podleciały i dosłownie zaczęły ją jeść... Krzyk Ani...Ja nadal go słyszę...Jakby wołała o pomoc, niestety jest za późno, cała drżałam, a mój głos, który powinien układać się w słowa był tylko gaworzeniem, nie mogłam nic powiedzieć...Nie ma słów, które mogły by opisać co właśnie się ze mną dzieje. Ledwo wstałam z ziemi. Z moich oczu leciały łzy, otarłam je i zobaczyłam na ręce krew....Już nawet nie wiem czyja ona była! Moja czy może Ani! 
- Paulina? - to był znajomy głos...Głos Adama..
- Uciekaj!! - zdołałam tylko krzyknąć, nawet na niego nie spojrzałam, stałam do niego plecami, próbując jak najdalej od niego uciec, ale nie mogłam, przez moje ciało znów przeszedł jakby prąd. Znów straciłam panowanie. moje ciało biegnie za Adamem...Boże niech on biegnie szybciej!! Moja postać złapała go dopiero w lesie....Widziałam wszystko, jak krzyczy, jak mówi, że mnie kocha, jak się dusi, widziałam jak rozgląda się wokoło nie mogąc niczego zobaczyć przez stracenie oczu...Jego szarpanie na nic się zdało. Wkrótce zawisł w bezruchu...Z uchylonych powiek lała się krew tak samo jak z ust...Na prawdę ja to zrobiłam? Moje ciało znów było moje i znów na nim panowałam. Podbiegłam do Adama. Ten widok z bliska był jeszcze gorszy, on zmroził mi krew w żyłach. Nie byłam w stanie utrzymać się na nogach. Ten widok....Nagle jego ciało spadło, głowa również tylko oddzielnie, szorstka lina rozdzieliła te dwie części, przedzieliła na pół. Kiedy jego głowa spadła tuż obok mnie nie wytrzymałam psychicznie. Zaczęłam się śmiać próbując sobie wmówić, że tu tylko sen. Z szaleńczym śmiechem wyjęłam nóż i wbiłam go prosto w moje serce. Tak by mnie bolało, bym cierpiała. Wkrótce widziałam tylko ciemność, to już koniec po wszystkim...Moja dusza jednak cały czas uwięziona była w moim ciele, nie mogłam iść dalej niż na 10 metrów od mojego gnijącego ciała, najgorsze jest to, że ból wcale nie zniknął, a z każdą sekundą coraz bardziej się pogłębia, drugą rzeczą jest to, że obok mnie już zawsze będą leżeć moje ofiary, moja miłość, moja najlepsza przyjaciółka...Nie mam pojęcia skąd ciało Ani sie tu wzięło...Moje cierpienie będzie wieczne i nigdy się nie zakończy...Teraz każdy kto odnajdzie miejsce gdzie leży moje ciało ginie, staje się kolejną ofiarą mojej klątwy...Już dawno straciłam rachubę czasu, moja psychika już nie istnieje, jestem tylko obłąkaną duszą, która czeka na ratunek...Jednak nikt mi już nie pomoże, nikt nie umie, nikt nie wie...

Uważaj bo być może ty będziesz kolejną ofiarą ducha, który przejmie kontrolę nad twoim ciałem....


-----------------------------------------------------------------------------------
Musiałam napisać tą miniaturkę, bardzo wam dziękuję za dużą ilość wyświetleń i komentarzy, pamiętajcie, że ten rozdział nie jest związany z fabułą i następny będzie już kontynuacją normalnego opowiadania...Bardzo starałam się by było mrocznie, nie uzyskałam efektu, który chciałam, ale nie piszę zazwyczaj tak pojebanych rozdziałów, więc i tak jestem zadowolona, mam nadzieję, że tekst wywołał u was chociaż odrobinkę strachu... :D Następny rozdział, który tak jak mówiłam będzie już normalny pojawi się na pewno w czasie między poniedziałkiem, a piątkiem, więc bądźcie cierpliwi...

Uwaga ważne!! Dotyczy rozdziału!

Uwaga uwaga!! Ze względu na to, że jest Halloween dzisiaj około 23 00 dodam specjalny rozdział na tę okazję...Przygotujcie więc kocyk, soczek, popcorn czy co tam chcecie XD

czwartek, 29 października 2015

Rozdział 31 Tak

Psychika mi wysiada, schizofrenia zaczyna się coraz bardziej ujawniać, widzę Adama w snach, w lustrze za mną, a dzisiaj widziałam go w moim pokoju...Te czasy kiedy byliśmy przyjaciółmi nie były tak dawno, a mi sie zdaje jakby minęły z trzy lata...Kiedy tylko zostaliśmy parą wszystko zaczęło się pieprzyć, każdy chciał nas rozdzielić i w końcu stało się to! Czemu w kilka sekund twoje życie może się zniszczyć, a naprawia się je przez kilka lat? Patrzyłam w lustro...Mimo, że wyglądałam jak potwór to on pewnie i tak prawił by mi komplementy, a wczoraj kiedy zamówiłam pizzę pewnie powiedziałby, że jest za gruby i musi się odchudzać...Mimo woli na mej twarzy pojawił się uśmiech...jedyne z czego mogę się cieszyć to wspomnienia...Odwróciłam się plecami do lustra i wyszłam z łazienki. było ciemno, jedynie z mojego pokoju wychodziło jasne światło na korytarz...Jest już wrzesień...Może powinnam się wreszcie zapisać do jakiejś szkoły? Tylko po co skoro i tak bym nie zdała? Wzięłam kurtkę i wyszłam na dwór...Wiatr orzeźwił mnie, a chłodne powietrze jakby mówiło do mnie bym znów była sobą...
- To twoja wina. - usłyszałam głos jego. W moich oczach pojawiły się łzy, serce jakby rozdzielone na pół zaczęło krwawić. Zaczęłam obracać się wokół siebie, jednak nikogo nie było. Uspokoiłam swój oddech dopiero po paru minutach mówiąc, że to tylko mój umysł...Wróciłam do domu i weszłam do pokoju. Podeszłam do łóżka i wtedy zobaczyłam misia! Był identyczny jak jego!! Dotknęłam go by upewnić się czy na pewno jest prawdziwy...Przytuliłam go płacząc. Czułam ciepło....A co najważniejsze czułam obecność Adama. Nie zastanawiałam się skąd on tu się wziął...To nie było w tym momencie ważne. Żyję pomiędzy życiem a śmiercią, niewiele brakuje bym umarła, jednak bardzo dużo trzeba bym zaczęła żyć...Niewielu jest ludzi, którzy to zrozumieją, którzy wiedzą jak cierpię...Boję sie...Boję sie, że nie wytrzymam, że poddam się i zabiję, że zawiodę moich bliskich i zawiodę jego...Tak na prawdę każdego dnia podejmuję próbę zabicia się, zawsze w ostatniej chwili rezygnuję.  Chciałabym pokochać kogoś tak jak Adama, ale nie umiem! Nagle ktoś zapukał do moich drzwi...Wszędzie rozpoznałabym ten charakterystyczny dźwięk. Tylko ona puka sześć razy, a na koniec kopie lekko nogą...Tylko na chuj tu przylazła? Do środka wparowała ruda dziewczyna, jak zawsze piękna. usiadła obok mnie i przytuliła mnie mocno...To nie to samo...
- Możesz na mnie liczyć... - powiedziała mi do ucha...Niby Ania jest tu przy mnie, ale czuję, jakbym ja była w zupełnie innym miejscu.
- Paula powiedz coś proszę. - błagała już chyba 5 raz...Nie jestem taka miękka i ufna jak kiedyś...Ja się nie dam.
- Proszę cię! - powiedziała głośniej z łzami w oczach potrząsając mnie za ramiona. Ja tylko popatrzyłam na nią dając też znak by dała se spokój bo moja nowa strona jest uparta jak nie wiem co.
- Boże jak ja cię przepraszam...Wiedziałam, że zostawienie cię tutaj będzie złym pomysłem, a szkoła mogła przecież zaczekać! Ale nie! Ja stwierdziłam, że jesteś silna, że dasz radę, ale widzę że to cię przerosło...Jestem rzeczywiście dobrą przyjaciółką, która zostawia w potrzebie! Po prostu świetnie Anka co żeś narobiła!! - krzyczała na siebie. Nie słuchałam jej. Mój kolorowy, prawie idealny świat stracił kolory oraz swoją idealność...Została tylko szara rzeczywistość, w której panował chaos, ból, cierpienie, strach i smutek.
- Paulina! - krzyknęła moja przyjaciółka...Wyrwała mnie z rozmyśleń...Musiała długo wołać. Podniosłam do góry głowę by chociaż na nią spojrzeć.
- Idziemy na dwór? - spytała. Mówiła to z powagą i smutkiem...Nie widziałam już tego entuzjazmu co kiedyś, ale ona i tak zmieniła się o wiele mniej niż ja...Wstałam z łóżka i poszłam za Anią. Chodziłyśmy bez celu do końca nie wiedząc co ze sobą zrobić...
- Wiem, że straciłaś miłość, ale pamiętaj, że nigdy nie straciłaś przyjaciółki. Będę z tobą zawsze nawet jeśli nie powiesz ani słowa, nawet jeśli nie będziesz mnie chciała widzieć, będę zawsze przy tobie i nie ważne gdzie będę to i tak będę myśleć o tobie mając nadzieję, że może kiedyś powróci twoja dawna strona chociaż w jednym procencie...I nie myśl, że ja jestem spokojna i nie przejmuje sie jego śmiercią... On był moim przyjacielem i nadal jest tak samo jak jest twoją miłością, tylko o tym nie zapomnij. Ja też bardzo to przeżywam, każdego wieczoru gdy kładę się spać myślę o tym wszystkim co spędziliśmy razem...Twoja mama również umarła, ale dałaś radę, razem przez to przeszliśmy, teraz też przejdziemy to razem...Adam umarł, ale my nadal męczymy się na tym świecie i musimy trzymać się razem, bo kiedy jesteśmy razem nic nas nie złamie, jesteśmy silniejsi i mocniejsi, przepraszam, że zostawiłam cię w tak głupiej sytuacji nie będę sie nawet tłumaczyć, bo ich nie mam, a szkoła nie jest argumentem...Odezwiesz sie kiedyś do mnie? - miała rację...Czy kiedyś się do niej odezwę? Ech...
- Tak. - powiedziałam cicho, tylko na tyle było mnie stać...Mój głos nieużywany tak długo stał się taki trochę niewyraźny...Kiedy ona tylko to usłyszała przytuliła mnie mocno...Czas się podnieść z ziemi!! Czas wstać i walczyć w tym niesprawiedliwym świecie!
-----------------------------------------------------------
Zadowoleni :D ? Starałam się by rozdział był choć trochę dłuższy...Ogólnie ten rozdział mi się nawet podoba, ale myślę, że gdybym jeszcze poczekała parę dni napisałabym coś lepszego, ale wam czekać nie wolno XD Muszę sie przyzwyczajać do tego, by pogodzić szkołę z blogiem. W ogóle piszcie jak tam w szkole :D Ja w tamtym tygodniu miałam pierwszą jedynkę, a wy? Jakie oceny macie? Nauczyciele mili? Znienawidzony przedmiot? Ulubiony przedmiot? Wygadajcie sie trochę :D Chcę was lepiej poznać bo bardzo was cenię, w końcu towy czytacie te moje wypociny :D Wiele to dla mnie znaczy....Na prawdę!

wtorek, 27 października 2015

Youtuberowe ciekawostki :D

Dzisiaj muzycznie :) Wiecie o tym, że piosenka Multiego nie wiem jest w top 20 na Esce? No dobra to może wiedzieliście XD Ogólnie multi wybija się coraz bardziej. Ma piosenkę "nie wiem", piosenkę "stop", piosenkę "Sam", "Przeminie i jeszcze Fall in love, noi nie zapominajmy o piosenkach z disschallenge :D Ciekawa jestem, czy Multi nie zrezygnuje z nagrywania różnych gier, ale raczej nie XD

Przed chwilą Masterczułek dodał nową piosenkę o pizzy, wejdźcie na jego kanał se zobaczyć...Czy was też przeraża koniec tej piosenki?

Pewnie większość z was wie, że Czułek i Remek będą robić piosenkę no nie? Napiszcie w komach czy tez tak jak ja nie możecie się jej doczekać....

To było krótkie, ale mam jeszcze reklamę bloga o Masterczułku(coś dzisiaj dużo tego Czułka XD).
Opowiada on o dziewczynie, która ma niezwykłą moc, po tytule bloga i po jego adresie możecie się domyślić czym włada, nie mam pojęcia kiedy pojawia sie Czułek, ale na pewno będzie, więc pozostaje czekać. Zapraszam serdecznie i chociaż zerknijcie na prolog, może wam się spodoba! Tum tum tu rum!! oto blog : http://zatrzymamczas-opowiadanie.blogspot.com

niedziela, 25 października 2015

30 Zdziwieni?

Ciemność...To ostatnie co pamiętam...Ciemność, ból. Było mi zimno i się bałem. Co to ma znaczyć? Czy coś ważnego przegapiłem? Nagle ujrzałem światło...Jasne i piękne...Mój strach zniknął tak samo jak ból. Otworzyłem oczy...W pomieszczeniu panowała ciemność, jedynie przez okno wdzierał się blask księżyca...Zmrużyłem oczy koncentrując swój wzrok. Ujrzałem kabelki, do których byłem poprzyczepiany, na twarzy miałem maskę, czyżbym nie mógł samodzielnie oddychać? Z boku był kardiogram, który co chwile pikał, czyli żyję...Ale co się stało? Czemu tu jestem? Czułem się niezwykle zmęczony, a moje ciało odmawiało posłuszeństwa, jakby odzwyczaiło się od ruszania...Nagle do mojego pokoju wbiegły pielęgniarki...Zaczęły się drzeć o, że się obudziłem czy coś...Przez krzyki rozbolała mnie głowa. Zapaliły światło, które poraziło mnie. Musiałem na chwilę zamknąć oczy, bo zaczęły mnie szczypać. Wkrótce przyszedł też lekarz...Odłączyli mnie od maski, gdyż mogłem oddychać samodzielnie...Pielęgniarki wyszły i zostałem z lekarzem.
- Proszę pana czy wie pan jak pan się tu znalazł? - spytał mnie.
- Nie. - odpowiedziałem szczerze. Mój głos był słaby i lekko zachrypnięty. Nie pamiętam nic...Kim jestem? Gdzie jestem? Czemu tu jestem?
- Jak pan ma na imię? - zadał kolejne pytanie...Imię? A mam jakieś? Czuję pustkę w środku, nie pamiętam nic...To okropne uczucie...To tak jakbyś zapomniał co chciałeś powiedzieć koleżance.
- Nie wiem. - odpowiedziałem. Lekarz wyszedł z sali nie do końca zadowolony...Mam się martwić? Do mojego pokoju weszła jakaś kobieta. Miała łzy w oczach, kiedy mnie zobaczyła zaczęła się śmiać i płakać ze szczęścia i przytuliła mnie...
- Adaś wyzdrowiałeś! - krzyknęła do mnie....Adaś? Mam na imię Adaś? Ok pierwsza ważna informacja na mój temat, najgorsze jest to, że nie mogłem przypomnieć sobie o moim imieniu, czy ja na prawdę tak ma na imię? Czy mogę im ufać?! A co jeśli mówią kłamstwa na mój temat?
- Kim pani jest? - spytałem nieco zdezorientowany...
- Adam nie rób sobie żartów. - powiedziała z uśmiechem, ale ja poważnie mówię!!
- Kim pani jest? - powtórzyłem. Kobieta przyglądała mi się jakby chcąc wyszukać jakiś dowód na to, że kłamię. Nie znalazła go. Wybiegła z płaczem...Ja jej nie pamiętam...Przykro mi! Czemu ją zraniłem? Po chwili wróciła do mnie ta kobieta.
- Adaś, jestem twoją mamą...Masz najlepszego przyjaciela Łukasza i dziewczynę Paulinę, która kocha cię całym sercem. - mówiła załamanym głosem...Mam dziewczynę? Nie pamiętam jej, nie pamiętam uczucia, które nazywano miłością....
- Tak, mieszka niedaleko ciebie, jak będziemy wracać to pokaże ci jej dom, a gdy będziemy w domu zadzwonimy po Łukasza i może jeszcze po Karola, to twoi najlepsi przyjaciele, może coś ci się przypomni. - mówiła pełna zapału.
- Czym się zajmuję? - spytałem. Może miałem jakiś wypadek w pracy albo coś...
- Zajmujesz się youtubem...- odpowiedziała...Okey pamiętam, że youtube to społeczność, gdzie są filmiki, ale że ja niby nagrywam!? Kompletnie nic nie pamiętam!!
- Jutro Paulina ma cię odwiedzić. - czyli moja dziewczyna? Ale ja nie chcę jej ranić, nie mogę się z nią widzieć...Wiem!
- Mamo, ja nie mogę się z nią widzieć, możesz jej powiedzieć, że nie żyję? - czy dobrze postąpiłem? Ech.... Nie chcę jej ranić...Tak będzie lepiej...
Miesiąc później:
Dzień po tym jak wyszedłem ze szpitala, miałem straszne wyrzuty sumienia...Trzeba było powiedzieć jej prawdę! Można powiedzieć, że obserwowałem i chroniłem dziewczynę...Nie trzymała się dobrze, ale kiedyś zapomni...A ja nic nie pamiętam! Mam jedynie przebłyski, które jak na razie związane były tylko z moim przyjaciółmi, Karolem i Łukaszem...Poświęcają mi oni dużo czasu za co jestem wdzięczny...To wszystko jest takie pojebane...Muszę się pilnować bo ta cała paulina raz zobaczyła mnie w tłumie na szczęście szybko opuściłem to miejsce...
----------------------------------
Zdziwieni?! Powiedzcie czy tag czy nie XD Jeden anominek mówił o tym, że Adam żyje i przepowiedział przyszłość tak jakby... :D To dla tego anonimka dedykuję rozdział :) W ogóle proszę o anonimków, jeśli mogą to podpisujcie się jakąś jedną nazwą, wtedy będę wiedziała który jest którym :)

piątek, 23 października 2015

Rozdział 29 Sen...

Kolejny dzień...Nic sie nie zmieniło, nie poprawiło, a nawet się pogorszyło...Z każdym dniem tęsknię za nim bardziej...Dzisiaj kocham go bardziej niż wczoraj, a jutro będę go kochać bardziej niż dzisiaj...Popieprzona jest ta miłość! Czemu serce zawsze wybiera to co traci?!Szare chmury nie zwiastowały nic dobrego, ale jednocześnie nic gorszego...widziałam błysk na niebie...Piękny jasny błysk, który rozpalił mą nadzieję w sercu..Być może ta smuga światła to Adam...Być może on tam gdzieś sobie chodzi obserwując mnie, być może...Usłyszałam grzmot zaraz po tym błysku...Czyżby burza w jesień? Za każdym razem kiedy widziałam deszcz myślałam, że to Adam płacze, a kiedy wychodzi tęcza to on sie cieszy...Niestety jeszcze nie widziałam tęczy od śmierci jego...Z każdym dniem cierpię bardziej, z każdym dniem umieram i jedyne co przynosi mi ulgę to sen, kiedy nie jestem  świadoma tego co się dzieje, kiedy mój organizm odpoczywa, mózg daje sobie spokój, a serce na chwilę zapomina o nim...Lecz później się budzę...Jestem świadoma tego co się dzieje, co się stało, mój organizm się wyniszcza, mózg nie daje mi chwili spokoju, a serce rozrywane jest na milion kawałków jakby by było z papieru....Najgorsze jest jednak to, że ja wciąż gdzieś w środku mam nadzieję, że on żyje...Nadzieja jest niebezpieczna...Adam był moim lekarstwem na wszystko, a teraz?! Co zrobię bez lekarstwa...Niedawno byłam w czymś, byłam kimś, byłam w związku, byłam Adama, a teraz jestem pomiędzy i jestem nikim, już nikomu nie dam miłości, jestem niczyja...Jestem bezpańska, bo mój właściciel odszedł...Mój właściciel, który nie posiadał tylko mnie, posiadał całe moje serce, kiedy odszedł serca nie ma...Nie mam uczuć, oprócz bólu...Zatrzymuję się przed sklepem z lustrem. Oglądam siebie...Jestem bezbarwna...Nagle dostrzegam w lustrze jeszcze kogoś. Obok mnie stoi Adam, trzyma mnie za ramiona, mimo tego ja nie czuję jego dotyku. Zaczynam płakać, ogarnia mnie strach...Odwracam się...Nikogo nie ma...Jestem tylko ja...Łzy leciały coraz bardziej i było ich coraz więcej...Z biegiem wróciłam do domu. Siedziałam na łóżku, ręce miałam założone na kolanach, bujałam się w tył i w przód...Wiedziałam co to znaczy, że zobaczyłam jego...Wiem, że trudno będzie mi z tym żyć, że będę cierpieć, ale mam inne wyjście? Dostaję pierwsze objawy schizofrenii...Czy jestem na to gotowa? Czy sobie  z tym poradzę? Wtedy myślałam, że tak, ale nie wiedziałam na co sie szykuje...Dzisiaj postanowiłam nie wychodzić z domu, za bardzo się bałam, że znów go zobaczę...Na każdym kroku się pilnowałam i próbowałam być w towarzystwie kogoś, ale nie za bardzo mi to wychodziło. Ze strachem położyłam się spać...
Idę po wysokiej górze...Niebo ma piękny żółtawy kolor, a ziemia jest taka bardziej kolorowa, bardziej brązowa niż była...nie czułam bólu, ani smutku. Byłam szczęśliwa...Wiatr powiewał unosząc moje włosy tak jak i zwiewną, długą sukienkę. Szłam na boso, ale nie przeszkadzało mi to, ziemia zdawała sie być tak miękka jak poduszka...Stoję nad przepaścią i patrzę w dół. Nie wie czemu, ale coś każe spojrzeć mi w bok. Widzę biegnącego chłopaka, to on !! To Adam! Biegnie prosto w przepaść!! Krzyczę do niego, lecz on mnie nie słyszy, nagle skacze w przepaść. Szybko podbiegam i łapę go za rękę.
- Puść mnie. - powiedział.
                                      - Nigdy. - zaprzeczyłam i wciągnęłam go na górę.
Rozglądam się...jestem w swoim pokoju, na twarzy czuję mokre łzy, moje ciało drży, a ja nie wiem do końca co się stało...Boję się...Co ten sen oznacza? W ogóle czy coś oznacza? Tej nocy już nie zasnęłam, płakałam. Uciekałam przed samą osobą. Ja nie daję rady!! Wzięłam żyletkę, na rękach już nie ma miejsce, więc zaczęłam robić rany na nogach. W końcu przestałam gdyż już przestało robić to na mnie wrażenie. Zamknęłam oczy i wykrzywiłam twarz...Kolejna fala płaczu i bólu za 3...2...1...0
---------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że rozdział się podobał...Co miał oznaczać sen? Ja wiem, ale wam nie powiem!!! Zgadujcie w komach, może odgadniecie...Od razu mówię, że jeśli odgadniecie to poznacie sekret tego opowiadania, chyba,że sie nie domyślicie :) 

środa, 21 października 2015

Rozdział 28 Czy rany na moich rękach i płacz nie wystarczają?

Otworzyłam oczy, poraziło mnie jasne światło. Przymknęłam je lekko. Byłam w białym pomieszczeniu...Co ja tu robię? Ostatnie co pamiętam to....O nie! Nagle wszystkie wspomnienia wróciły  to ze zdwojoną siłą....W tej właśnie chwili wyssano ze mnie uczucia, oprócz smutku... Rozejrzałam się i spostrzegłam różową karteczkę leżącą na stoliku. Sięgnęłam po nią. Była zgięta na pół. Otworzyłam ją. Zobaczyłam czarny napis: Kocham cię. Ale od kogo, o co chodzi?! Nieważne. Pomyślałam i wstałam z łóżka. Wyszłam na korytarz.
- Niech panienka jeszcze leży, musisz wypocząć. - powiedziała starsza pielęgniarka. Spojrzałam na nią spode łba i poszłam dalej. Wyszłam ze szpitala. Była w samej koszuli szpitalnej i miałam bose stopy...A chuj! Wróciłam do domu zmarznięta...
- Wróciłaś ! - powiedział tata i mnie przytulił. Nie odwzajemniłam tego. Spytał się co się stało...On dobrze wie! Przebrałam się i znów wyszłam na zewnątrz. Życie nie ma sensu bez niego...Zaczął padać deszcz, oznaki jesieni...Usiadłam na mokrej ulicy i sobie tak siedziałam patrząc w dal. Ja tak nie mogę! Ja  straciłam świadomość tego co robię....Robiłam to tak mechanicznie, odruchowo, spontanicznie i nie obchodziły mnie konsekwencje...Nagle nadjechał samochód, nie zatrzymywał się, nie widział mnie...A chuj niech mnie przejedzie. Zamknęłam oczy.Nagle ktoś mnie popchnął co sprawiło, że samochód przejechał obok. Nie zobaczyłam mojego wybawcy, widocznie zwiał. Nie zastanawiałam się nad tym co robię po prostu to robiłam. Wróciłam do domu i co zrobiłam? Przefarbowałam sie na czerwono...Czy mi się to podobało? Nie wiem...
Miesiąc później:
Jeszcze żyję i to jakimś fartem, cały czas ktoś mnie ratuje, ale jeszcze nigdy go nie widziałam, raz widziałam tylko chłopaka w kapturze....Czy jest ze mną lepiej? Nie...Dlaczego? Już od miesiąca nie powiedziałam ani słowa...Nie chcę mówić...Zamknęłam się w sobie tak bardzo, że nawet Ania nie miała ze mną kontaktu....Byłam w mieście...Łaziłam praktycznie bez celu...Być może szukałam go....Być może miałam jeszcze nadzieję, że go spotkam...Ale to niemożliwe...Patrzyłam w wielki tłum...Nagle jakiś chłopak spojrzał w moją stronę, ale kiedy zobaczył mnie szybko odwrócił głowę...Zaraz! Czy to był ON! Zaczęłam przepychać się w tłumie, nie znalazłam go...Czemu moje cholerne serce ma nadzieję, skoro on nie żyje!! Nie ma go tu!!! Zapatrzona wyszłam na pasy, jechał rower prosto na mnie....Znowu ktoś mnie popchnął  i uratował! Kim on jest? Czemu sie nie ujawnia i czemu mnie ratuje?! Wróciłam do domu i poszłam spać mając nadzieję, że się nie obudzę. Ale tak jak zawsze obudziłam się. Wzięłam żyletkę i przejechałam po ręce, ale lekko nie chciałam umrzeć w ten sposób...Jedno rana za wszystkie chwile spędzone z nim, druga za jego uśmiech, trzecia za oczy, czwarta za miłość, piąta przez tych idiotów i tego skurwiela Roberta! Szósta za to, że poświęcił dla mnie życie, siódma dlatego bo nie zasługuję na niego....Znów z moich oczu poleciały łzy. Wyszłam na powietrze.
- Jak masz na imię? - spytał jakiś chłopak uśmiechając się do mnie...Nie mogłam na niego spojrzeć, nie mogłam, żaden nie był taki jak on...Nikt mu nie dorównywał! Nie odwzajemniłam uśmiechu tylko poszłam dalej bez słowa. Stwierdziłam, że nie będę mówić..Każde moje słowo, byłoby puste i złe, więc po co psuć nimi humor komuś? Ech....Nadal się zastanawiam kto ratuje mnie z tych wszystkich okoliczności...Ta osoba w pewnym sensie jest mym aniołem stróżem i bardzo jej dziekuję, ale skoro zawsze jest tam gdzie jest mój wypadek to musi mnie obserwować...Czy ta osoba nie widzi tego jak bardzo cierpię?! Czy rany na moich rękach i płacz nie wystarczają?
------------------------------------------------------
Wiem, że krótki, ale już nie wiedziałam co napisać :P