sobota, 31 października 2015

Rozdział 666 Halloween...

Ten rozdział nie jest związany z innymi. Jest to jakby One - Shot

(czytajcie w nocy)


Paulina:
Dzisiaj wszystko było idealne. Wstałam wyspana obudzona przez jesienne słońce. Leżąc na łóżku myślałam nad tym co mnie dzisiaj czeka...Jest Halloween! Poderwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Może trochę za wcześnie na straszny makijaż, ale nie mogłam doczekać się miny mojego chłopaka gdy mnie zobaczy. Na początek pomalowałam całą twarz na biało. Na dłoni też coś narysowałam. Może nie było to jakieś bardzo straszne, ale mi się podobało. 
Włosy podkręciłam lokówką i przerzuciłam na prawą stronę. Dodatkiem był wianek, który kupili mi Adam i Ania. Wyglądało super! Wyszłam z pokoju. Wzięłam z kuchni kanapkę z dżemem, którą naszykował mi tata i zanim ktokolwiek zdążył się zapytać co robię wyszłam z domu. Chciałam uniknąć zbędnych pytań, bo bardzo chciałam już być u mojego chłopaka. Cóż ludzie nie zwracali na mnie uwagi, widocznie skapnęli sie, że ja nie mogę się doczekać. Po drodze widziałam Roberta, na szczęście nie rozpoznał mnie menda jedna! Zapukałam do domu Adama, nie chciałam  być chamska. Otworzyła mi jego mama, która lekko się wystraszyła tego jak wyglądam. 
- Jest Adam? - spytałam od razu . Pokiwała głową mówiąc, że śpi w swoim pokoju. Idealnie! Tak szybko biegłam na górę, że nie obyło się bez potknięć. Na górze napotkałam jeszcze jego siostrę, która chyba przewidziała moje zamiary i pobiegła do pokoju, wróciła z kamerą i mrugnęła do mnie porozumiewawczo...Po cichu uchyliłam drzwi Adama, nie mógłby ich ktoś kiedyś naoliwić! Nachyliłam sie nad chłopakiem, uśmiechając się szeroko i robiąc wielkie oczy co wyglądało co najmniej straszne w tym makijażu. Jego siostra zaczęła łaskotać go w stopy. Otworzył oczy, od razu usiadł patrząc na mnie z przerażeniem i drąc się. Adam schował się pod kołdrą, ale kiedy usłyszał jak walamy się po podłodze ze śmiechu szybko wstał. 
- Nie można tak! - krzyknął udając obrażonego. Wzięłam kamerę i puściłam mu nagrany filmik. Sam zaczął się śmiać! 
- Jak ubierasz się na Halloween? - spytałam.
- Nigdy się nie przebierałem, zawsze spędzałem to święto w domu. - cóż w moim dawnym miejscu zamieszkania dosyć hucznie obchodziło się Halloween, ale tutaj raczej nie...Ale i tak go umaluję!! 
- Siadaj. - powiedziałam podsuwając mu krzesło. Usiadł posłusznie. W między czasie kazałam jego siostrze przynieść wszystkie kosmetyki. 
- A teraz się nie ruszaj. - powiedziałam sięgając po biały podkład. 
- Nie! Nie chcę się malować! - powiedział odsuwając się. 
- No weź! Psujesz zabawę! - krzyknęłam i po na prawdę dłuuuugich namawianiach się zgodził. Makijaż nawet go trochę odchudził...Gdy skończyłam wyjęłam z jego szafy bluzę i kazałam mu ją założyć. Zrobił to. Dałam mu również czapkę, mi bardzo sie podobało. 
Postanowiliśmy nagrać odcinek na jego kanał, wiecie taki Halloweenowy! było na prawdę śmiesznie, bardzo dobrze się bawiłam. 
"Baw się baw, bo już niedługo twój koniec" usłyszałam w myślach...Co do cholery!? Wystraszyłam się nie na żarty...
- Co jest kotek? - spytał Adam. Postanowiłam mu o tym nie mówić. 
- Nic, zamyśliłam się. To co idziemy na miasto? - spytałam. Fajnie byłoby pozbierać trochę cukierków...Nagrywanie filmiku zajęło nam dużo czasu i był już wieczór...
- Nie sądzę, ludzie niezbyt obchodzą to święto. - stwierdził, a ja zrezygnowana z powrotem klapnęłam na łóżko.
- Ale znam opuszczony dom, jak chcesz możemy tam przenocować. - zaproponował z uśmiechem. Zgodziłam się! W końcu to Halloween, w ten dzień pozwalam sobie na to, by się bać. Poszłam więc do domu, zmyłam makijaż bo by tylko przeszkadzał, wzięłam śpiwór, latarkę i jakieś cukierki. Zanim wszystko to spakowałam poszłam jeszcze związać włosy. Patrząc w lustro zaczęłam robić kucyka...Zaraz!! Przyjrzałam się lustrze i dostrzegłam, że za mną stoi postać nieokreślonego kształtu...Nie umiałam określić koloru ani wyglądu, ale była przerażająca. Z drżącym sercem, przyśpieszonym oddechem i nogami jak z waty odwróciłam się i wybiegłam z łazienki. 
- Ja pierdole co to było... - mówiłam prawie płacząc. Coś sie dzieje i to nie jest głupi żart!! Nagle moje całe ciało zaczęło mnie piec, upadłam na podłogę...Próbowałam wstać, ale nie mogłam....Jak bym była sparaliżowana. Mówiłam, krzyczałam, błagałam o pomoc, ale mój głos zanikał. Po chwili wstałam z podłogi, ale to nie byłam ja!! Ja nie miałam kontroli nad własnym ciałem!! Strach pożerał mnie od środka. 
- Ratujcie!! - krzyknęłam, ale mój głos znów zaniknął. Nagle usłyszałam szepty, to nie były szepty z tego świata,to wszystko odbywało się w mojej głowie...Boże proszę!! Byłam tylko obserwatorem, nie miałam kontroli nad tym co robię...Wiele razy próbowałam jakoś przejąć moje ciało, ale kończyło to się ogromnym bólem. Nie próbowałam tego więcej, obserwowałam co robię i z minuty na minutę strach coraz bardziej rósł....Wchodzę do łazienki, przeglądam się w lustrze...Wyglądam!!! To nie jestem ja!!! Cerę miałam tak jasną, że prawie białą, mimo to, że dawno zmyłam makijaż. Oczy były jak czarna otchłań, widziałam w nich jedynie nienawiść i zabawę, nic więcej...Powieki były zaczerwienione, a usta pokryte rubinem krwi, tak samo jak ręce, moje ręce!! Żyły ohydnie z nich wystawały, tak jakby któraś z nich miała się nie zmieścić i pęknąć...To na pewno jakiś chory, pojebany sen, który nic nie znaczy i jest tylko chorym pojebanym snem!!! Powiedzcie, że to prawda, że to sen i się obudzę!!!!! Moje ciało wyszło na zewnątrz, panowała już noc, nagle pod mój dom przyjechał samochód, wysiadła z niego Anka..Nie!!
- Ania nie podchodź proszę!! - krzyczałam najgłośniej jak tylko mogłam, ale zanim mój głos dosięgnął jej uszu zanikał...Nie mogłam się poruszyć, odwrócić wzroku od tego widowiska, czy nawet czegoś powiedzieć....Na moich oczach ona...Jej poszarpane ciało leżało na ulicy, całe w rubinowym kolorze krwi, poharatane przez nóż w moim ręku...Powieki miała uchylone, jednak nie mogła niczego zobaczyć, nie miała gałek ocznych, z ust krew leciała, którą sie dusiłam, przez chwilę jeszcze się ruszała, krzyczała, po chwili nie słyszałam żadnego dźwięku, nie widziałam żadnego ruchu, zero oznak życia...
- Nie! - krzyknęłam. Mój głos wrócił...Teraz było mnie słychać...Kiedy odzyskałam kontrolę nad swoim ciałem upadłam na ziemię...Poczołgałam się do jej ciała..Do jej zimnego, bladego martwego ciała....
- Boże nie! Ania nie ty, tylko nie ty! Nie umieraj! - krzyczałam zawodząco...Szlochałam i błagałam by ona żyła...To się nie może tak skończyć!! Nagle jakieś ptaki podleciały i dosłownie zaczęły ją jeść... Krzyk Ani...Ja nadal go słyszę...Jakby wołała o pomoc, niestety jest za późno, cała drżałam, a mój głos, który powinien układać się w słowa był tylko gaworzeniem, nie mogłam nic powiedzieć...Nie ma słów, które mogły by opisać co właśnie się ze mną dzieje. Ledwo wstałam z ziemi. Z moich oczu leciały łzy, otarłam je i zobaczyłam na ręce krew....Już nawet nie wiem czyja ona była! Moja czy może Ani! 
- Paulina? - to był znajomy głos...Głos Adama..
- Uciekaj!! - zdołałam tylko krzyknąć, nawet na niego nie spojrzałam, stałam do niego plecami, próbując jak najdalej od niego uciec, ale nie mogłam, przez moje ciało znów przeszedł jakby prąd. Znów straciłam panowanie. moje ciało biegnie za Adamem...Boże niech on biegnie szybciej!! Moja postać złapała go dopiero w lesie....Widziałam wszystko, jak krzyczy, jak mówi, że mnie kocha, jak się dusi, widziałam jak rozgląda się wokoło nie mogąc niczego zobaczyć przez stracenie oczu...Jego szarpanie na nic się zdało. Wkrótce zawisł w bezruchu...Z uchylonych powiek lała się krew tak samo jak z ust...Na prawdę ja to zrobiłam? Moje ciało znów było moje i znów na nim panowałam. Podbiegłam do Adama. Ten widok z bliska był jeszcze gorszy, on zmroził mi krew w żyłach. Nie byłam w stanie utrzymać się na nogach. Ten widok....Nagle jego ciało spadło, głowa również tylko oddzielnie, szorstka lina rozdzieliła te dwie części, przedzieliła na pół. Kiedy jego głowa spadła tuż obok mnie nie wytrzymałam psychicznie. Zaczęłam się śmiać próbując sobie wmówić, że tu tylko sen. Z szaleńczym śmiechem wyjęłam nóż i wbiłam go prosto w moje serce. Tak by mnie bolało, bym cierpiała. Wkrótce widziałam tylko ciemność, to już koniec po wszystkim...Moja dusza jednak cały czas uwięziona była w moim ciele, nie mogłam iść dalej niż na 10 metrów od mojego gnijącego ciała, najgorsze jest to, że ból wcale nie zniknął, a z każdą sekundą coraz bardziej się pogłębia, drugą rzeczą jest to, że obok mnie już zawsze będą leżeć moje ofiary, moja miłość, moja najlepsza przyjaciółka...Nie mam pojęcia skąd ciało Ani sie tu wzięło...Moje cierpienie będzie wieczne i nigdy się nie zakończy...Teraz każdy kto odnajdzie miejsce gdzie leży moje ciało ginie, staje się kolejną ofiarą mojej klątwy...Już dawno straciłam rachubę czasu, moja psychika już nie istnieje, jestem tylko obłąkaną duszą, która czeka na ratunek...Jednak nikt mi już nie pomoże, nikt nie umie, nikt nie wie...

Uważaj bo być może ty będziesz kolejną ofiarą ducha, który przejmie kontrolę nad twoim ciałem....


-----------------------------------------------------------------------------------
Musiałam napisać tą miniaturkę, bardzo wam dziękuję za dużą ilość wyświetleń i komentarzy, pamiętajcie, że ten rozdział nie jest związany z fabułą i następny będzie już kontynuacją normalnego opowiadania...Bardzo starałam się by było mrocznie, nie uzyskałam efektu, który chciałam, ale nie piszę zazwyczaj tak pojebanych rozdziałów, więc i tak jestem zadowolona, mam nadzieję, że tekst wywołał u was chociaż odrobinkę strachu... :D Następny rozdział, który tak jak mówiłam będzie już normalny pojawi się na pewno w czasie między poniedziałkiem, a piątkiem, więc bądźcie cierpliwi...

Uwaga ważne!! Dotyczy rozdziału!

Uwaga uwaga!! Ze względu na to, że jest Halloween dzisiaj około 23 00 dodam specjalny rozdział na tę okazję...Przygotujcie więc kocyk, soczek, popcorn czy co tam chcecie XD

czwartek, 29 października 2015

Rozdział 31 Tak

Psychika mi wysiada, schizofrenia zaczyna się coraz bardziej ujawniać, widzę Adama w snach, w lustrze za mną, a dzisiaj widziałam go w moim pokoju...Te czasy kiedy byliśmy przyjaciółmi nie były tak dawno, a mi sie zdaje jakby minęły z trzy lata...Kiedy tylko zostaliśmy parą wszystko zaczęło się pieprzyć, każdy chciał nas rozdzielić i w końcu stało się to! Czemu w kilka sekund twoje życie może się zniszczyć, a naprawia się je przez kilka lat? Patrzyłam w lustro...Mimo, że wyglądałam jak potwór to on pewnie i tak prawił by mi komplementy, a wczoraj kiedy zamówiłam pizzę pewnie powiedziałby, że jest za gruby i musi się odchudzać...Mimo woli na mej twarzy pojawił się uśmiech...jedyne z czego mogę się cieszyć to wspomnienia...Odwróciłam się plecami do lustra i wyszłam z łazienki. było ciemno, jedynie z mojego pokoju wychodziło jasne światło na korytarz...Jest już wrzesień...Może powinnam się wreszcie zapisać do jakiejś szkoły? Tylko po co skoro i tak bym nie zdała? Wzięłam kurtkę i wyszłam na dwór...Wiatr orzeźwił mnie, a chłodne powietrze jakby mówiło do mnie bym znów była sobą...
- To twoja wina. - usłyszałam głos jego. W moich oczach pojawiły się łzy, serce jakby rozdzielone na pół zaczęło krwawić. Zaczęłam obracać się wokół siebie, jednak nikogo nie było. Uspokoiłam swój oddech dopiero po paru minutach mówiąc, że to tylko mój umysł...Wróciłam do domu i weszłam do pokoju. Podeszłam do łóżka i wtedy zobaczyłam misia! Był identyczny jak jego!! Dotknęłam go by upewnić się czy na pewno jest prawdziwy...Przytuliłam go płacząc. Czułam ciepło....A co najważniejsze czułam obecność Adama. Nie zastanawiałam się skąd on tu się wziął...To nie było w tym momencie ważne. Żyję pomiędzy życiem a śmiercią, niewiele brakuje bym umarła, jednak bardzo dużo trzeba bym zaczęła żyć...Niewielu jest ludzi, którzy to zrozumieją, którzy wiedzą jak cierpię...Boję sie...Boję sie, że nie wytrzymam, że poddam się i zabiję, że zawiodę moich bliskich i zawiodę jego...Tak na prawdę każdego dnia podejmuję próbę zabicia się, zawsze w ostatniej chwili rezygnuję.  Chciałabym pokochać kogoś tak jak Adama, ale nie umiem! Nagle ktoś zapukał do moich drzwi...Wszędzie rozpoznałabym ten charakterystyczny dźwięk. Tylko ona puka sześć razy, a na koniec kopie lekko nogą...Tylko na chuj tu przylazła? Do środka wparowała ruda dziewczyna, jak zawsze piękna. usiadła obok mnie i przytuliła mnie mocno...To nie to samo...
- Możesz na mnie liczyć... - powiedziała mi do ucha...Niby Ania jest tu przy mnie, ale czuję, jakbym ja była w zupełnie innym miejscu.
- Paula powiedz coś proszę. - błagała już chyba 5 raz...Nie jestem taka miękka i ufna jak kiedyś...Ja się nie dam.
- Proszę cię! - powiedziała głośniej z łzami w oczach potrząsając mnie za ramiona. Ja tylko popatrzyłam na nią dając też znak by dała se spokój bo moja nowa strona jest uparta jak nie wiem co.
- Boże jak ja cię przepraszam...Wiedziałam, że zostawienie cię tutaj będzie złym pomysłem, a szkoła mogła przecież zaczekać! Ale nie! Ja stwierdziłam, że jesteś silna, że dasz radę, ale widzę że to cię przerosło...Jestem rzeczywiście dobrą przyjaciółką, która zostawia w potrzebie! Po prostu świetnie Anka co żeś narobiła!! - krzyczała na siebie. Nie słuchałam jej. Mój kolorowy, prawie idealny świat stracił kolory oraz swoją idealność...Została tylko szara rzeczywistość, w której panował chaos, ból, cierpienie, strach i smutek.
- Paulina! - krzyknęła moja przyjaciółka...Wyrwała mnie z rozmyśleń...Musiała długo wołać. Podniosłam do góry głowę by chociaż na nią spojrzeć.
- Idziemy na dwór? - spytała. Mówiła to z powagą i smutkiem...Nie widziałam już tego entuzjazmu co kiedyś, ale ona i tak zmieniła się o wiele mniej niż ja...Wstałam z łóżka i poszłam za Anią. Chodziłyśmy bez celu do końca nie wiedząc co ze sobą zrobić...
- Wiem, że straciłaś miłość, ale pamiętaj, że nigdy nie straciłaś przyjaciółki. Będę z tobą zawsze nawet jeśli nie powiesz ani słowa, nawet jeśli nie będziesz mnie chciała widzieć, będę zawsze przy tobie i nie ważne gdzie będę to i tak będę myśleć o tobie mając nadzieję, że może kiedyś powróci twoja dawna strona chociaż w jednym procencie...I nie myśl, że ja jestem spokojna i nie przejmuje sie jego śmiercią... On był moim przyjacielem i nadal jest tak samo jak jest twoją miłością, tylko o tym nie zapomnij. Ja też bardzo to przeżywam, każdego wieczoru gdy kładę się spać myślę o tym wszystkim co spędziliśmy razem...Twoja mama również umarła, ale dałaś radę, razem przez to przeszliśmy, teraz też przejdziemy to razem...Adam umarł, ale my nadal męczymy się na tym świecie i musimy trzymać się razem, bo kiedy jesteśmy razem nic nas nie złamie, jesteśmy silniejsi i mocniejsi, przepraszam, że zostawiłam cię w tak głupiej sytuacji nie będę sie nawet tłumaczyć, bo ich nie mam, a szkoła nie jest argumentem...Odezwiesz sie kiedyś do mnie? - miała rację...Czy kiedyś się do niej odezwę? Ech...
- Tak. - powiedziałam cicho, tylko na tyle było mnie stać...Mój głos nieużywany tak długo stał się taki trochę niewyraźny...Kiedy ona tylko to usłyszała przytuliła mnie mocno...Czas się podnieść z ziemi!! Czas wstać i walczyć w tym niesprawiedliwym świecie!
-----------------------------------------------------------
Zadowoleni :D ? Starałam się by rozdział był choć trochę dłuższy...Ogólnie ten rozdział mi się nawet podoba, ale myślę, że gdybym jeszcze poczekała parę dni napisałabym coś lepszego, ale wam czekać nie wolno XD Muszę sie przyzwyczajać do tego, by pogodzić szkołę z blogiem. W ogóle piszcie jak tam w szkole :D Ja w tamtym tygodniu miałam pierwszą jedynkę, a wy? Jakie oceny macie? Nauczyciele mili? Znienawidzony przedmiot? Ulubiony przedmiot? Wygadajcie sie trochę :D Chcę was lepiej poznać bo bardzo was cenię, w końcu towy czytacie te moje wypociny :D Wiele to dla mnie znaczy....Na prawdę!

wtorek, 27 października 2015

Youtuberowe ciekawostki :D

Dzisiaj muzycznie :) Wiecie o tym, że piosenka Multiego nie wiem jest w top 20 na Esce? No dobra to może wiedzieliście XD Ogólnie multi wybija się coraz bardziej. Ma piosenkę "nie wiem", piosenkę "stop", piosenkę "Sam", "Przeminie i jeszcze Fall in love, noi nie zapominajmy o piosenkach z disschallenge :D Ciekawa jestem, czy Multi nie zrezygnuje z nagrywania różnych gier, ale raczej nie XD

Przed chwilą Masterczułek dodał nową piosenkę o pizzy, wejdźcie na jego kanał se zobaczyć...Czy was też przeraża koniec tej piosenki?

Pewnie większość z was wie, że Czułek i Remek będą robić piosenkę no nie? Napiszcie w komach czy tez tak jak ja nie możecie się jej doczekać....

To było krótkie, ale mam jeszcze reklamę bloga o Masterczułku(coś dzisiaj dużo tego Czułka XD).
Opowiada on o dziewczynie, która ma niezwykłą moc, po tytule bloga i po jego adresie możecie się domyślić czym włada, nie mam pojęcia kiedy pojawia sie Czułek, ale na pewno będzie, więc pozostaje czekać. Zapraszam serdecznie i chociaż zerknijcie na prolog, może wam się spodoba! Tum tum tu rum!! oto blog : http://zatrzymamczas-opowiadanie.blogspot.com

niedziela, 25 października 2015

30 Zdziwieni?

Ciemność...To ostatnie co pamiętam...Ciemność, ból. Było mi zimno i się bałem. Co to ma znaczyć? Czy coś ważnego przegapiłem? Nagle ujrzałem światło...Jasne i piękne...Mój strach zniknął tak samo jak ból. Otworzyłem oczy...W pomieszczeniu panowała ciemność, jedynie przez okno wdzierał się blask księżyca...Zmrużyłem oczy koncentrując swój wzrok. Ujrzałem kabelki, do których byłem poprzyczepiany, na twarzy miałem maskę, czyżbym nie mógł samodzielnie oddychać? Z boku był kardiogram, który co chwile pikał, czyli żyję...Ale co się stało? Czemu tu jestem? Czułem się niezwykle zmęczony, a moje ciało odmawiało posłuszeństwa, jakby odzwyczaiło się od ruszania...Nagle do mojego pokoju wbiegły pielęgniarki...Zaczęły się drzeć o, że się obudziłem czy coś...Przez krzyki rozbolała mnie głowa. Zapaliły światło, które poraziło mnie. Musiałem na chwilę zamknąć oczy, bo zaczęły mnie szczypać. Wkrótce przyszedł też lekarz...Odłączyli mnie od maski, gdyż mogłem oddychać samodzielnie...Pielęgniarki wyszły i zostałem z lekarzem.
- Proszę pana czy wie pan jak pan się tu znalazł? - spytał mnie.
- Nie. - odpowiedziałem szczerze. Mój głos był słaby i lekko zachrypnięty. Nie pamiętam nic...Kim jestem? Gdzie jestem? Czemu tu jestem?
- Jak pan ma na imię? - zadał kolejne pytanie...Imię? A mam jakieś? Czuję pustkę w środku, nie pamiętam nic...To okropne uczucie...To tak jakbyś zapomniał co chciałeś powiedzieć koleżance.
- Nie wiem. - odpowiedziałem. Lekarz wyszedł z sali nie do końca zadowolony...Mam się martwić? Do mojego pokoju weszła jakaś kobieta. Miała łzy w oczach, kiedy mnie zobaczyła zaczęła się śmiać i płakać ze szczęścia i przytuliła mnie...
- Adaś wyzdrowiałeś! - krzyknęła do mnie....Adaś? Mam na imię Adaś? Ok pierwsza ważna informacja na mój temat, najgorsze jest to, że nie mogłem przypomnieć sobie o moim imieniu, czy ja na prawdę tak ma na imię? Czy mogę im ufać?! A co jeśli mówią kłamstwa na mój temat?
- Kim pani jest? - spytałem nieco zdezorientowany...
- Adam nie rób sobie żartów. - powiedziała z uśmiechem, ale ja poważnie mówię!!
- Kim pani jest? - powtórzyłem. Kobieta przyglądała mi się jakby chcąc wyszukać jakiś dowód na to, że kłamię. Nie znalazła go. Wybiegła z płaczem...Ja jej nie pamiętam...Przykro mi! Czemu ją zraniłem? Po chwili wróciła do mnie ta kobieta.
- Adaś, jestem twoją mamą...Masz najlepszego przyjaciela Łukasza i dziewczynę Paulinę, która kocha cię całym sercem. - mówiła załamanym głosem...Mam dziewczynę? Nie pamiętam jej, nie pamiętam uczucia, które nazywano miłością....
- Tak, mieszka niedaleko ciebie, jak będziemy wracać to pokaże ci jej dom, a gdy będziemy w domu zadzwonimy po Łukasza i może jeszcze po Karola, to twoi najlepsi przyjaciele, może coś ci się przypomni. - mówiła pełna zapału.
- Czym się zajmuję? - spytałem. Może miałem jakiś wypadek w pracy albo coś...
- Zajmujesz się youtubem...- odpowiedziała...Okey pamiętam, że youtube to społeczność, gdzie są filmiki, ale że ja niby nagrywam!? Kompletnie nic nie pamiętam!!
- Jutro Paulina ma cię odwiedzić. - czyli moja dziewczyna? Ale ja nie chcę jej ranić, nie mogę się z nią widzieć...Wiem!
- Mamo, ja nie mogę się z nią widzieć, możesz jej powiedzieć, że nie żyję? - czy dobrze postąpiłem? Ech.... Nie chcę jej ranić...Tak będzie lepiej...
Miesiąc później:
Dzień po tym jak wyszedłem ze szpitala, miałem straszne wyrzuty sumienia...Trzeba było powiedzieć jej prawdę! Można powiedzieć, że obserwowałem i chroniłem dziewczynę...Nie trzymała się dobrze, ale kiedyś zapomni...A ja nic nie pamiętam! Mam jedynie przebłyski, które jak na razie związane były tylko z moim przyjaciółmi, Karolem i Łukaszem...Poświęcają mi oni dużo czasu za co jestem wdzięczny...To wszystko jest takie pojebane...Muszę się pilnować bo ta cała paulina raz zobaczyła mnie w tłumie na szczęście szybko opuściłem to miejsce...
----------------------------------
Zdziwieni?! Powiedzcie czy tag czy nie XD Jeden anominek mówił o tym, że Adam żyje i przepowiedział przyszłość tak jakby... :D To dla tego anonimka dedykuję rozdział :) W ogóle proszę o anonimków, jeśli mogą to podpisujcie się jakąś jedną nazwą, wtedy będę wiedziała który jest którym :)

piątek, 23 października 2015

Rozdział 29 Sen...

Kolejny dzień...Nic sie nie zmieniło, nie poprawiło, a nawet się pogorszyło...Z każdym dniem tęsknię za nim bardziej...Dzisiaj kocham go bardziej niż wczoraj, a jutro będę go kochać bardziej niż dzisiaj...Popieprzona jest ta miłość! Czemu serce zawsze wybiera to co traci?!Szare chmury nie zwiastowały nic dobrego, ale jednocześnie nic gorszego...widziałam błysk na niebie...Piękny jasny błysk, który rozpalił mą nadzieję w sercu..Być może ta smuga światła to Adam...Być może on tam gdzieś sobie chodzi obserwując mnie, być może...Usłyszałam grzmot zaraz po tym błysku...Czyżby burza w jesień? Za każdym razem kiedy widziałam deszcz myślałam, że to Adam płacze, a kiedy wychodzi tęcza to on sie cieszy...Niestety jeszcze nie widziałam tęczy od śmierci jego...Z każdym dniem cierpię bardziej, z każdym dniem umieram i jedyne co przynosi mi ulgę to sen, kiedy nie jestem  świadoma tego co się dzieje, kiedy mój organizm odpoczywa, mózg daje sobie spokój, a serce na chwilę zapomina o nim...Lecz później się budzę...Jestem świadoma tego co się dzieje, co się stało, mój organizm się wyniszcza, mózg nie daje mi chwili spokoju, a serce rozrywane jest na milion kawałków jakby by było z papieru....Najgorsze jest jednak to, że ja wciąż gdzieś w środku mam nadzieję, że on żyje...Nadzieja jest niebezpieczna...Adam był moim lekarstwem na wszystko, a teraz?! Co zrobię bez lekarstwa...Niedawno byłam w czymś, byłam kimś, byłam w związku, byłam Adama, a teraz jestem pomiędzy i jestem nikim, już nikomu nie dam miłości, jestem niczyja...Jestem bezpańska, bo mój właściciel odszedł...Mój właściciel, który nie posiadał tylko mnie, posiadał całe moje serce, kiedy odszedł serca nie ma...Nie mam uczuć, oprócz bólu...Zatrzymuję się przed sklepem z lustrem. Oglądam siebie...Jestem bezbarwna...Nagle dostrzegam w lustrze jeszcze kogoś. Obok mnie stoi Adam, trzyma mnie za ramiona, mimo tego ja nie czuję jego dotyku. Zaczynam płakać, ogarnia mnie strach...Odwracam się...Nikogo nie ma...Jestem tylko ja...Łzy leciały coraz bardziej i było ich coraz więcej...Z biegiem wróciłam do domu. Siedziałam na łóżku, ręce miałam założone na kolanach, bujałam się w tył i w przód...Wiedziałam co to znaczy, że zobaczyłam jego...Wiem, że trudno będzie mi z tym żyć, że będę cierpieć, ale mam inne wyjście? Dostaję pierwsze objawy schizofrenii...Czy jestem na to gotowa? Czy sobie  z tym poradzę? Wtedy myślałam, że tak, ale nie wiedziałam na co sie szykuje...Dzisiaj postanowiłam nie wychodzić z domu, za bardzo się bałam, że znów go zobaczę...Na każdym kroku się pilnowałam i próbowałam być w towarzystwie kogoś, ale nie za bardzo mi to wychodziło. Ze strachem położyłam się spać...
Idę po wysokiej górze...Niebo ma piękny żółtawy kolor, a ziemia jest taka bardziej kolorowa, bardziej brązowa niż była...nie czułam bólu, ani smutku. Byłam szczęśliwa...Wiatr powiewał unosząc moje włosy tak jak i zwiewną, długą sukienkę. Szłam na boso, ale nie przeszkadzało mi to, ziemia zdawała sie być tak miękka jak poduszka...Stoję nad przepaścią i patrzę w dół. Nie wie czemu, ale coś każe spojrzeć mi w bok. Widzę biegnącego chłopaka, to on !! To Adam! Biegnie prosto w przepaść!! Krzyczę do niego, lecz on mnie nie słyszy, nagle skacze w przepaść. Szybko podbiegam i łapę go za rękę.
- Puść mnie. - powiedział.
                                      - Nigdy. - zaprzeczyłam i wciągnęłam go na górę.
Rozglądam się...jestem w swoim pokoju, na twarzy czuję mokre łzy, moje ciało drży, a ja nie wiem do końca co się stało...Boję się...Co ten sen oznacza? W ogóle czy coś oznacza? Tej nocy już nie zasnęłam, płakałam. Uciekałam przed samą osobą. Ja nie daję rady!! Wzięłam żyletkę, na rękach już nie ma miejsce, więc zaczęłam robić rany na nogach. W końcu przestałam gdyż już przestało robić to na mnie wrażenie. Zamknęłam oczy i wykrzywiłam twarz...Kolejna fala płaczu i bólu za 3...2...1...0
---------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że rozdział się podobał...Co miał oznaczać sen? Ja wiem, ale wam nie powiem!!! Zgadujcie w komach, może odgadniecie...Od razu mówię, że jeśli odgadniecie to poznacie sekret tego opowiadania, chyba,że sie nie domyślicie :) 

środa, 21 października 2015

Rozdział 28 Czy rany na moich rękach i płacz nie wystarczają?

Otworzyłam oczy, poraziło mnie jasne światło. Przymknęłam je lekko. Byłam w białym pomieszczeniu...Co ja tu robię? Ostatnie co pamiętam to....O nie! Nagle wszystkie wspomnienia wróciły  to ze zdwojoną siłą....W tej właśnie chwili wyssano ze mnie uczucia, oprócz smutku... Rozejrzałam się i spostrzegłam różową karteczkę leżącą na stoliku. Sięgnęłam po nią. Była zgięta na pół. Otworzyłam ją. Zobaczyłam czarny napis: Kocham cię. Ale od kogo, o co chodzi?! Nieważne. Pomyślałam i wstałam z łóżka. Wyszłam na korytarz.
- Niech panienka jeszcze leży, musisz wypocząć. - powiedziała starsza pielęgniarka. Spojrzałam na nią spode łba i poszłam dalej. Wyszłam ze szpitala. Była w samej koszuli szpitalnej i miałam bose stopy...A chuj! Wróciłam do domu zmarznięta...
- Wróciłaś ! - powiedział tata i mnie przytulił. Nie odwzajemniłam tego. Spytał się co się stało...On dobrze wie! Przebrałam się i znów wyszłam na zewnątrz. Życie nie ma sensu bez niego...Zaczął padać deszcz, oznaki jesieni...Usiadłam na mokrej ulicy i sobie tak siedziałam patrząc w dal. Ja tak nie mogę! Ja  straciłam świadomość tego co robię....Robiłam to tak mechanicznie, odruchowo, spontanicznie i nie obchodziły mnie konsekwencje...Nagle nadjechał samochód, nie zatrzymywał się, nie widział mnie...A chuj niech mnie przejedzie. Zamknęłam oczy.Nagle ktoś mnie popchnął co sprawiło, że samochód przejechał obok. Nie zobaczyłam mojego wybawcy, widocznie zwiał. Nie zastanawiałam się nad tym co robię po prostu to robiłam. Wróciłam do domu i co zrobiłam? Przefarbowałam sie na czerwono...Czy mi się to podobało? Nie wiem...
Miesiąc później:
Jeszcze żyję i to jakimś fartem, cały czas ktoś mnie ratuje, ale jeszcze nigdy go nie widziałam, raz widziałam tylko chłopaka w kapturze....Czy jest ze mną lepiej? Nie...Dlaczego? Już od miesiąca nie powiedziałam ani słowa...Nie chcę mówić...Zamknęłam się w sobie tak bardzo, że nawet Ania nie miała ze mną kontaktu....Byłam w mieście...Łaziłam praktycznie bez celu...Być może szukałam go....Być może miałam jeszcze nadzieję, że go spotkam...Ale to niemożliwe...Patrzyłam w wielki tłum...Nagle jakiś chłopak spojrzał w moją stronę, ale kiedy zobaczył mnie szybko odwrócił głowę...Zaraz! Czy to był ON! Zaczęłam przepychać się w tłumie, nie znalazłam go...Czemu moje cholerne serce ma nadzieję, skoro on nie żyje!! Nie ma go tu!!! Zapatrzona wyszłam na pasy, jechał rower prosto na mnie....Znowu ktoś mnie popchnął  i uratował! Kim on jest? Czemu sie nie ujawnia i czemu mnie ratuje?! Wróciłam do domu i poszłam spać mając nadzieję, że się nie obudzę. Ale tak jak zawsze obudziłam się. Wzięłam żyletkę i przejechałam po ręce, ale lekko nie chciałam umrzeć w ten sposób...Jedno rana za wszystkie chwile spędzone z nim, druga za jego uśmiech, trzecia za oczy, czwarta za miłość, piąta przez tych idiotów i tego skurwiela Roberta! Szósta za to, że poświęcił dla mnie życie, siódma dlatego bo nie zasługuję na niego....Znów z moich oczu poleciały łzy. Wyszłam na powietrze.
- Jak masz na imię? - spytał jakiś chłopak uśmiechając się do mnie...Nie mogłam na niego spojrzeć, nie mogłam, żaden nie był taki jak on...Nikt mu nie dorównywał! Nie odwzajemniłam uśmiechu tylko poszłam dalej bez słowa. Stwierdziłam, że nie będę mówić..Każde moje słowo, byłoby puste i złe, więc po co psuć nimi humor komuś? Ech....Nadal się zastanawiam kto ratuje mnie z tych wszystkich okoliczności...Ta osoba w pewnym sensie jest mym aniołem stróżem i bardzo jej dziekuję, ale skoro zawsze jest tam gdzie jest mój wypadek to musi mnie obserwować...Czy ta osoba nie widzi tego jak bardzo cierpię?! Czy rany na moich rękach i płacz nie wystarczają?
------------------------------------------------------
Wiem, że krótki, ale już nie wiedziałam co napisać :P


środa, 14 października 2015

Rozdział 27 Za późno...

Uwaga ten rozdział nie oznacza końca :D

Już jutro jadę do Adama...Boję się, jednocześnie będąc wesołą...Co się stanie kiedy go zobaczę? W sercu miałam nadzieję, że stanie się cud, ale umysł to tłumił...Jestem świadoma tego, że psychika mnie niszczy...Kasuje wszystkie dobre chwile i próbuje mnie złamać...Ale ja się nie dam! Póki Adam ma szansę na życie ja nie odpuszczę!! Zobaczyłam godzinę w telefonie...To dzisiaj...To dzisiaj jadę do niego...Była pierwsza w nocy a ja myślę o jego oczach, ustach, dotyku i ciepła...Chciałabym znów poczuć miły prąd przechodzący przez ciało kiedy Adam łapie mnie za rękę, ale kiedy to się stanie? A jeśli się już nie stanie? Jak ja nienawidzę bezradności!! Mimo wczesnej godziny ktoś wszedł do mojego tymczasowego pokoju. Był to psycholog.
- Śpisz? - spytała retorycznie...Nie odpowiedziałam.
- Nie pojedziemy do twojego chłopaka. -        poinformowała...Ja to!? Co z nim?! Czemu nie mogę tam jechać!? Spojrzałam na nią, a jej oczy zdradzały wszystko. Zabrakło mi oddechu. Zasłoniłam usta dłońmi i patrzyłam bezradnie szukając czegoś. Moje nogi nie mogły mnie utrzymać. Upadłam na twardą posadzkę szlochając i drąc się...W tej chwili się poddałam, mogłam umierać, nic już się nie liczyło...On odszedł. Kobieta zostawiła mnie samą, a ja?! Wiłam się po podłodze z bólu. Wszystko mnie bolało! Bolały mnie oczy, które już nigdy nie ujrzą Adama, bolało mnie ciało, które już nie dotknie jego ciała, bolały mnie usta, które nie poczują już tych ciepłych warg, bolała mnie głowa, która mówiła, że już nigdy go nie spotkam, a najbardziej bolało mnie serce, które roztrzaskało sie jak szkło...Gdybym wbiła sobie nóż w brzuch to nie bolałoby to tak bardzo jak teraz boli moje serce...
Czy to się stało na prawdę!? A może to kolejny chory sen!? Wzięłam poduszkę z mojego łóżka...To kiedyś była zwykła poduszka, a teraz nie jest już zwykła...To poduszka Adasia...Nie pytajcie skąd ją mam. Przytuliłam sie do niej jak najmocniej mogłam. Czułam jego zapach...Jego boski zapach, który powoli znika w powietrzu. Wiem, że nic nie trwa wiecznie, ale czy on musiał umrzeć teraz! Powiedzcie mi! Ten kto nie stracił ważnej osoby nie wie co to za ból, nie zrozumie go...Nigdy! Miałam ochotę wyskoczyć przez okno i pofrunąć w piękne miejsce, ale moje ciało było za ciężkie. Jestem wrakiem człowieka..Adam na mnie nigdy nie zasługiwał...Być może, gdybym tamtego dnia go nie poznała to wszystko byłoby lepsze...Ja bym nie cierpiała, mama by nie umarła i być może on też by żył i nagrywał te swoje zjebane filmy uszczęśliwiając swoich widzów, a teraz co?! Co ja im powiem kiedy Ciurak do mnie podejdzie i spyta czemu nie ma filmów?! Mam mu odpowiedzieć, że Adam nie żyje!? A co na to youtubowi rodzice Naruciaka?! Co Karolek i Joasia zrobią kiedy się dowiedzą!? A moja Ania?! Mam dość! Dość tych myśli!! Sięgnęłam po strzykawkę...Nie było w niej żadnego płynu, to nawet lepiej. Przejechałam igłą po nadgarstku, to był już kolejny raz kiedy to robię, ale tym razem jest to w stu procentach przemyślane...No dobra w 99 procentach...Patrzyłam na krew, która leciała z rany...Patrzyłam jak ją tracę...Jak mało potrzeba by umrzeć...Wyjęłam telefon, by mieć przed oczami jego. Włączyłam pierwszą lepszą fotkę z Adamem i patrzyłam na niego płacząc i uśmiechając się. Czułam jak opadam z sił, jak tracę czucie w ręce, którą pocięłam. 
- Kocham cię. - szepczę, tylko na tyle mnie stać. Nagle tracę czucie w innych partiach ciała. Boję się...Może zabijanie się nie było dobrym pomysłem?! Może mam szansę jeszcze na dalsze życie!? Nie!! Nie!! Proszę...Za późno...Zamknęłam oczy. Zapomniałam o wszystkim...W mojej głowie była tylko pustka i ogromny strach...
----------------------------------------------
Czy Adam na poważnie umarł?! No cóż tego dowiecie się w przyszłych rozdziałach...Tak właśnie chciałam zakończyć bloga, że oboje umierając, ale kontynuuję go, więc chyba już się domyślacie co będzie dalej :D

niedziela, 11 października 2015

Opowiadanie z Smavem czas zacząć.

Prolog opowiadania o Smavie już jest! Niestety nie zrobiłam go na blogerze, zrobiłam go na wattpad...Mam nadzieję, że nie będzie to jakoś bardzo wam przeszkadzać. Oto link:
https://www.wattpad.com/story/51692988-fanfiction-smav

sobota, 10 października 2015

Rozdział 26 Zrozumiałam coś

[▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬ஜ۩۞۩ஜ▬▬▬­­­▬▬▬▬▬▬▬▬­­­­­­­­­▬▬▬]

Przestałam nad sobą panować. Podeszłam do niego i walnęłam go pięścią w ryj...Zasłużył! Gdyby nie jakiś facet, który mnie przytrzymywał to Robert by chyba umarł na miejscu. W końcu opanowałam się. Spojrzałam na jego twarz...Była cała we krwi...Mimo woli uśmiechnęłam się. Nie miałam zamiaru wracać do domu...Usiadłam, więc na ławce. Poczułam niesamowitą pustkę w sercu, którą był Adam...Czemu to musi być takie trudne!? Pamiętam kiedy pierwszy raz go spotkałam...Zanurzyłam się w wodospadzie wspomnień, na razie tylko one mi pozostały...Czy wyjdę na prostą? Czy jeśli on zniknie poradzę sobie? Odpowiedź była prosta...Nie. Jeśli Adam zniknie ja razem z nim. Czas mijał, a ja nadal siedziałam niewzruszona...Oczy jakby zastygły, cały czas patrzyłam na jeden punkt, ciało odmówiło posłuszeństwa i nie poruszyłam nawet palcem. Uśmiech znikł całkowicie, a jedynymi odznakami życia były łzy lecące strumieniami i klatka piersiowa, która unosiła się nierówno...A więc tak będzie wyglądał mój koniec? Nie muszę żyć! Dla Adama! Pozytywne myśli i wspomnienia na chwilę przejęły nade mną kontrolę. Teraz dopiero odzyskałam świadomość. Dopiero teraz zauważyłam, że jest ciemno i zimno. Wstałam z ławki. Moje nogi były jak z waty...Moje odrętwiałe nogi ledwo dawały radę. Nadzieja trzymała mnie przy życiu, ale jednocześnie mogła mnie zabić...Szłam powoli do domu...Ten spacer był wykończający...W końcu poddałam się i upadłam bezwładnie na ziemię tracąc przytomność. Obudziłam się w białym miejscu...W szpitalu...Głowa mnie okropnie bolała. Byłam podłączona do kroplówki, a na blacie leżały jakieś strzykawki. Patrzyłam na to wszystko pustymi oczami tak na prawdę będąc myślami przy Adamie. Nagle wszedł lekarz. Patrzył na mnie...
- Chce pani wiedzieć co pani dolega? - spytał. Było mi to obojętne. Milczałam.
- Jest pani bardzo wycieńczona. Domyślam się również, że ma pani dużą depresję. Niedawno widziałem panią tutaj zrozpaczoną. Niedługo przyjdzie psycholog. - powiedział i wyszedł. Okey...Jeśli sądzą, że psycholog mi pomoże to się mylą.Po kilku minutach ktoś wszedł. Była to kobieta około 30 lat.
- Dzień Dobry Kochana. - przywitała się sympatycznie, jednak ja milczałam. Nie chciało mi się mówić. Uśmiechnięta krótkowłosa szatynka usiadła przy moim łóżku na stołku. Robiła dobre wrażenie.
- Od razu obiecuję, że nikomu nie powiem czego się dowiedziałam i pamiętaj, że ja chcę tylko pomóc. - powiedziała i znów się uśmiechnęła. Odwzajemniłam uśmiech, jednak był on pełen bólu i smutku. Zaczęłam opowiadać. O tym jak się przeprowadziłam, poznałam Adama i ogólnie prawie o wszystkim.
- Ja myślisz dlaczego czujesz się tak źle? - spytała mnie. Ona dobrze wiedziała dlaczego...
- Bo boję się, że już nigdy nie zobaczę Adama... - odpowiedziałam.
- Rozumiem. Mogę ci tylko powiedzieć, że Adam chciały byś była szczęśliwa...Mimo tego, że on leży w szpitalu w innym mieście to widzi cię i czeka aż sie uśmiechnie...Pamiętaj, że w tej sytuacji to nie Adam jest lekarstwem dla ciebie, ale ty dla niego. Obiecuję, że zrobię wszystko, byś do niego pojechała. - powiedziała, a ja się uśmiechnęłam. Miała rację! To ja teraz powinnam przy nim być i go wpierać, a nie użalać się nad sobą!
- Wiem, że może to głupie i dziecinne, ale popstrykaj sobie, zajmiesz czymś myśli. - powiedziała dając mi folię bąbelkową i zostawiając mnie samą. Zanim znów zaczęłam myśleć o smutnych rzeczach pstrykałam bąble w foli. Zajęło mnie to na długi czas i nie nudziło mi się to. Zrozumiałam, że muszę być silna i taka spróbuję być.
--------------------------------
Wiem, krótki...Mój nowy blog:  http://wiktoriaiondezydery.blogspot.com

Nowi bohaterowie, nowe opowiadanie, nowa historia...Następny blog o Masterczułku czas zacząć!

Jak wiecie od pewnego czasu przygotowuję się do rozpoczęcie nowego bloga, który czas zacząć! Jest już prolog! A oto link do niego:
http://wiktoriaiondezydery.blogspot.com
To tyle Miśki! Niedługo nastepny rozdział na tym blogu :) Została mi tylko końcówka do napisania XD

czwartek, 1 października 2015

Rozdział 25 Smutek (Przedłużenie Bloga)

W końcu zgodziłam się jechać do domu. I tak tylko o 12 00 są odwiedziny, więc nie ma co bezczynnie siedzieć w poczekalni. Komputer dosłownie mnie do siebie przyssał. Siedziałam całymi dniami tylko na nim patrząc w ekran...Najczęściej oglądałam filmiki Naruciaka...By móc zapomnieć o tym, że tak na prawdę on leży teraz w śpiączce...W mojej głowie zrodziły się okropne myśli...Zaczęłam myśleć inaczej i dla wszystkich byłam wredna...Byłam w środku pusta bez Adama...Jakby moje serce, moja dobroć, miłość i wrażliwość zostały przy nim, a we mnie została tylko złość, smutek i zemsta...Czemu to właśnie ja z tych milionów ludzi na świecie muszę mieć tak popieprzone życie!! Dobrze, że Ania jest przy mnie...Tylko ona umie przemówić mi do rozumu, tylko ona nie lituje się i nie współczuje, ale pomaga...Sama tęskni za Adamem...Spojrzałam za okno. Niebo się rozjaśniało. Spojrzałam na zegarek...Piąta rano! Pięknie bijesz rekordy Paulino...Moje policzki są teraz wiecznie mokre przez łzy...Czasami myślałam skąd one się tak właściwie biorą... Jak to możliwe, że dzięki smutku z oczy leje się wodospad? Nie tylko charakterem się zmieniłam, ale też  wyglądem...Prawie nic nie jem i strasznie schudłam co wcale nie wygląda dobrze, powieki cały czas zaczerwienione. Moja cera stała się strasznie blada, a oczy  jakby wyblakły. Włosy zawsze są potargane. Zakładam na siebie byle co i myję się co jakieś 3 dni....Tak wiem, że to obrzydliwe, ale nie mogę inaczej...Od tygodnia już chyba nie wychodziłam z domu nie licząc odwiedzin w szpitalu...Tak wiem tydzień szybko zleciał...Wyłączyłam komputer i położyłam się obok Anki, która spała...Szkoda, że ja nie mogłam...Byłam bardzo zmęczona, ale milion myśli nie dawało mi spać...Co jeśli ja będę sobie smacznie spać, a wtedy akurat Adamowi się pogorszy? Miłość tak wiele zmienia...Popatrzyłam na ścianę, którą oświetlały delikatnie promienie słońca...Nadchodzi kolejny dzień...Kilka godzin później znów miałam jechać w odwiedziny, ale kiedy byliśmy na miejscu dowiedziałam się, że przewieźli Adama do innego szpitala...Podobno jego stan się pogorszył...Moja reakcja na te słowa była natychmiastowa. Nie panowałam nad sobą. Szarpałam się i krzyczałam...Chciałam iść do Adama, nieważne jak daleko był szpital...Chciałam tam być i koniec... Kiedy przestałam się wyrywać płakałam....Czy moje oczy jeszcze kiedyś będą mogły go zobaczyć? Czy jeszcze kiedyś będę mogła poczuć jego dotyk? Jego usta? I wdychać jego zapach? I śmiać się razem z nim? I czy będę mogła przeżyć z nim jeszcze więcej chwil? Siedziałam z tyłu samochodu, padał deszcz, wracaliśmy do domu...Szyba zaparowała i narysowałam na niej postać chłopaka, jednak z czasem obrazek znikł...Czy tak samo zniknie Adam? I nasza miłość? I uśmiech? I szczęście? Wysiadłam z samochodu. Ania i tata szybko biegli do domu, jednak mnie nie obchodziło to, że pada...Stałam w miejscu. Nie mogłam się ruszyć, a moje oczy zastygły w smutku. Sama do końca nie wiem co robiłam...
- Paulo chodź szybko! - zawołał tata, jednak ja nie usłyszałam go, jakbym była za daleko...Nie rozumiałam co się dzieje wokół mnie...Moje myśli były tylko przy Adamie. Odwróciłam się w przeciwną stronę i zaczęłam iść nie czując zimna, deszczu, który moczył mi ubrania, ani nie słysząc krzyków moich bliskich. Nogi same mnie prowadziły. Doszłam do parku...Być może jest to najbrzydszy, najmniejszy i najcichszy park, jednak tak ważny dla mnie. I coś zobaczyłam..Smutek odszedł w zapomnienie, a na jego miejsce wstąpiły złość, nienawiść, chęć zemsty....
-----------------------------------------------
Doszłam do wniosku, że skoro lubicie ten blog to go przedłużę, pomysły na razie jeszcze są, jak się wyczerpią to wtedy zakończę bloga...Jeśli chodzi o te nowe opowiadania o Czułku i drugie o Smavie to nie bójcie się będą niebawem...być może już za jakiś tydzień...Wiecie chcę napisać przynajmniej 10 rozdziałów, by mieć na zapas...Na razie żegnam i do następnego!!