sobota, 10 października 2015

Rozdział 26 Zrozumiałam coś

[▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬ஜ۩۞۩ஜ▬▬▬­­­▬▬▬▬▬▬▬▬­­­­­­­­­▬▬▬]

Przestałam nad sobą panować. Podeszłam do niego i walnęłam go pięścią w ryj...Zasłużył! Gdyby nie jakiś facet, który mnie przytrzymywał to Robert by chyba umarł na miejscu. W końcu opanowałam się. Spojrzałam na jego twarz...Była cała we krwi...Mimo woli uśmiechnęłam się. Nie miałam zamiaru wracać do domu...Usiadłam, więc na ławce. Poczułam niesamowitą pustkę w sercu, którą był Adam...Czemu to musi być takie trudne!? Pamiętam kiedy pierwszy raz go spotkałam...Zanurzyłam się w wodospadzie wspomnień, na razie tylko one mi pozostały...Czy wyjdę na prostą? Czy jeśli on zniknie poradzę sobie? Odpowiedź była prosta...Nie. Jeśli Adam zniknie ja razem z nim. Czas mijał, a ja nadal siedziałam niewzruszona...Oczy jakby zastygły, cały czas patrzyłam na jeden punkt, ciało odmówiło posłuszeństwa i nie poruszyłam nawet palcem. Uśmiech znikł całkowicie, a jedynymi odznakami życia były łzy lecące strumieniami i klatka piersiowa, która unosiła się nierówno...A więc tak będzie wyglądał mój koniec? Nie muszę żyć! Dla Adama! Pozytywne myśli i wspomnienia na chwilę przejęły nade mną kontrolę. Teraz dopiero odzyskałam świadomość. Dopiero teraz zauważyłam, że jest ciemno i zimno. Wstałam z ławki. Moje nogi były jak z waty...Moje odrętwiałe nogi ledwo dawały radę. Nadzieja trzymała mnie przy życiu, ale jednocześnie mogła mnie zabić...Szłam powoli do domu...Ten spacer był wykończający...W końcu poddałam się i upadłam bezwładnie na ziemię tracąc przytomność. Obudziłam się w białym miejscu...W szpitalu...Głowa mnie okropnie bolała. Byłam podłączona do kroplówki, a na blacie leżały jakieś strzykawki. Patrzyłam na to wszystko pustymi oczami tak na prawdę będąc myślami przy Adamie. Nagle wszedł lekarz. Patrzył na mnie...
- Chce pani wiedzieć co pani dolega? - spytał. Było mi to obojętne. Milczałam.
- Jest pani bardzo wycieńczona. Domyślam się również, że ma pani dużą depresję. Niedawno widziałem panią tutaj zrozpaczoną. Niedługo przyjdzie psycholog. - powiedział i wyszedł. Okey...Jeśli sądzą, że psycholog mi pomoże to się mylą.Po kilku minutach ktoś wszedł. Była to kobieta około 30 lat.
- Dzień Dobry Kochana. - przywitała się sympatycznie, jednak ja milczałam. Nie chciało mi się mówić. Uśmiechnięta krótkowłosa szatynka usiadła przy moim łóżku na stołku. Robiła dobre wrażenie.
- Od razu obiecuję, że nikomu nie powiem czego się dowiedziałam i pamiętaj, że ja chcę tylko pomóc. - powiedziała i znów się uśmiechnęła. Odwzajemniłam uśmiech, jednak był on pełen bólu i smutku. Zaczęłam opowiadać. O tym jak się przeprowadziłam, poznałam Adama i ogólnie prawie o wszystkim.
- Ja myślisz dlaczego czujesz się tak źle? - spytała mnie. Ona dobrze wiedziała dlaczego...
- Bo boję się, że już nigdy nie zobaczę Adama... - odpowiedziałam.
- Rozumiem. Mogę ci tylko powiedzieć, że Adam chciały byś była szczęśliwa...Mimo tego, że on leży w szpitalu w innym mieście to widzi cię i czeka aż sie uśmiechnie...Pamiętaj, że w tej sytuacji to nie Adam jest lekarstwem dla ciebie, ale ty dla niego. Obiecuję, że zrobię wszystko, byś do niego pojechała. - powiedziała, a ja się uśmiechnęłam. Miała rację! To ja teraz powinnam przy nim być i go wpierać, a nie użalać się nad sobą!
- Wiem, że może to głupie i dziecinne, ale popstrykaj sobie, zajmiesz czymś myśli. - powiedziała dając mi folię bąbelkową i zostawiając mnie samą. Zanim znów zaczęłam myśleć o smutnych rzeczach pstrykałam bąble w foli. Zajęło mnie to na długi czas i nie nudziło mi się to. Zrozumiałam, że muszę być silna i taka spróbuję być.
--------------------------------
Wiem, krótki...Mój nowy blog:  http://wiktoriaiondezydery.blogspot.com

3 komentarze:

  1. Bardzo fajny rozdział i idę nadrobić resztę :D Jak ja mogłam przeoczyć aż 5 rozdziałów ? :P Teraz serio obiecuję się poprawić. Pisz dalej bo ja chcę więcej chociaż jeszcze dużo mi zostało do przeczytania ale i tak chcę więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Folia bąbelkowa? Xd jestem chora psychicznie ludzie tam płaczą a ja śmieję się z folii babelkowej

    OdpowiedzUsuń