czwartek, 31 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 9 Adam....

Rozdział zawiera scenę +18, więc proszę was o zamknięcie pokoju, by rodzice nie widzieli tego co czytacie, bo wam dadzą szlaban na mojego bloga i nie będzie za fajnie XD
Postanowiliśmy pojechać do Adama. Dzisiaj już miałam dość i nie miałam siły na rozmowę z moim tatą. Weszliśmy do mieszkania trzymając się za rękę. Było to bardzo małe mieszkanie, ale za to przytulne. Pierwsze to zrobiliśmy to walnęliśmy się na kanapę i włączyliśmy pierwszy lepszy film. Nie obchodził mnie od zbytnio. Patrzyłam w sufit i odpoczywałam. Spokój, cisza oraz bliskość Adama liczyły się teraz najbardziej. Wszystko było popsute, ale na szczęście udało nam się to naprawić. Wróciliśmy do siebie już doświadczeni.
- Nudzi mi sie. - powiedział chłopak jednocześnie przerywając harmonię...Ugh...Chyba muszę sie przyzwyczaić. W końcu to nie tylko romantyczny Adam, ale też pojebany Naruciak.
- Właśnie przerwałeś piękną harmonię i przez ciebie też mi się nudzi. - powiedziałam uśmiechając się. Przekręciłam się na brzuch i podparłam głowę na rękach. Adam leżał obok mnie patrząc mi w oczy, które po chwili zamknął przybliżając do mnie swoją twarz. Zrobiłam to samo i złączyłam nasze usta w pocałunku. Nasze języki tańczyły swój własny taniec. Całowaliśmy się coraz namiętniej, a ja by zmniejszyć nieco odległość pomiędzy nami położyłam się na chłopaku. Moje włosy tworzyły jakby zasłonę. Zachłanny pocałunek przerodził się w coś poważniejszego. Jego ręce zaczęły badać moje plecy pod bluzką, a usta wędrowały po mojej szyi. Zalała mnie fala ciepła i rozkoszy. Nagle mój chłopak zrzucił mnie z siebie i teraz to on górował nade mną. Uległam mu całkowicie. Nawet nie zauważyłam kiedy moja koszulka wylądowała obok łóżka. Poczułam na brzuchu jego pocałunki, po których zostawały mokre ślady. Wygięłam się w łuk z przyjemności. Wzdychałam ciężko wydając z siebie ciche jęki. Postanowiłam jednak nie być dłużna Adamowi. Podniosłam się lekko i pozbyłam jego koszulki. Dreszcze przebiegły moje ciało gdy zobaczyłam jego goły tors. Chłopak był na początku delikatny, ale z czasem zrobił się odważniejszy. Poczułam jak zassał mi skórę na brzuchu. Westchnęłam z rozkoszy. Po chwili Adaś wrócił do mojej twarzy i zaczął mnie zachłannie całować. Przez moje ciało przeszły pozytywne ciarki kiedy jego palce zawędrowały do zapięcia stanika. Nie męczył się długo z zdjęciem go. Teraz czułam się piękna gdy pożerał mnie wzrokiem. Znów zaczął całować moją szyję, ale co chwilę zjeżdżał niżej. W końcu dotarł do piersi. Myślałam, że zaraz się roztopię z nadmiaru słodyczy i przyjemności. Wydawałam coraz głośniejsze dźwięki. Oplotłam jego talię nogami, a rękoma targałam mu włosy. Nagle poczułam jego ręce na swojej talii tuż przy gumce spodni. Kolejna fala ciepła przeszła przez moje ciało. Chyba nie muszę mówić, że skończyło się na tym, że byliśmy bez ubrań. Po chwili Adam wyciągnął prezerwatywę i włożył na swojego członka. Następnie wrócił do mnie. Pocałował mnie namiętnie i delikatnie we mnie wszedł. Wygięłam się w łuk kiedy poczułam ból, ale z każdym następnym pchnięciem czułam już tylko przyjemność i rozkosz. Myślałam, że się rozpłynę. Miałam ochotę krzyczeć. Wbijałam w jego plecy paznokcie. Robił to coraz mocniej. W końcu oboje doszliśmy. Dyszałam ciężko gdy już skończyliśmy. Chłopak założył bokserki i walnął się obok mnie równie zmęczony jak ja.
- Zamieszkajmy razem. - powiedział, a ja się zaśmiałam. Wstałam z łóżka i założyłam bieliznę. Wróciłam do Adama i wtuliłam się w niego. Czułam się idealnie. Zasnęłam po paru sekundach.

- Paulina. - usłyszałam szept koło mojego ucha i poczułam ciepły oddech na mojej szyi. Otworzyłam oczy i odwróciłam w stronę mojego chłopaka. Uśmiechał się do mnie promiennie.
- Tak? - mruknęłam ziewając. Patrzyłam w jego cudne oczy niecierpliwiąc się. Co chce mi powiedzieć?
- Jestem głodny... - ugh...Nie tego się spodziewałam. Zaśmiałam się w duchu.
- No i? - spytałam zawiedzionym głosem. Adam i Naruciak to jednak jedna osoba i nic tego nie zmieni.
- No i zrób mi śniadanie. - wywróciłam oczami robiąc nieco wkurzoną minę.
- A spadaj na drzewo banany prostować! - powiedziałam ze śmiechem odwracając się do niego tyłem.
- Mój banan jest prosty... - Ugh....Zarumieniłam się, ale równocześnie wkurzyłam.
- Adam... - powiedziałam błagalnym głosem, a ten cham się zaczął ze mnie śmiać! Głupek...
----------------------
Ja nie umiem pisać takich rozdziałów, więc mi wybaczcie, a tak w ogóle mówiłam, że będzie w czwartek hahaha! Tak poza tym szczęśliwego Nowego Roku!!

niedziela, 27 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 8

Jadę z Adamem do domu. Czy możemy być wreszcie szczęśliwi? Żyć długo i szczęśliwie? Czy teraz wszystko będzie już dobrze? Straciłam go już jeden raz co jeśli stracę go znów? Co jeśli nasz związek nie ma przyszłości? Mam dość tego ciągłego strachu i obaw! Słyszę stukot, który jest wywoływany przez koła pociągu. Przysunęłam się do Adama. Jego ciepło, jego oczy, jego dotyk...Człowiek człowiekowi jest potrzebny do szczęścia, nie jakaś tam lalka, czy samochodzik, nie ciuchy, czy kino domowe, nic nie zastąpi człowieka. Kocham go, ale jestem zawiedziona sobą. Jestem zawiedziona tym, że musiałam go stracić, by dowiedzieć się jak bardzo go potrzebuję. Byłam egoistką i myślałam tylko o tym jak on bardzo mnie zranił, ale każdy popełnia błędy. Poczułam jego gorące usta na mojej szyi. Poczułam jak przez moje ciało przechodzi ciepły prąd. Poczułam jak serce roztapia się z lodu i pokrywa je warstwa słodkiego miodu. Poczułam jak świat znów się budzi, jak daje mi szczęście. Moja droga miała wiele drzwi, a ja wybrałam te czarne, brzydkie i smutne. Otworzyłam je i wypuściłam moje obawy, wątpliwości, strach i ból...Musiałam to naprawić. Musiałam zamknąć te drzwi choćby nie wiem co i udało mi się. Czuję się silna, ale kiedy jestem w jego ramionach mięknę, czuję się jakbym była głupim płatkiem śniegu, który lecąc z wiatrem szuka swojego promyka słońca, by chodź raz poczuć ciepło.
- Kocham cię. - powiedziałam z uśmiechem. On popatrzył na mnie. Zarumieniłam się kiedy jego oczy wierciły dziurę w moich. Ja jestem płatkiem śniegu, a on moim promykiem. Splótł nasze ręce, który idealnie do siebie pasowały. Opuszkami palców masował moją dłoń. Niby taki drobiazg, a dawał mi ukojenie.
- Teraz wszystko będzie dobrze. - powiedział i miał rację. Popatrzył na nasze ręce. W jego oczach dostrzegłam zdziwienie, strach? O co chodzi? Coś nie tak? Spojrzałam na nasze ręce, a raczej na swoją. Na nadgarstkach miałam jeszcze siny ślad po łapach tego oprawcy...
- Paulina powiedz mi co się stało? - mówił. Widziałam w jego oczach zawziętość. Jago zaciśnięta szczęka i ściągnięte brwi nie dały mi wyboru. Ta mina mówiła sama za siebie. Jeśli nie powiem teraz, będę musiała to zrobić kiedy indziej. Boję się, ale to mój chłopak, mój promyk światła i źródło szczęścia, moja czterolistna koniczyna, albo spadająca gwiazda.
- To się stało kiedy uciekłam... - zaczęłam. Łzy poleciały mi już z oczu. Zaczęłam się trząść. To okropne co on mi zrobił! Co jeśli Adam będzie się mnie brzydził?
- Spokojnie, jestem przy tobie. - mówił chłopak przytulając mnie. Może o tym nie wiedział, ale tym gestem dodał mi otuchy. Cieszyłam się, że nikogo nie było w przedziale.
- Uciekłam i wtedy ten facet... - nie mogłam wydusić z siebie tego słowa. Usta jak na złość zaczęły drżeć przez co moje wyrazy się łamały i trudno było je zrozumieć. Poczułam jak Adam mocniej mnie ściska. Z moich oczu nadal leciały łzy jak z jakiegoś wiadra. Wzięłam wdech i jakoś mi się udało...
- Zostałam...Zgwałcona... - rozpłakałam się jeszcze bardziej.
- No powiedz coś! - krzyknęłam kiedy jedynym dźwiękiem był jadący pociąg i świszczący wiatr za oknem. Jego milczenie było gorsze od krzyku i od złości w głosie.
- Boże Paulina...Kim on jest!? Zabiję skurwysyna!! - popatrzyłam na niego. Jego oczy aż błyszczały nienawiścią, a wargi zacisnął bardzo mocno, a brwi ściągnięte miał w dół. Obserwował mnie uważnie czekając na odpowiedź.
- Nie wiem, ale już jest dobrze! Nic mi nie jest! Jesteśmy razem! - mówiłam szybko dławiącym się głosem. Nadal płakałam. Sama nie wiem czy ze szczęścia czy z bólu, który wyrządził mi wtedy ten mężczyzna.
- Masz rację, nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić, Obiecuję. - jego słowa były tak delikatne i ciche, tak uspokajające, że miałam ochotę je nagrać i przewijać.
- A w ogóle to załatwiłem dla nas wyjazd do wesołego miasteczka. - powiedział po kilku bardzo długich chwilach. Cały Adam...Adam, którego tak mocno kocham.
- To super!! - powiedziałam uśmiechając się szczerze. Byłam tak zmęczona, że wtuliłam się w niego i zasnęłam.
-------------
WAŻNA NOTKA:
Kolejny rozdział jest XD Ja wiem, że dużo osób chce, żebym przedłużyła tego bloga hahah, ale cóż nie mam już za bardzo pomysłów...Ale nie martwcie się, jak będzie koniec to ja was poinformuje, na razie powiedziałam tylko, że powoli zbliżamy się do endu :D No cóż nowy blog o naruciaku ma już 4 rozdziały i jak na razie nasza główna bohaterka nawet nie zamieniła z Adamem słowa hahaha, ale taki był zamiar, Adam ma się stopniowo pojawiać, a nie tak hop siup XD Czemu o tym piszę? Ponieważ na początku jest tylko Czułek i trochę Kaika, a ja bardzo wiem, że chcecie Naruciaka i nie chcę żebyście się zniechęcili :D To tyle i wiem, mówiłam, że osoba, która odgadnie piosenkę zostanie wynagrodzona, tak więc niech ta osoba pomyśli nad tym co by chciała :D W ogóle zastanawiam się czy nie założyć konta na fb tylko dla was, każdy kto chce mógłby mnie zaprosić i ze mną pogadać i to bez wyjątku, po prostu każdy :D Ja o tych rozmowach nikomu nie będę mówić, ani nigdzie opublikowywać, więc sie nie martwcie, bo ja wiem jak niektórzy potrafią być nieśmiali, wiec jakbyście chcieli coś takiego to dajcie znać w komach. I jeszcze takie podziękowania dla was, bo w jeden dzień wbiliście mi 702 wyświetlenia!!! Nawet nie wiecie jakiego kopa w dupe mi to dało hahaha XD Dzięki wam chce mi się to pisać :D Do następnego!!

wtorek, 22 grudnia 2015

Post informacyjny odnośnie następnego bloga :D

A więc ta historia powolutku do końca zmierza...Ale będzie nowa!! I mam dwa pomysły, których za bardzo nie zdradzę, ale muszę się was o coś spytać, a więc które z tych dwóch pomysłów mam zrealizować? Oto dwa pomysły:

1.Główna bohaterka no i drugi główny bohater Naruciak (będzie również bardzo dużo Dezego i być może Kaiko)
2. Albo główna bohaterka i główny bohater SKKF (Będzie bardzo dużo Naruciaka)
Ciekawa jestem którą opcję wybierzecie bo przyznam szczerze, że z obu tych opowiadań jestem dumna (napisałam już z trzy rozdziały do każdego z tych opowiadań XD ) Wiem, że chaotycznie, ale nie wiem który wybrać, dlatego pytam was :D

czwartek, 17 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 7

Paulina:
Adam miał się za chwilkę pojawić, a po mojej głowie chodziło milion myśli. Co jeśli podjęłam zły wybór?! Co jeśli nie powinnam sie z nim spotykać? Nie mam pojęcia czy jestem gotowa na spotkanie z nim. Nadal nie mogę uwierzyć, że w ciągu kilku miesięcy stało się więcej niż przez całe moje życie. Na prawdę tego nie rozumiem. Boję się. Cała drżę. Ale czego mam się bać!? Czego ja się tak bardzo kurwa boję!? Czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. Nagle drzwi się otworzyły, a w nich we własnej osobie stał Adam. Wszystkie moje wątpliwości rozwiały się tak jakby ich w ogóle nie było. Oczy chłopaka wyrażały wszystko...Smutek, radość, tęsknotę, miłość, złość, nienawiść, ból...Z jego oczu poleciały łzy. Nawet nie zorientowałam się kiedy chłopak przylgnął do mnie. Przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. On tu jest, stoi i mnie przytula. Tak pragnęłam, że w końcu dostałam. Adam płakał w moje ramię. Oddałam uścisk. Brakowało mi tego. Jego zapach, jego głos, jego ciepło, a nawet sama obecność sprawiały, że miałam ochotę skakać ze szczęścia i żałować, że tak się obawiałam tego spotkania...Staliśmy tak przez co najmniej 10 minut. Już nigdy nie chciałam go puszczać. Chcę być tylko z nim na zawsze i przenigdy tego nie zmieniać. Chcę go mieć przy sobie i nigdzie nie puszczać. Chcę żeby mnie kochał tak jak kiedyś. Chcę...Chcę Adama. Miłości się nie szuka, miłość sama przychodzi, a ty możesz jej po prostu nie dostrzec. Teraz gwiazdy już nie muszę spadać, czterolistne koniczynki mogą zwiędnąć, konie zachować swoje podkowy, a porcelanowe słoniki opuścić trąby...Teraz te wszystkie rzeczy są niepotrzebne, to Adam jest źródłem mojego szczęścia i już zawsze nim będzie, szkoda, że dopiero kiedy go straciłam zdałam sobie z tego sprawę, ale każdy popełnia błędy i one tak na prawdę się nie liczę, liczy sie to czy umiesz za nie przeprosić. Żadne wzory matematyczne, ani żadna szkoła cię tego nie nauczy, oni tylko mówią jak powinniśmy się zachować, a tak na prawdę trzeba się samemu tego nauczyć i nie jest to wcale takie łatwe.
- Kocham cię. - usłyszałam. Z moich oczu leciały łzy. To piękne...Wreszcie z nim jestem...Wszystko się ułoży, będzie dobrze i różowo...Przez chwilę było niebezpiecznie... Upadłam to nie było śmieszne. Nadal wiem, że w upadku najgorsza jest świadomość przez co się upada, rozstania, powroty czasem bez chęci powrotu...Jak się jebie to wszystko  i gdzie jest wtedy zdrowy rozum ( kto odgadnie co to za piosenka)?
- Ja ciebie też. - wyszeptałam łamiącym się głosem. On nagle się ode mnie oderwał i popatrzył mi w oczy. Nie przeszkadzało mi jego spojrzenie, które pożerało mnie wzrokiem. Stanęłam na palcach i złączyłam nasze usta. On położył ręce na mojej szyi zmniejszając odległość między nami. Nie dzieliło już nas nic. Teraz były rzeczy, które nas łączyły i nigdy nas nie odłączą. Czy nie było zbyt pięknie?
Naruciak:
- Kocham cię. - wreszcie wszystko jest dobrze! Wreszcie mogę ją trzymać w swoich ramionach. Trzymać cały swój świat i już nigdy go nie zostawiać.
- Ja ciebie też. - ona nadal mnie kocha! Pocałowała mnie namiętnie po chwili. Czy może być tak już zawsze? Kocham ją ponad życie. Nie zrobiłbym jej krzywdy nigdy, chociaż trochę błędów wobec niej popełniłem...
--------------------------------------
Wiem, wiem, że krótko hahahaha...Tak jak widzieliście w rozdziale jest fragment z pewnej piosenki :D Ten kto pierwszy odgadnie tytuł piosenki dostanie coś. Nwm na przykład zareklamuje czyjegoś bloga jak ma, a jeżeli nie to mogę jakieś zdjęcie dla tej osoby przerobić, jeśli macie inne pomysły na to to piszcie w komach, w ogóle ten post będzie również postem szczerości, chodzi o to, że w komentarzach możecie zapytać mnie o to co chcecie, nie ma ograniczeń co do pytań. Każdy może zadać ile tylko chce...Wiecie chcę zmniejszyć tą odległość między nami. Nie lubię, jeśli ktoś uważa mnie za nie wiadomo kogo. Jestem zwykła tak jak wy :)

piątek, 11 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 6 Ona tam jest!

Tydzień później:
Paulina:
Nadal jestem u Marcina. Obiecał mi on że nikomu nie powie że tu jestem, za co bardzo jestem mu wdzięczna. Znów jestem żywym trupem. Codziennie tylko ryczę jak głupia. Nadal się boje nadal nie ufam...Siedziałam na kanapie patrząc w telewizję. Po chwili przyszedł Dubiel z talerzem w ręku.
- Hej mała jesteś głodna? - spytał mnie siadając nie zbyt blisko. Wiedział, że boję się jakiegokolwiek dotyku. Sięgnęłam po kanapkę nie odzywając się. 
- Dzisiaj ma przyjechać Naruciak. - powiedział na co się wzdrygnęłam. 
- Znasz go? - spytał się zauważając mój odruch.
- Tak. - powiedziałam  z trudem. Z oczu leciały mi łzy.
- Zrobił ci krzywdę? Skąd go znasz? Powiesz mi? - spytał.
- Nie zrobił mi krzywdy i nie chcę o tym mówić. - odpowiedziałam wstając z kanapy.
- Zaczekaj, nie musisz się bać, możesz mi powiedzieć. - nie...Ja nie byłam na to gotowa. Zamknęłam się w łazience i płacząc robiłam sobie kreski na ręku. 
- Proszę cię otwórz! - mówił, jednak ja go nie słuchałam Bałam się. Przypomniało mi sie jak złapał mnie ten mężczyzna. Mam dość...Mam dość uciekania! Koniec tego! Muszę się zmierzyć z własnym strachem i koniec! Muszę! Poza tym muszę się komuś wygadać. Wstałam z podłogi, otworzyłam drzwi i widząc Marcina przytuliłam go. To nie było to samo...Naruciak był sto razy cieplejszy.
- Już spokojnie. Nie płacz. - uspokajał mnie głaszcząc po włosach. 
- Adam...Chcę widzieć Adama. - wyszeptałam. Chcę go widzieć i koniec! Gówno mnie obchodzi to czy on mnie kocha czy nie!
- Dobrze, już do niego dzwonię. - powiedział i sięgnął po komórkę nadal mnie obejmując.
- Naruciak jest sprawa... - usłyszałam i nie wiem co działo się potem, bo zasłabłam. Być może przez to, że straciłam dużo krwi, bo się cięłam...
Adam:
Tydzień jej szukałem i nic!! Ale w końcu ją znajdę! Na pewno mi się uda, nie mogę się poddać. Ona gdzieś jest. Musi gdzieś być. Prawda? Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłonie. Gdzie mam jej jeszcze szukać!? Powiedzcie mi tylko gdzie...To jest jak szukanie igły w stoku siana. Ale znalezienie igły w sianie jest możliwa, więc odnalezienie Pauliny też jest. 
- Adam musisz przestać o niej myśleć! Nie masz dla nikogo czasu. Cały czas jej szukasz... - powiedział Kaiko siadając obok mnie. Ostatnio tylko z nim łażę. Karolek nie może przecież ciągle do mnie przyjeżdżać, a Poznański mieszka niedaleko...
- Nie mogę. - odpowiedziałem. To nie jest takie proste.
- Oj ty debilu w co ty sie wpakowałeś. - powiedział wychodząc z pokoju. I co ja mam zrobić kuźwa! Do cholery jasnej my musimy być razem! Nie ma innej opcji! Tylko kurwa gdzie ona jest!? Ja się chyba potnę mydłem...Mam dość...Chcę ją znaleźć i mieć przy sobie czy to tak dużo?! Czy ja na prawdę chcę dużo!? Kurwa powiedzcie mi!! Nagle zadzwonił telefon. Odebrałem go nawet nie patrząc kto dzwoni.
- Halo? - miałem zdenerwowany głos.
- Naruciak? Tu Dubiel... - powiedział znajomy głos. Marcin...Czego on chce? Przecież przyjeżdżam jutro, nie może wtedy mi przekazać czegoś co chce przekazać teraz?
- Stary nie mam czasu jutro do ciebie przyjadę to mi powiesz. - powiedziałem i miałem się rozłączyć, jednak postanowiłem wysłuchać tego co powie.
- Ta sprawa nie może czekać...Jeśli wiesz o co chodzi to Paulina czeka tutaj na ciebie i cię potrzebuje. - co!? Wypuściłem telefon z rąk. Nawet już po niego nie sięgałem. Niech se leży nic mu się nie stanie...
- To niemożliwe... - mówiłem do siebie. Tyle jej szukałem i nagle odnalazła się! Nie mogę w to uwierzyć. Z mojego oka popłynęła łza...Jedna samotna...Tak jak ja kiedyś, ale nie teraz. Ona tam jest i czeka na mnie. Potrzebuje mnie!!! Musze jechać...Natychmiast! Nie moge w to uwierzyć!! Moja ukochana ona tam jest! Wsiadłem do pociągu. Patrzyłem za szybę. Czy to nie cudownie że wreszcie ją zobaczę? Przytulę?
--------------------------
Czytać!! Bardzo dziękuję za miłe komy :D Pozdrawiam ludzi którzy spotakali mnie w komach na yt xd I jeszcze chciałam was bardzo przeprosić za to że ostatnio w weekend nie było nexta ale mam swoje powody... To ff powoli tak powolutku dobiega końca więc pytam sie czy chcielibyście jeszcze jakieś ff o naruciaku lub może o kimś innym... 

środa, 2 grudnia 2015

(część 2) Rozdział 5 Nie umiałam mu zaufać.

Nie mogę już iść...Brakuje mi tchu, a nogi strasznie bolą. Boję się. Nie mogę stracić przytomności. Nie mogę! Co jeśli teraz zasnę i już się nie obudzę!? Łzy ciekły mi ciurkiem po policzku. Strach towarzyszy mi cały czas. Próbuję krzyczeć, ale mam zdarte gardło. Chcę uciec, ale wiem, że jestem za słaba i nie dam rady. Nie czuję już ramion, które ciągle przytrzymywane są przez sprawcę. On może zrobić wszystko, może mnie nawet zabić, a najgorsze jest to, że ja mam tego świadomość i się boję. Weszliśmy w bardziej zaludnioną część miasta. Facet pewnie pomyślał, że jestem tak słaba, że nie stanowię żadnego zagrożenia i szczerze to ja też tak myślałam, ale musiałam zaryzykować. Być może mnie zabije, pobije...Nie chcę wiedzieć co jeszcze może mi zrobić...
- Pomocy!!! - moje zdarte gardło zaczęło strasznie szczypać, ale udało się...Jest szansa, że ktoś mnie usłyszy, ale jeśli nie? Jeśli mnie nikt nie usłyszy!?
- Zamknij się szmato! - powiedział ostro. Nagle mężczyzna mnie puścił. Nie mogąc złapać równowagi upadłam. Chciałam wstać, ale nie mogłam. Zobaczyłam jak koło mnie leży gwałciciel.
- Już dobrze...Jesteś bezpieczna. - powiedział ktoś o męskim, łagodnym głosie. Zadrżałam. Co jeśli on też chce mi coś zrobić!? Zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. - powiedział szeptem. Nadal się bałam. On mnie skrzywdzi...On mi coś zrobi... Nagle chłopak wziął mnie na ręce.
- Puść mnie! Zostaw! - krzyczałam. Jego dotyk sprawiał, że przypominało mi się to co stało się przed chwilą.
- Ciiii. Wszystko jest już dobrze. Nikt cię nie skrzywdzi rozumiesz? - jego głos nadal był bardzo spokojny, ale ja nie. Szarpałam się i wyrywałam, ale to nic nie dało. Byłam zbyt zmęczona i słaba. Wykończona tym wszystkim zasnęłam. Co jeśli się już nie obudzę? Obudził mnie zapach naleśników. Otworzyłam oczy. Leżałam w obcym mi łóżku. Byłam przykryta kołdrą. Nagle wszedł do mnie chłopak. Wyglądał znajomo...
- Wyjdź!! Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam. Czułam znów ten sam strach i ból.
- Słuchaj. Ja ci nic nie zrobię...Wychodzę z domu na godzinę, zamknę dom i nikt tutaj nie wejdzie. Okey? A i w kuchni są naleśniki, dom nie jest za duży, więc raczej trafisz. - nadal się bałam, ale już mniej. Chłopak wyszedł. Nie byłam pewna czy wychodzić z łóżka, ale w końcu to zrobiłam. Rozejrzałam się nieco po domu. Był mały, ale bardzo przytulny. Było sporo fajnych nowoczesnych dodatków. Trafiłam do kuchni i zaczęłam jeść naleśniki. Były wyśmienite. Gdy zjadłam zaczęłam chodzić po domu z ciekawością oglądając różne zdjęcia stojące na półkach. Zauważyłam zdjęcie z Naruciakiem...Oni się znają? Wysiliłam swój umysł i przypomniałam sobie, że ten chłopak, który mnie uratował to Marcin Dubiel...O boże...Muszę mu powiedzieć, żeby nie mówił Adamowi o mnie i to jak najszybciej. Od razu jak wróci! W końcu usiadłam na kanapie. Znów zaczęłam się bać. Co z tego, że to yourtuber? Ja go nie znam...Jestem zamknięta w jego domu, on tu przyjdzie i będziemy sami! Nagle drzwi otworzyły się. Z oczu zaczęły mi lecieć łzy. Marcin wszedł do salonu i od razu zobaczył mnie. Podszedł do mnie i chciał mnie dotknąć.
- Nie dotykaj! Zostaw mnie! - nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem.
- Spokojnie. Nic ci nie zrobię. - mówił przekonująco, ale ja nie umiałam mu zaufać...
---------------------------------
Krótki, ale ważny rozdział...Macie mi dziękować!! Wrzuciłam to w tygodniu i w dodatku przez was mam mało czasu na naukę, a jutro piszę poprawę z biologi i prawdopodobnie będę odpowiadać ustnie na histori XD Jeśli będę mieć jedynki to przez was hahahaha.