wtorek, 16 lutego 2016

(część 2) Rozdział 11 Epilog (nie smutać mi!!)

Paulina z Adamem dojechali szczęśliwie do Elbląga gdzie wszyscy powitali ich łzami i wesołymi krzykami. Nie obyło się również bez przytulasów. Rok później w miejscowym kościele słychać było weselne dzwony. Wszystko co dobre nie zawsze się kończy. Parę miesięcy po ślubie kiedy to młoda para zamieszkała razem Paulina poczuła się źle. Adama nie było...Pojechał szukać pracy. Dziewczyna pełna obaw pojechała do szpitala. Bała się, a jej żołądek fikał koziołki i jeszcze ten okropny ból brzucha. Kiedy usłyszała diagnozę z jej oczu poleciały łzy. Płakała nie mogąc złapać oddechu. Zadzwoniła do Adama trzęsącymi się rękoma by jak najszybciej do niej przyjechał. Nie mogła się uspokoić i miała ochotę krzyczeć. Kiedy tylko Naruciak przekroczył próg budynku dziewczyna wpadła w jego objęcia. Nadal płakała ściskając jego białą koszulę. Adam tak bardzo chciał się zapytać co się stało, ale nie musiał. Po chwili dziewczyna sama powiedziała. Teraz już oboje płakali. Płakali ze szczęścia. Żadne z nich nie mogło uwierzyć, że będą rodzicami. Nawet płaczące chmury tego dnia zdawały się być im piękne. Wszystko miało się diametralnie zmienić. Z każdym dniem coraz więcej się śmieli. Ciąża jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyła.
                                                                                  ***
- A może Michałek i Ada? Tak bardzo podobają mi się te imiona. - proponowała pewnego wieczoru leżąc w sypialni z Adamem. Niedawno okazało się, że to będą chłopiec i dziewczynka...Bliźniaki. Paulina i Adam już nawet nie mieli gdzie upychać ubranek dla dzidziusiów. Kiedy tylko wszyscy dowiedzieli się o ciąży dziewczyny nie mogli się powstrzymać od kupowania śpioszków. Paulina jednak coś ukrywała. Nosiła ogromny ciężar na barkach, który nie dawał jej spokoju. Wiedziała, że kiedy jej małe pociechy się urodzą ona nie będzie mogła ich zobaczyć. Istnieje szansa, że matka również przeżyje, ale jakże mała. Nikomu nie szepnęła słówka o tym, że jej ciąża ma komplikacje. Adam wydawał się tak szczęśliwy...Paulina nie mogła tego zrujnować.
- Piękne imiona, kochanie. - przyznał jej mąż całując ją w policzek. Adam...Nadal zachowywał się jak on, jak siedemnastolatek, ale jednocześnie trochę wydoroślał. Kto by pomyślał, że pojawi mu się nawet delikatny zarost na szczęce. Dziewczynie nie dawało coś spokoju. Słowa jednak nie chciały się wydostać. Nie chciała się o to pytać, ale musiała. Musiała mieć pewność, że kiedy jej nie będzie jej dzieci będą bezpieczne i kochane.
- Adam...Obiecujesz, że nasze dzieci będą miały kochaną rodzinę i będą bezpieczne? - spytała. Adam lekko zaskoczony złączył ich dłonie. Patrzyli na swoje splecione palce przez kilka chwil.
- Obiecuję. - powiedział zastanawiając się nad tym dziwnym pytaniem swojej żony. Jeśli coś było nie tak on chciałby wiedzieć o tym pierwszy. Ona jednak tylko pokiwała głową i usnęła.
Kilka miesięcy później:
Nastał dzień narodzin i śmierci. Czy Paulina się bała? Nie. Cieszyła się, że może dać komuś życie, jednak bardzo się martwiła...Martwiła o Adama. Bała się mu powiedzieć. Kiedy jednak pod koniec już porodu jej oczy powoli wygasały powiedziała. Wyznała całą prawdę z bólem. Adam nic nie mówił. Milczał, a ciszę mącił tylko płacz dzieci. Ścisnęła mocno jego dłoń.
- Kocham cię. - odpowiedziała niemal z uśmiechem. Z jego oczu spłynęły łzy. Ciężkie, gorzkie, przykre. Wysilił się jednak na uśmiech. Chciał żeby tak go zapamiętała. Nie umiał się z tym pogodzić. Pamiętał jak razem planowali wycieczkę po Warszawie, a potem nad morze. Chcieli albowiem, aby ich dzieci dużo widziały i dużo się uczyły o świecie. Teraz te wycieczki nie miały dla niego sensu.
- Kochaj je tak jak mnie. - powiedziała. Głos jej był drżący i przerywany. Nie mogła złapać oddechu. Nagle usłyszał przeciągły dźwięk kardiogramu, a jej ręka przestała ściskać jego. Popatrzył na nią pełen goryczy i załkał.
- Obiecuję. - powiedział szeptem. Wyprosili go z sali zapłakanego. Dzieci na razie wzięto na badania. On popatrzył na wszystkich z rozczarowaniem, bo w korytarzu stali wszyscy. Ania, jego mama, jej tata, Kuba...Wszyscy wiedzieli co się stało. Nikt jednak nie chciał nic mówić. Cisza była czymś czego potrzebowali. Cisza przerywana jedynie łkaniem. Parę dni później był pogrzeb. To smutne, jednak prawdziwe, bo w życiu tak jest...Młodzi ludzie zawsze dostrzegają kolor czarny albo kolor biały. Wiedzą, że będzie dobrze, a jeśli nie, musi być w takim razie źle. Wcale tak nie jest. Adam dostrzegł kolor szary.
5 lat później:
Adam jest szczęśliwy mimo, że przy jego boku nie ma jego ukochanej. Dzieci są jego skarbem, zresztą by zapewnić im kompletną i dobrą rodzinę wprowadziła się do nich Ania praktycznie zastępując Paulinę, jednak Adam nie pozwolił swoim dzieciom mówić do niej "mamo". Zawsze była, jest i będzie "ciocia Ania" i nic tego nie zmieni. Dzieci już się do tego przyzwyczaiły. Kiedy Adam uznał to za słuszne zaczął im opowiadać kim była Paulina i jaka była. Pokazywał jej zdjęcia oraz jej pluszaki, które już dawno wprowadziły się do tego mieszkania.
- A czemu mamy tu nie ma? - spytał chłopczyk o błyszczących zielonych tęczówkach i brązowych włoskach.
- Jest tutaj tylko jej nie widzimy. - powiedział. Ania spoglądała na nich siedząc z boku i uśmiechając się do Adama. Dawała mu otuchy. Wiedziała, że to Adam jest ich rodzicem i ona nie mogła za bardzo w to interweniować. Czasami owszem pomagała w wychowaniu i dawała rady, ale Adam decydował co jest dobre a co nie.
- Ale dlaczego? - spytała dziewczynka o niebieskich oczkach i włosach do ramion.
- Bo jest aniołem. Taka jej praca. Nie może nas odwiedzać, bo ma dużo obowiązków. - powiedział ze śmiechem. Ania jeszcze bardziej poszerzyła uśmiech na prawdę dumna z Adama.
- Ada chodź, pomożesz mi zrobić kolację, a Adam i Michałek nakryją do stołu dobrze? - spytała podchodząc do dziewczynki i biorąc ją na ręce.
- Dobrze ciociu. - powiedziała. Zaczęła się niekontrolowanie śmiać kiedy ruda dziewczyna połaskotała ją.
- To co idziemy? - spytał Adam. Michał i Adam poszli do jadalni, a dziewczyny do kuchni.
- Tato kochasz nas? - spytał chłopczyk, a Adam przytulił go mocno odpowiadając, że tak. Michał był bardzo wrażliwym chłopcem, który uwielbiał czułości, natomiast Ada była pełną życia dziewczynką, której nie brakowało pewności siebie. Pewnie większość ciekawi co jest między Anią i Adamem....Są małżeństwem...Kochają się i są szczęśliwi, jednak i Ania i Adam wiedzą, że on kocha bardziej Paulinę, ale nikomu to nie przeszkadza. Każdy to rozumie.
------------------------------
NIE ZABIJAĆ MNIE ZA ZAKOŃCZENIE!!! Hahah XD Chciałam to jeszcze trochę pociągnąć i zamiast zrobić jeden epilog napisać kilka rozdziałów, ale nie udało się...No cóż XD Wszystkim dziękuję za komentowanie i ogólnie za wszystko! Jestem słaba w tego typu rzeczach. Dobra słuchajcie!! Nowy blog o Naruciaku czas zacząć!! Jest tam już powitanie i niedługo pojawi się prolog :D Naruciak pojawi się dopiero w 6 rozdziale, ale mam nadzieję, że dotrwacie do tego momentu. I jeszcze jedna informacja...Czy są tu jacyś fani Teen Wolf? Nie wiem czy mam was przepraszać, że tak krótko czy się cieszyć...Na pewno wam bardzo dziękuję XD Ale to już wiecie.  Zapraszam na nowego bloga: http://nowyblogonaruciakuinietylko.blogspot.com

WRACAM :D

Uwaga!! Nie zabijajcie mnie okey? XD Dobra za kilka godzin o 20 00 pojawi się epilog tego opowiadania...Nie zabijać mnie!! Wraz z epilogiem pojawi się linkacz do nowego bloga o Naruciaku (i Czułku, bo serio dużo go tam będzie), a Adam pojawi się dopiero w jakimś 6 rozdziale, ale mam nadzieję, że będziecie cierpliwi hahah :D Nie wiem co jeszcze napisać...A nie!! Już wiem! Przepraszam was za tak dużą przerwę, ale jak widać wróciłam i żyję i o was nie zapomniałam! Każdego dnia budziłam się z wyrzutami sumienia, że was zaniedbuję i w ogóle i trochę trudno było o was zapomnieć. Ktoś wspominał o grupie na facebooku...Hmmm...Nie wiem czy to dobry pomysł, ale jeśli będziecie bardzo chcieć można coś takiego stworzyć, ale szczerze ja sie na grupach nie znam i wolałabym nic tam nie dotykać, poza tym co miałabym wstawiać na tej grupie nie mówiąc o rozdziałach? Myślę, że moje wyznania z dnia typu: Oglądam dramat i się poryczałam, albo Mój brat zjadł mi żelki i jest mi smutno nie byłyby za ciekawe...To nie tak, że grupa to zły pomysł, ale ja się po prostu nie nadaję... Jam jest dziecko blogów i tak już zawsze będzie hahah XD To do 20 00 :D Brakowało mi kontaktu z wami, więc pisać komentarze pod tym postem i pod epilogiem i obiecuję na każdy odpowiedzieć (taki challenge) :P