sobota, 21 listopada 2015

(część 2) Rozdział 3 Pauliny nie ma...

Do domu wróciłam kiedy przeźroczyste krople wody przestały kapać z nieba. Szare chmury zastąpiło słońce. Zapach deszczu i widok kolorowej tęczy poprawił mi troszkę humor. Idę szybkim tempem, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Teraz gdy się rozpogodziło bardzo dużo osób powychodziło z domów. Tłum przytłacza mnie. Czuję się jakbym była nic nieznaczącą kropeczką za którą nikt by nie płakał. Mieszające się ze sobą głosy przypadkowych przechodniów i urwane wątki nie wiadomo skąd wzięte przyprawiały mnie o ból głowy, a może ja to wszystko za bardzo wyolbrzymiam? Nieważne...Chcę być w domu, sama. Tak, by nikt ani nic nie przeszkodziło mi w myśleniu, jednak z drugiej strony pragnę by ktoś mnie wyrwał z tej rutyny, by mógł wywołać na mej twarzy szczery uśmiech. Zmarznięte ręce trzymam w kieszeni, a twarz skierowaną mam ku dołowi, by nie wiał w nią zimny wiatr. Kałuże zmieniają formę gdy po nich przechodzę by potem znów wrócić do swojego pierwotnego kształtu. Widzę w nich swoje odbicie. Nadal wyglądam marnie, ale nie tak bardzo jak wcześniej. Nagle czuję jak coś mnie odpycha. Jak zwykle musiałam na kogoś wpaść.
- Przepraszam. - powiedziałam cichutko i wyminęłam go.
- Zaczekaj! - krzyknął, jednak ja szłam przed siebie. Rozpoznałabym ten głos wszędzie. Głos pewnego youtubera, za którym szaleje moja przyjaciółka. Nagle ktoś łapie mnie za ramię. Przez moje ciało przechodzi dreszcz. Unikam jakiegokolwiek dotyku chłopaków, ale nie protestuje i nie zrzucam mu dłoni z mojego ramienia. Odwracam się lekko unosząc głowę. Tak jak myślałam to był ten sławny youtuber o nazwie Kaiko.
- Odczepiło się kiedy na mnie wpadłaś. - powiedział z uśmiechem dając mi srebrny łańcuszek mojej mamy. O boże...Mogłam go zgubić!
- Dziękuję bardzo. - odpowiadam i idę w swoją stronę.
- Jak masz na imię!? - słyszę jeszcze krzyk chłopaka. Odwracam wzrok i tylko się uśmiecham kiedy widzę go jako sierotka nie umiejąca przejść przez tłum ludzi chcących autograf lub zdjęcie. Weszłam do domu. Temperatura w domu ogrzała mnie. Poszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie. Nie mogę cały czas myśleć o tym co się stało, muszę iść dalej, a ja stanęłam w miejscu. Czas zapisać się na jakieś zajęcia...Może na gitarę się zapiszę. Ale to jeszcze się pomyśli. Nagle do mojego pokoju wszedł tata i usiadł na moim łóżku. Obserwowałam go uważnie próbując wyczytać coś z jego twarzy.
- Paula, może nie powinienem ci tego mówić, ale nie mogę ciebie też okłamywać. - o co chodzi? Boję się...Moje życie powoli się układa, ale ciągle zdarza się coś co psuje moje życie. To jakby układanka. Dużo puzzli już się poukładało i znają swoje miejsce, jednak zdarza się coś co niszczy te puzzle. 
- Tak tato? - spytałam po dłuższej chwili. Chcę mieć tą wiadomość za sobą, olać ją i zapomnieć.
- Kiedy nie było ciebie w domu przyszedł...Adam. Nie wpuściłem go, po prostu udawałem, że nikogo nie ma w domu. Nie mam pojęcia co zdecydujesz, ale pamiętaj, że zawsze jestem z tobą. - powiedział szybko i wyszedł. Adam...On tu był. Po co!? Ja chcę zapomnieć, ale jak mam to zrobić kiedy on tu przyszedł!? Kolejne puzzle się psują, odpadają od układanki. Co jeśli on przyjdzie drugi raz i spyta czy będziemy przyjaciółmi!? Ja powinnam być twarda i wreszcie rozwiązać ten problem, ale ja jestem tchórzem. Będę uciekać ciągle, przez całe życie dopóki Adam nie odpuści. Strach sparaliżował mi ciało, a łzy zastygły w oczach. Ja nie mogę go widzieć! Nie po tym wszystkim! Wzięłam torbę, spakowałam ubrania, pieniądze oraz jakieś kanapki, które zrobiłam w kuchni i wyszłam z domu. Kiedyś tu wrócę, ale na razie muszę stąd odejść. Ja muszę zapomnieć o nim, a on o mnie. Nie mam pojęcia gdzie będę spać, ale nie obchodzi mnie to. Muszę zniknąć, by potem powrócić jako ta stara uśmiechnięta Paulina. Idę przed siebie. Nieważne gdzie, nieważne ile będę iść, ważne by nikt mnie nie znalazł. Tym dalej idę tym mniej domów widać. Skręcam na jakąś dróżkę prowadzącą przez pola. Liście szeleszczą mi pod nogami, delikatnie kropiący deszczyk uspokaja mnie, a wiatr śpiewa swoją piosenkę i pcha mnie do przodu. Droga przez pola doprowadziła mnie do jakiejś ulicy, na której żadne auto nie jechało, było cicho i spokojnie, ani jednej żywej duszy. Przeszłam na pas rowerowy i szłam nim. Czerwony samochód przejechał obok mnie, co znaczyło, że można tędy jeździć. Życie jest tak okrutne, że zmusiło mnie do ucieczki, a może życie dało mi wybór: Zostać i zmierzyć się z strachem, uciekać już zawsze...Moja ucieczka będzie miało duże konsekwencje i to nich się najbardziej obawiam. Słońce powoli zachodziło, a ja nie miałam miejsca na spanie, cóż trzeba będzie cały czas iść dopóki czegoś się nie znajdzie. 
Adam:
Nikogo nie było w domu kiedy przyszedłem do Pauliny. Mówi się trudno...Przyjdę jutro. Wreszcie ją zobaczę...Jej oczy, usta, ciało. Brakuje mi jej i to bardzo. Koniec przemyśleń! Trzeba się wyspać! Wstałem rano pełny strachu i obawy, że ona mnie odrzuci, ale spróbować muszę! Wyszedłem z hotelu i szybko poszedłem w stronę domu Pauli nie zwracając na nic uwagi. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi tata dziewczyny. Wyglądał na zmartwionego.
- Pauliny nie ma, uciekła. - powiedział i zamknął drzwi.

3 komentarze:

  1. Jej!! Następny rozdział 😄Już nie mogłam się doczekać. ROZDZIAŁ cudny mam nadzieje że Paulina wróci do Adama 😉Czekam na nexta.
    Ps. Kiedy nastepny rozdział??? 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. Cos sadze ze ten kaiko nie byl tu przypadkowo, zgaduje ze Adam z nim bedzie gadał i sie dowie ze kaiko ja spotkal, tak samo cos z dubielem bedzie:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuu ciekawe czy on teraz poleci ja szukać. Pewnie tak to jest Adam.

    OdpowiedzUsuń