Czułam pustkę...Nie wiedziałam gdzie idę, ważne, że trzymam się na nogach. Zmęczenie coraz bardziej bierze nade mną kontrolę, ale nie poddam się! Nagle się o coś potknęłam. W stercie liści ujrzałam szyny...Tory!! Poszłam wzdłuż nich. Może dotrę do stacji. Zapadła noc. Było strasznie. Wiatr wiał mocno wydobywając dziwny, upiorny szum, poza tym był zimny i przeszywał moje ciało nawet przez ciepłą kurtkę. Mam dość! Dość wszystkiego...Ale nie! Nie popełnię samobójstwa. To, że moje życie jest skomplikowane i popierdolone to tylko i wyłącznie moja wina. Cały czas stawiam przed sobą coraz to nowsze i trudniejsze przeszkody, ale boję się. Nie chcę o nim pamiętać...Dlatego uciekam. Myśl o tym, że Adam mnie nienawidzi była do zniesienia, ale jeśli on powiedziałby mi to z pustą, poważną twarzą załamałabym się, a nie chcę jeszcze bardziej cierpieć. Dotarłam do stacji kolejowej. Sprawdziłam rozkład jazdy i wsiadłam do pierwszego lepszego pociągu. Był on prawie pusty, jedynie kilka osób siedziało czytając gazetę, rozmawiając lub siedząc z głową skierowaną ku dołowi. Ja siedziałam jeszcze inaczej. Przytulona byłam do szyby patrząc na gwiazdy i marząc o tym, by wszystko wreszcie się ułożyło. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że jeszcze nie dawno przeprowadzałam się do Elbląga. Pamiętam, że pomimo tego, że opuszczam moje rodzinne miasto byłam dosyć optymistycznie nastawiona. Pamiętam jaka byłam ciekawa, jak bardzo chciałam poznać ludzi i wszystko co nowe. W zaledwie kilka miesięcy wszystko się zmieniło. Czemu życie można spieprzyć z dnia na dzień, a naprawia się je bardzo długo, a czasami nawet robi sie to do końca życia? Życie zgasiło moją ciekawość i optymizm pokazując mi jak jest na prawdę na tym świecie. Powoli mnie niszczyło zabierając to co dla mnie ważne. Czasami myślę, że Bóg wystawia mnie na próbę. Wyjęłam telefon. Miałam jakieś 50 nieodebranych połączeń od taty. Tak bardzo chciałam mu napisać, że jestem bezpieczna, żeby się o mnie nie martwił i zajął sie moim bratem, ale nie mogłam. Pociąg zatrzymał się. Nadal panowała noc. Wyszłam wdychając chłodne powietrze. Co teraz? Nie pozostaje mi nic innego jak iść dalej nie wiadomo gdzie.
Jesteś nic nie warta! Jesteś niczym! Jesteś pieprzoną egoistką i tchórzem!
Odezwało się moje dawne ja, które zostało zastąpione nowym. Rzeczywiście gdy byłam pozytywna i tak dalej i gdybym spotkała taką osobę jaką jestem teraz to rzeczywiście bym tak pomyślała...Lampy oświetlające chodnik zniknęły, weszłam na nie oświetlone okolice, ale nie bardzo się tym przejęłam. Nagle ktoś złapał mnie w pasie, a drugą ręką zatkał mi buzię. Ogarnął mnie strach i panika. Chciałam krzyczeć, wyrwać się, ale byłam zbyt zmęczona. Mężczyzna popchnął mnie przez co upadłam na ziemię. Zorientowałam się, że byłam w lesie kiedy ujrzałam korony drzew. Już chciałam wstać i uciekać, ale próba ucieczki się nie udała. Facet zaczął zdzierać ze mnie ubrania. Nie! Nie!! Boże....Halo!! Ja nie chcę tak stracić dziewictwa! Błagam....Wyrywałam się, krzyczałam, ale to na nic się nie zdało, lecz i tak to robiłam mając nadzieję, że mi sie uda. Poczułam chłód na moim ciele. Zaczęłam się trząść. Nagle przestałam się szarpać i dosłownie mnie zatkało...Moje ciało przeszył ogromny ból...Nie krzyczałam, ale szlochałam. Nie mogłam nic zrobić...Bezradność...Kolejne ruchy mężczyzny były coraz głębsze i coraz bardziej bolały. Nie miałam już siły na nic...Moge zginąć? Zrobię wszystko, by nie czuć tego bólu!! Facet nie przestawał, wręcz przeciwnie! On dopiero się rozkręcał...Potem zaczęło się piekło! Płakałam, krzyczałam, błagałam...A on nic...Robił to coraz mocniej jakby to dawało mu satysfakcję. Kiedy skończył byłam zdezorientowana i roztrzęsiona. Płakałam i krzyczałam.
- Pójdziesz ze mną suko. - powiedział biorąc mnie za ramiona. Boję się...Nie chcę!! Ja już mam dość!! Wszystko mnie boli i jestem bardzo zmęczona. Czuję się tak jakbym miała zemdleć.
- Proszę zostaw mnie. - poprosiłam łamiącym i drżącym głosem. On spojrzał na mnie i zaśmiał się.
- Pobawimy się jeszcze trochę, a potem cię zostawię. - Nie! Mam dość! Pomocy...Pomocy!!! Mój płacz był tak duży, że nie mogłam nic powiedzieć. Nie wiedziałam co myśleć co zrobić...Nie mogłam uwierzyć w to co sie dzieje...To jakiś koszmar...Właśnie przeżyłam gwałt...Już wiem co czują zgwałcone dziewczyny i dlaczego potem tak się wszystkiego boją...Z tego co wiem szybko mnie ten oblech nie puści...Nie chcę przeżywać tego kolejny raz!! Mam dość! Po co uciekałam z domu!? Teraz jestem tylko pieprzoną i tanią dziwką. Czy mężczyzna to powtórzy!? Szłam na pół przytomna. Ręce faceta ściskały mnie tak bardzo, że jego paznokcie wbijały mi się w skórę, po mojej twarzy nadal płynęły łzy, ale już nie szlochałam, byłam cicho, bojąc się, że powiem coś nie tak i on znów mnie skrzywdzi...Po raz pierwszy od wieków chcę ujrzeć Adama, przytulić go i powiedzieć jak bardzo go kocham. Nawet mnie nie obchodzi czy on to odwzajemnia czy nie...Adam gdzie jesteś? Potrzebuję cię...
Adam:
Jak to!? Ona nie mogła tak po prostu uciec! Nie rozumiem!
- Adam spokojnie, znajdziemy ją. - zapewniał Karol, ale ja i tak chodziłem w te i z powrotem mrucząc coś pod nosem. Boję się...Co jeśli stracę ją na zawsze!? Nie! Ona wróci, znajdziemy ją! Co jeśli ktoś jej coś zrobił!? Jeśli spadnie jej chodź włos z głowy to uduszę gnoja, powieszę na linie, zadźgam nożem...Wszystko jedno, byleby go to bolało! Mam dość! Siedzimy nic nie robiąc w domu i czekając aż policja ją znajdzie...Oni chuj się tym przejmują!! Przecież Paulina to głupia dziewczyna, nic nie ważna, po co więc mają szukać jednej osóbki!?
- Idziemy! - powiedziałem biorąc kurtkę.
- Ale Adam!? Gdzie? - na jego twarzy widziałem zaskoczenie...No tak...Teraz jestem bardzo impulsywny, ale może dzięki temu ją znajdę! Nie mogę siedzieć bezczynnie, kiedy moja ukochana błąka się gdzieś po Polsce. Niech mi ktoś pomoże, bo ja przez nią zaraz zwariuję!
- Jesteś ze mną czy nie!? - spytałem wprost. Nie będę się cackał. Sytuacja wymaga natychmiastowego działania i koniec!!
- Zawsze będę z tobą stary, ale nie uważasz, że za szybko działamy? - być może i za szybko, ale tak trzeba!
- Pierdolisz! Idziemy! - zarządziłem i wyszedłem z hotelu. Teraz kurwa gdzie ona mogła pójść!?
- Naruciak zwolnijmy. Wróćmy do domu i uzgodnijmy gdzie mogłaby pójść. - Karol miał rację, ale nie mogę! Serce drze sie bym poszedł!
- To idź! Może wróci, wtedy do mnie zadzwonisz okey? - spytałem. Byłem pełen nadziei, że ją znajdę, że wrócimy do siebie, przez ten dzień przypomniałem sobie większość chwil związanych z Pauliną...Ja ją kochałem , kocham i kochać będę. Nawet jej zasrana ucieczka tego nie zmieni.
- Adam...No chodź do domu, nie powinieneś tak sam jeździć i szukać jej bo nie dasz rady. - chuj wiesz!!
- Zadzwonisz okey!? - spytałem głośniej.
- Ale... - żadnych "ale" nie chcę słyszeć!!
- Okey!? - spytałem po raz kolejny. Karol z zrezygnowaniem obiecał, że zadzwoni. Pokierowałem się tam, gdzie mnie serce prowadziło. Nie mam pojęcia czy idę dobrze czy źle...To się okaże później.
piątek, 27 listopada 2015
(część 2) Rozdział 4 Mam dość!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
HEJ, to znowu ja, jestem w końcu zadowolona ponieważ wkońcu on przypomniał sobie te chwile: *:*:*:*
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały. Więc już nie mogę się doczekać następnego: )
Ps.Nie mogłam wcześniej odpisać bo miałam nocowisko i odsypiałam Xd
Kiedy next?
OdpowiedzUsuńFajnie piszesz (; Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału (:
OdpowiedzUsuńSuper, nmg doczekać się nexta :)
OdpowiedzUsuńKolejne piękne dzieło! Nie mogę doczekać sie kolejnych*-*
OdpowiedzUsuńZABIJĘ DZIADA! !!! !!! !! !! !! !!!
OdpowiedzUsuńJAK GO TYLKO DOPADNĘ TO MU W ten tego jego TAK PRZYPIERNICZĘ, ŻE ODLECI I NOSEM W KIBEL PUTINA ZARYJE!!!!
O Boże gwałtu to ja się nie spodziewałam. Koszmar jakiś. Dlaczego ty zawsze musisz wszystkim niszczyć życie co?
OdpowiedzUsuń