- Niech panienka jeszcze leży, musisz wypocząć. - powiedziała starsza pielęgniarka. Spojrzałam na nią spode łba i poszłam dalej. Wyszłam ze szpitala. Była w samej koszuli szpitalnej i miałam bose stopy...A chuj! Wróciłam do domu zmarznięta...
- Wróciłaś ! - powiedział tata i mnie przytulił. Nie odwzajemniłam tego. Spytał się co się stało...On dobrze wie! Przebrałam się i znów wyszłam na zewnątrz. Życie nie ma sensu bez niego...Zaczął padać deszcz, oznaki jesieni...Usiadłam na mokrej ulicy i sobie tak siedziałam patrząc w dal. Ja tak nie mogę! Ja straciłam świadomość tego co robię....Robiłam to tak mechanicznie, odruchowo, spontanicznie i nie obchodziły mnie konsekwencje...Nagle nadjechał samochód, nie zatrzymywał się, nie widział mnie...A chuj niech mnie przejedzie. Zamknęłam oczy.Nagle ktoś mnie popchnął co sprawiło, że samochód przejechał obok. Nie zobaczyłam mojego wybawcy, widocznie zwiał. Nie zastanawiałam się nad tym co robię po prostu to robiłam. Wróciłam do domu i co zrobiłam? Przefarbowałam sie na czerwono...Czy mi się to podobało? Nie wiem...Miesiąc później:
Jeszcze żyję i to jakimś fartem, cały czas ktoś mnie ratuje, ale jeszcze nigdy go nie widziałam, raz widziałam tylko chłopaka w kapturze....Czy jest ze mną lepiej? Nie...Dlaczego? Już od miesiąca nie powiedziałam ani słowa...Nie chcę mówić...Zamknęłam się w sobie tak bardzo, że nawet Ania nie miała ze mną kontaktu....Byłam w mieście...Łaziłam praktycznie bez celu...Być może szukałam go....Być może miałam jeszcze nadzieję, że go spotkam...Ale to niemożliwe...Patrzyłam w wielki tłum...Nagle jakiś chłopak spojrzał w moją stronę, ale kiedy zobaczył mnie szybko odwrócił głowę...Zaraz! Czy to był ON! Zaczęłam przepychać się w tłumie, nie znalazłam go...Czemu moje cholerne serce ma nadzieję, skoro on nie żyje!! Nie ma go tu!!! Zapatrzona wyszłam na pasy, jechał rower prosto na mnie....Znowu ktoś mnie popchnął i uratował! Kim on jest? Czemu sie nie ujawnia i czemu mnie ratuje?! Wróciłam do domu i poszłam spać mając nadzieję, że się nie obudzę. Ale tak jak zawsze obudziłam się. Wzięłam żyletkę i przejechałam po ręce, ale lekko nie chciałam umrzeć w ten sposób...Jedno rana za wszystkie chwile spędzone z nim, druga za jego uśmiech, trzecia za oczy, czwarta za miłość, piąta przez tych idiotów i tego skurwiela Roberta! Szósta za to, że poświęcił dla mnie życie, siódma dlatego bo nie zasługuję na niego....Znów z moich oczu poleciały łzy. Wyszłam na powietrze.
- Jak masz na imię? - spytał jakiś chłopak uśmiechając się do mnie...Nie mogłam na niego spojrzeć, nie mogłam, żaden nie był taki jak on...Nikt mu nie dorównywał! Nie odwzajemniłam uśmiechu tylko poszłam dalej bez słowa. Stwierdziłam, że nie będę mówić..Każde moje słowo, byłoby puste i złe, więc po co psuć nimi humor komuś? Ech....Nadal się zastanawiam kto ratuje mnie z tych wszystkich okoliczności...Ta osoba w pewnym sensie jest mym aniołem stróżem i bardzo jej dziekuję, ale skoro zawsze jest tam gdzie jest mój wypadek to musi mnie obserwować...Czy ta osoba nie widzi tego jak bardzo cierpię?! Czy rany na moich rękach i płacz nie wystarczają?
------------------------------------------------------
Wiem, że krótki, ale już nie wiedziałam co napisać :P
Smutno mi... Niech mnie ktoś przytuli... NO NIEEE!!! TO JEST ZA SMUTNE!!
OdpowiedzUsuńkiedy następny rożdział ??
OdpowiedzUsuńSpróbuję dodać coś w weekend :)
UsuńJaka deresantka z Ciebie.
OdpowiedzUsuńA idź pan w... no właśnie xD
Ej wróciłam, wow! :D
http://thankyou-rezi.blogspot.com :3
Kolejny smutny rozdział. No ale ważne , że wciąż żyje. I jej anioł stróż widać bardzo o nią dba.
OdpowiedzUsuńŚwietne. Mam nadzieje że będziesz pisać więcej takich historii :)
OdpowiedzUsuńZobaczysz będzie z tego kiedyś Książka!!!
OdpowiedzUsuń