Paula:
Nagle usłyszałam charakterystyczny dźwięk. Przerwałam dłuuugą rozmowę z Anią i podeszłam do komody, na której leżał mój telefon. Jednym przeciągnięciem palca po wyświetlaczu odblokował się pokazując białe, rażące tło...Było to przydatne, bo jak ktoś grzebał mi w telefonie to strasznie raziło go to tło, ale ja już się przyzwyczaiłam. Odczytałam SMS'a, który był od Adama. Napisał, żebym poszła jutro o 12 00 do parku. Odpisałam, że na pewno będę. Odłożyłam z powrotem telefon na komodę i wróciłam do Ani.
- Kto to? - spytała z ciekawości.
- Adam. - odpowiedziałam krótko z uśmiechem...Jutro czeka mnie ciężki dzień...Będę musiała mu powiedzieć co stało się kiedy wracałam od niego...Jeśli on dowie się pierwszy to może to oznaczać koniec związku, a tego nie chcę. Kocham go najbardziej na świecie i nie wiem co bym sobie zrobiłam gdybym nie mogła z nim być.
- Jutro o 12 00 idę do parku się z nim spotkać. - dodałam po chwili unikając pytań Ani.
- Będę mogła iść? - spytała z uśmiechem...
- Wolałabym być sama, ale nie martw się może wieczorem zgadamy się całą grupą i poznasz Łukasza, Agnieszkę i Ewę co ty na to? - spytałam, a ona od razu się zgodziła.
- Idziemy spać? - spytałam, gdyż byłam na prawdę zmęczona.
- Żartujesz? Jest dopiero 20 00!! - powiedziała, a ja już wiedziałam, że to będzie dłuuga noc..Nawet nie wiem kiedy usnęłam i to był błąd, bo gdy rano wstałam i poszłam do łazienki zobaczyłam narysowane markerem wąsy, okulary, bródkę oraz napisane na czole: XD Super co nie? Szorowałam twarz szorstką gąbką, ale to gówno nie chciało zejść...No piękne!! Nie poddawałam się i w końcu to zeszło, jednak w niektórych miejscach widać było szary kolor...Kiedy wróciłam do pokoju Ania już nie spała tylko patrzyła w swój telefon śmiejąc się głośno. Zabrałam jej go i zobaczyłam swoje zdjęcia z markerem na mordzie...Ja jebie!! Szybko usunęłam zdjęcia i z satysfakcją oddałam rudowłosej telefon.
- Za późno...Twoje focie są już na facie... - powiedziała. O kurwa! Przez Adama zaczęłam więcej przeklinać...No cóż...Coś za coś... Wzięłam poduszkę i walnęłam mocno Anię i tak zaczęła się trzecia wojna światowa...Tylko, że na poduszki...Kto wygrał? W sumie to nikt...Obie poddałyśmy się po jakiejś godzinie. Spojrzałam na zegarek...11!!!!! Zaczęłam biegać od szafki do szafki biorąc bieliznę, koszulkę, spodnie i biżuterię. Rudowłosa obserwowała mnie nie rozumiejąc. Wyprzedziłam jej pytania mówiąc, że za godzinę spotykam się z Adamem. Wbiegłam do łazienki i jak na złość akurat dzisiaj miałam takie kołtuny, że nie chciały mi się rozczesać! Kiedy już uporałam się z włosami i związałam je w koka weszłam pod prysznic.Szybko się umyłam i dokładnie wytarła, po czym zaczęłam zakładać przyniesione wcześniej ubrania. Mimo, że było lato dzisiaj było bardzo zimno i jak dla mnie to było jak w jesieni. Wybrałam więc cieplejsze ciuchy. Musiałam jakoś wyglądać, więc rozjaśniłam usta jasną pomadką, a oczy podkreśliłam eyelinerem(dobrze napisałam?). Rozpuściłam włosy próbując je jakoś fajnie ułożyć i założyłam biżuterię. Miałam jeszcze 10 minut na dojście do parku. Uwierzcie, że nie było łatwo zrobić tego wszystkiego z złamaną ręką!
- Pa Ania! - krzyknęłam zbiegając po schodach i wychodząc z domu. Dopiero w połowie drogi zorientowałam się, że nie zabrałam telefonu...Trudno. W końcu doszłam na miejsce. Rozglądałam się za Adamem i w końcu go dostrzegłam...Był wysoki, więc nie trudno było go zobaczyć. Od razu do niego podbiegłam przytulając, jednak nie odwzajemnił tego...Co się stało?
- Adam coś nie tak? - spytałam zestresowana...Co jeśli dowiedział się o tym zdjęciu.
- Jeśli nie chcesz ze mną być to mi to powiedz... - powiedział tylko na co zareagowałam natychmiast.
- Ty idioto!! Kocham cię najbardziej na świecie i nie wiem co bym zrobiła gdybym ciebie straciła. - powiedziałam szczerze, a w moich oczach pojawiły się łzy...Czy to koniec naszej znajomości?
- Na pewno? - spytał z niepewnością w głosie.
- Nie wierzysz mi? Nie ufasz? - spytałam. Zawsze myślałam, że związki polegają na ufaniu sobie...
- Nie to nie tak...Chodzi o to, że widziałem zdjęcie jak całowałaś się z Robertem.... - powiedział smutno...Jego oczy patrzyły na mnie z nadzieją i czekały aż powiem, że to nie prawda.
- Adam to jest... - zaczęłam, ale ktoś nie dał mi dokończyć zdania.
- Prawda! - usłyszałam głos Roberta, który przytulił mnie mocno.
- Adam to nie prawda! - krzyknęłam poprawiając Roberta.
- Puść mnie ! - krzyknęłam nie mogąc uwolnić się z jego uścisku.
- Puść ją! - powtórzył Adam. Chłopak mnie nie puszczał, a Naruciak zaczął okładać go pięściami. Nagle pojawiła się ta banda, którą spotkałam kiedy pierwszy raz zwiedzałam okolicę.
- Adam chodźmy już. - powiedziałam szarpiąc go nerwowo za rękaw koszuli, jednak Adam nie słuchał i nadal bił się z Robertem.
- Adam! - krzyknęłam kiedy banda była blisko nas. Dopiero wtedy Naruciak się obudził, ale było za późno....Okrążyli nas...
- Jak dam ci znak, masz uciekać. - szepnął mi na ucho Adam...Jak to uciekać? A on!? Chyba nie myśli, że go tutaj zostawię!? Już chciałam mu powiedzieć, że jego plan mi się nie podoba, ale on rzucił się na jednego z nich...Wszyscy skupili się na nim i zaczęli o bić.
- Uciekaj! - krzyknął, ale ja tam stałam jak słup ze łzami w oczach...Boże trzeba zadzwonić po pogotowie, policję!!Akurat zapomniałam telefonu! Kurwa!! Musiałam coś zrobić! Zauważyłam, że Robert stoi z boku patrząc z uśmiechem na scenę...Podeszłam do niego.
- Daj telefon!! - krzyknęłam oddychając nierówno ze strachu.
- Nie. - odpowiedział, jednak ja kopnęłam go jak najmocniej tam gdzie chłopców się nie kopie...
- Dawaj mi kurwa ten telefon!! - krzyknęłam, a ten zwijając się z bólu na ziemi wyjął telefon z kieszeni i mi podał. Zadzwoniłam na pogotowie...Cała roztrzęsiona patrząc jak biją Naruciaka...Boże Adam!!! W końcu odebrali, a załamanym głosem podałam adres. Gdy się rozłączyli bez zastanowienia pobiegłam w stronę mojego chłopaka. Leżał na ziemi, a ci go kopali.
- Kurwa zostawcie go!!! - krzyknęłam i wszyscy zwrócili na mnie uwagę. Przestali kopać Adama, teraz zbliżali się do mnie. I znów kopnęłam co poniektórych tam gdzie się chłopców nie kopie...Jednak w końcu i mnie dorwali. Szarpałam się nic nie widząc przez włosy...Robiło mi się czarno przed oczami, ale próbowałam nie zemdleć...Jakoś się trzymałam. W końcu przejechała karetka. Kolesie mnie puścili, a ja upadłam na ziemię. Byłam jeszcze przytomna. Podniosłam się z ziemi podbiegając szybko do Adama.
- Boże Adam!! - krzyknęłam...Cały był we krwi. Przytuliłam go mocno nie zważając na czerwoną maź. Ratownicy odczepili mnie od niego i zanieśli go do karetki. Pobiegłam za nimi.
- Chcę jechać. - powiedziałam łamiącym się głosem.
- Jest pani kimś z rodziny? - spytał ratownik.
- Jestem jego dziewczyną! - powiedziałam. Byłam zdeterminowana do tego by tam z nim pojechać!!!
- Nie może pani jechać przykro mi. - odpowiedział i już zamykali drzwi, ale zablokowałam je gipsem.
- Albo pojadę, albo się zabiję!! - krzyknęłam i w końcu mnie wpuścili. Ratownicy opatrywali Adama. Był przytomny, ale chyba mało mu brakowało do odlecenia...O boże czemu to musiał być on!!! Czemu nie ja!! Stałam obok chłopaka co chwila szlochając. Nagle poczułam jego dotyk...Złapał mnie za rękę. Uśmiechnęłam się patrząc na niego z bólem. Jak oni mogli!!??Byliśmy już w szpitalu. Ratownicy kazali mi wypełnić kartę chłopaka i zadzwonić do jego opiekuna. Podeszłam do recepcji cała zapłakana.
- Może pani pomóc? - spytała zmartwiona, ale odmówiłam i wzięłam kartę do wypełnienia. Usiadłam na krześle i zaczęłam wypełniać. Łzy leciały cały czas, a krew pobrudziła trochę dokument. Kiedy wypełniłam kartę poprosiłam o telefon przypadkowego człowieka. Zadzwoniłam na swój numer i tak jak myślałam odebrała Ania.
- Halo? - spytała rudowłosa.
- Tu Paula...Słuchaj w moim telefonie jest numer mamy Adama, zadzwoń do niej i powiedz, żeby przyjechała do szpitala. - powiedziałam łamiącym się głosem i ciężko oddychając. Nie mogłam się uspokoić... Postanowiłam iść do łazienki przemyć swoją twarz. Kiedy ujrzałam się w lustrze zobaczyłam potwora...Byłam cała w krwi...Krwi Adama. Buzia, ręce, a nawet włosy posklejane czerwoną mazią nie wspominając już o ubraniu...Wyglądałam jakbym kogoś zamordowała...Znów zaczęłam o tym myśleć...To była krew Adama na mnie...Jego krew na mnie....To jest straszne!!! Zrobiło mi się nie dobrze i chyba zemdlałam...
------------------------------------------------------------
Boże jak ja torturuję tych bohaterów....XD
Biedny Adaś :(((
OdpowiedzUsuńAle dobrze, że wszystko się wyjaśniło
Czekam <3
Jeju! <3 Tylko niech Adamowi nic nie będzie! :ccc
OdpowiedzUsuń.
.
Czytając to przypomniał mi się mem xD Dlaczego? Puść jom, powiedziałam puść jom! XD
Pozdrawiam! 8)
O mój boże co za rozdział. Dlaczego ją zawsze musi spotykać coś takiego ? Mam nadzieję ,że Adam jakoś z tego wyjdzie i czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńSłuchałam sobie Human i czytając to zrobiło mi się smutno :C
OdpowiedzUsuń